Weronika Szczawińska: Trafia do serc i głów

Weronika Szczawińska jest ekspertem od teatru. Pisze i reżyseruje dobre sztuki, opowiada o scenie w licznych publikacjach i podczas wykładów. Bliska jest jej tematyka feministyczna i genderowa.
Można śmiało powiedzieć, że ta młoda, piękna, solidnie wykształcona kobieta wie, co robi, a w jej zrealizowanych w nowoczesny sposób sztukach nie mam miejsca na improwizację. Każdy gest jest tam przemyślany, każde słowo ma znaczenie, choć na scenie panuje szaleństwo. Szczawińska posługuje się performance’em, w gesty artystów wplata taniec, ilustruje je zdjęciami, filmami. Do swojej pracy przygotowała się gruntownie – ukończyła Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim i reżyserię w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Obecnie jest doktorantką Instytutu Sztuki PAN i edukuje o teatrze, pisząc do pism kulturalnych. Jej teksty można czytać w „Dialogu”, „Didaskaliach”, „Teatrze” i „Res Publice Nowej”.

Debiutem reżyserskim Szczawińskiej był spektakl „Nie-pamięć” w warszawskim Teatrze Polskim, część tryptyku „Wyzwolenie” – Próby, na podstawie tekstu Stanisława Wyspiańskiego, który przygotowała wspólnie z Adamem Wojtyszką i Wawrzyńcem Kostrzewskim. Do interpretacji tekstu Wyspiańskiego wykorzystała wydarzenia z najnowszej historii. Mocnym akcentem był fragment kroniki filmowej pokazujący samospalenie Ryszarda Siwca (1968 r.). Zanim jednak zadebiutowała jako reżyserka, sprawdziła jak to jest być po drugiej stronie. W 2005 r. jako studentka reżyserii na Akademii Teatralnej była aktorką Studium Teatralnego Piotra Borowskiego, gdzie zagrała pacjentkę szpitala psychiatrycznego w spektaklu „Henryk. Hamlet. Hospital”.

Później przeniosła się na prowincję: działała i działa w Olsztynie, Kielcach, Koszalinie i Wałbrzychu. Nie boi się mówić o tym, co myśli, otwarcie krytykuje takie sławy, jak Warlikowski, Jarzyna i Klata. Twierdzi, że odwrócili się placami od pokolenia trzydziestolatków i bronią swoich pozycji.

W artykule Łukasza Drewniaka opublikowanym w marcu 2012 w „Przekroju”mówi: „Teatry warszawskie, a wraz z nimi i inne z dużych miast, są kompletnie zamknięte na nowe nazwiska. (…) Łatwiej zrobić eksperyment na obrzeżach. Na tak zwanej prowincji można odkryć niesamowitych aktorów. Tam są świetne zespoły i ludzie, artyści, którzy tylko czekają, by ich potraktować poważnie”.

Jest osobą, której nie zadowalają namiastki, nie ślizga się po powierzchni, sięga do głębi. Teatr dla niej to splot teorii i praktyki, wiedza pozwala lepiej zrozumieć, co dzieje się na scenie. Nie jest przy tym konserwatystką, jej spektakle są wypełnione ekspresją, aktorzy grają całym ciałem, aż do bólu. Nie może być letnio, na scenie leje się pot. W jej sztukach nie ma wstydu, w granej w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu „Kamasutrze. Studium przyjemności” kobieta podaje przyrodzenie swego partnera na tacy.

Kamasutra wywarła na mnie sporo emocji, mimo zabawnego, trochę ironicznego przedstawienia, spowodowała nawet dreszczyk uniesienia – być może to dzięki bezpośredniej interakcji z aktorami 😉 wszystko zwieńczone słodyczą waty cukrowej. Pozdrawiam i dziękuję!” – oto komentarz widza zamieszczony pod informacją o spektaklu Szczawińskiej nas stronie teatru.

Scena wałbrzyska pasuje do niej jak ulał, to miejsce dla ludzi, którzy nie boją się wykrzyczeć tego, co im się nie podoba, bez obciachu opowiadają o tym co ich wkurza. Działa na niej duet Strzępka-Demirski, Marcin Liber, obecnie wystawiana jest sztuka Sylwii Chutnik, a większość spektakli jest dozwolona od 16 lub 18 roku życia.

W tym roku z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru Szczawińska otrzymała nagrodę Marszałka Dolnego Śląska za najlepszą dramaturgię w 2011 r. za spektakl „W pustyni i w puszczy. Z Sienkiewicza i z innych”. Napisana przez nią, a wyreżyserowana przez Bartka Frąckowiaka sztuka, na pewno nie służy uczniom do przypomnienia sobie lektury szkolnej. Powieść Henryka Sienkiewicza jest tu tylko pretekstem do rozważań na temat Afryki, jej relacji z Europą, kolonializmu, stereotypów. Szczawińska krytykuje nasze powroty do klasyki i ciągłe, bezrefleksyjne przerabianie lektur szkolnych. W swojej „Zemście” oświadczyła „Mamy nadzieję, że było to ostatnie przedstawienie „Zemsty” na ziemiach polskich”. Za ten spektakl otrzymała nagrodę na Koszalińskich Konfrontacjach Młodych m-teatr.

materiały prasowe

Reżyserka ciągle powraca do tematów feministycznych. Dobrym pretekstem do przekazania jej opinii jest spektakl inspirowany opowiadaniem Kazimierza Brandysa „Jak być kochaną – historia znana z filmu Wojciecha Jerzego Hasa i wspaniałej roli Barbary Krafftówny. Bohaterka wspomina czas okupacji, w czasie której ukrywała swego ukochanego przed gestapo. W wyreżyserowanej przez Szczawińską sztuce, wystawianej w Bałtyckim Teatrze Dramatyczny im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie, kobieta jest mocniejsza, ma siłę by zmienić los.

O relacjach damsko-męskich i sprzeczności uczuć jest również „Białe małżeństwo”, wystawiane w teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Reżyserka pocięła tekst Tadeusza Różewicza i przerobiła na swój sposób. Krótkie komunikaty trafiają w sedno:

„Kocham pierwszy raz, choć tyle, ach tyle pocałunków spaliło mi usta. (…) Kocham ohydnie i cudownie, kocham i nienawidzę, pragnę i pogardzam” – wygłaszają równocześnie kobieta i mężczyzna.

Spektakle Weroniki Szczawińskiej są wypełnione ruchem i treścią, są bardzo plastyczne, dużo się w nich dzieje, dużo też można z nich wynieść, bo przemyślane gesty i słowa zostają w głowach.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/nlDPbPp7CMM” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]