„Życie seksualne dzikich” – recenzja

Nowy Teatr

Pomysł, by punktem wyjścia dla spektaklu był tekst z pozoru niedramatyczny, nie jest nowy. Już nie tylko powieści i eseje, ale także filozoficzne traktaty i antropologiczne rozprawy okazują się materiałem może nie tyle wdzięcznym, co wielce obiecującym i pociągającym wyobraźnię dramaturgów.
Tak jest i tym razem, gdy tandem Cecko-Garbaczewski – w myśl nowej, niepisanej zasady, że w teatrze najlepiej pracuje się we dwóch (dwie lub dwoje) – potwierdzają swój twórczy romans, sięgając po jeden z najważniejszych tekstów antropologicznych dwudziestego wieku.

Na warsztat kładą klasykę: w ogromnej hali ATM Studio biorą pod lupę i puszczają w ruch jedną z części trobriandzkiej sagi Bronisława Malinowskiego „Życie seksualne dzikich”.

Od pierwszej chwili, gdy tylko wchodzimy w przestrzeń spektaklu – hala ATM Studio tym razem odsłania swoje walory w całej krasie: obszerna, pusta przestrzeń, poprzecinana oszczędnie dozowaną materią, kable i geometryczne konstrukcje – staje się jasne, że autorów spektaklu bardziej interesować będzie dyskurs niż sama opowieść; bardziej doświadczenie filozofa, dekonstruującego narrację, niż etnografa przeżywającego zadziwienie.

O doświadczeniu niewiele się tu dowiemy. W każdym razie nie więcej niż z samego tekstu.

Siedzimy na niewielkiej widowni, nad którą pulsuje niepokojąca, ciemna, udrapowana materia. Nie wiadomo do końca, czy to żywy organizm, wulkaniczna skrzeplina, czy rój szczepionych ze sobą owadów. Może to wędrująca wyspa – nowa forma Trobriandów. Podobnie niejasny jest status podmiotów, które pojawiają się w akcji – nadwrażliwi, rozedrgani, pełni niepokoju przed domniemanym Innym. Zachowują się, jakby ktoś pozbawił ich skóry. Dzicy, według autorów spektaklu, to ludzie nie tyle pierwotni co wtórni, po-wtórni. Ich środowiskiem naturalnym wydaje się technologia, zaś czymś najbardziej obcym, nieznanym i niepojętym: doświadczenie ciała i kontaktu. Ich życie seksualne jest właściwie niemożliwością, brakiem cielesnej komunikacji. Ustawiani nago naprzeciwko siebie przez głównego działającego w spektaklu – antropologa (w tej roli Jacek Poniedziałek) okazują się bezradni, zagubieni, bez możliwości podjęcia inicjatywy. Nie czują pożądania, nie rozumieją, o co chodzi badaczowi, który zachęca ich do oczywistego, według niego, działania.

Można by oczekiwać, że właśnie ów schemat, będący jednym z podstawowych dla antropologii napięć: „ja-obcy”, wielokrotnie zresztą podważany i dekonstruowany jako problematyczny, będzie tu polem badania, testowania, zadawania pytań. Można by mieć nadzieję, że wzięty na warsztat tekst Malinowskiego stanie się powodem do zadawania fundamentalnych pytań o źródło narracji o tym, co swoje i obce, o prawomocność tak formułowanego dyskursu. Trudno jednak dopatrzeć się odwagi, czy choćby cienia ryzyka, a także – co może gorsze – jakiegokolwiek przekroczenia w realizowanym przez Marcina Cecko i Krzysztofa Garbaczewskiego projekcie. Antropolog i napotkani przez niego „dzicy” widziani są tu jako przedstawiciele nieprzystających do siebie światów. Nawet, jeśli źródło tej dzikości jest w spektaklu lokowane gdzie indziej niż u Malinowskiego, to trudno nie zauważyć, że ten prosty, binarny schemat zostaje raczej potwierdzony niż poddany w wątpliwość.

Oczywiście można tłumaczyć ów jałowy bieg, na którym wydaje się pracować sfragmentaryzowany dyskurs tym, że spektakl ma status eksperymentu. Ten jednak zakładać chyba mógłby pewien rodzaj ryzyka, realnej próby podjęcia wyzwania nowego odczytania. Nie tylko sprawnych decyzji formalnych, ale i pewnego szacunku do tekstu, którego dekonstrukcja musi jednak mieć pewien ciężar ideowy.

„Życie seksualne dzikich”, Marcin Cecko, Krzysztof Gabraczewski, Nowy Teatr.