Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Wróżby Diety

18 listopada 2016 in Kultura by redakcja

Wolność to słowo klucz: rozmowa o filmie „Ederly” z Mariuszem Bonaszewskim

O trudnym rozgraniczeniu między rzeczywistością a snem, obsesji wspomnień, metodzie zmarszczek na twarzy i tęsknotach za rolą z Mariuszem Bonaszewskim rozmawia Kuba Armata.

Strefa zakupów - odwiedź Butik.Zwierciadlo.pl

ederly-plakatFilm Piotra Dumały „Ederly” to dla pana bardziej Gombrowicz czy Kafka?

Raczej bym od takich plakatów uciekał. Być może z Kafką jest więcej na rzeczy, bo w trakcie realizacji filmu takie sformułowania padały. Bardziej jednak w grotesce niż okrucieństwie czy przeżywaniu straszliwości świata. Tym, że świat nam się w jakiś sposób wymyka. W tym kontekście Gombrowicz też jest na rzeczy, patrząc chociażby na „Kosmos”. Jednak te określenia w dużej mierze zostały później dolepione. Zostałem niedawno zaproszony do DKF-u w Gorzowie, gdzie widziałem „Ederly” po raz pierwszy. Reakcja ludzi kompletnie mnie zaskoczyła.

W jakim sensie?

Bardzo dużo się śmiali. W miejscach zamierzonych, ale i takich, które nie były określane przez nas w taki sposób. Miały być absurdalne, ale czy śmieszne? A w zbiciu większej całości okazało się, że tak jest. Po seansie odbyła się trwająca dwie i pół godziny dyskusja. Najciekawsze w „Ederly” jest to, że ludzie chcą naprawdę rozmawiać o tym, co się właściwie w tej opowieści kryje. Opowiadałem im trochę, jak kręciliśmy, o naszych założeniach, ale tak naprawdę pytałem, co oni o tym sądzą. Śledztwo, jakie na własną rękę prowadzą widzowie, to najwspanialsza rzecz, jaką mogliśmy sobie wyobrazić.

Dużo w tych śledztwach było dla pana niespodzianek?

Oj, tak. W tym filmie jest wiele nagłych przeskoków, zmiany pór roku nie sprowadzają się tylko do upływu czasu. Nie chodzi o to, że bohater z jednego domu wychodzi, a do drugiego wchodzi. Być może wyszedł rok temu. Nie wiadomo, gdzie był przez cały czas. Ludzie to łapią i przestają oglądać „Ederly” w realistyczny sposób. Przestają interesować ich przejścia, a zastanawiają się nad rozwikłaniem zagadki. Była tam taka sekwencja, która bardzo intrygowała mnie w momencie kręcenia. Bohater, w którego się wcielam, wchodzi do jakiegoś domu i bardzo długo stoi przed lustrem, widząc odbicie znajdujących się tam osób. Przecież tak się nie robi w obcym domu. Dlaczego Piotrek chciał, żeby wpatrywał się tak długo? Dla ludzi stało się to ważne, bo przekonywali, że od tego momentu bohater widzi siebie w tej historii. Jeszcze się trochę buntuje, realistycznie mówi, że nie, ale już tam jest. Tak jakby stanąć obok i oglądać swoje życie z innego punktu widzenia. Do samego końca nie powinniśmy wiedzieć, kim jest bohater. Kojarzyło mi się to trochę z literaturą skandynawską. Oni mają obsesję na punkcie wspomnień. Bo przecież pamiętamy własne wspomnienia, a nie rzeczywistość. Z biegiem lat wiele rzeczy się na siebie nakłada i to nam się wymyka. Wszystko staje się tak nierealne, że dotarcie do prawdy, kto jest kim czy jaki był, okazuje się praktycznie niemożliwe. Dumała jest ze snu, taka jest ta opowieść. Podobnie jak wcześniejszy „Las”. Na te opowieści ze snu nakładają się różne doświadczenia pracy, inspiracje kinem, biało-czarnym, trochę straszliwym, slapstickiem. Cały czas na planie mówił, że to bardzo ważne, żeby było dokładnie tak, jak w jego śnie. Tylko co ja z tego mogłem zrozumieć? W jakim śnie?

Piotr Dumała to reżyser o niesamowitej wyobraźni wizualnej. Jak to się przekłada na współpracę z aktorem? Wspomniał pan, że to pierwszy film, przy którym pracował, gdzie nakręcono absolutnie wszystko, co było zapisane w scenariuszu.

To nie było proste. W trakcie prób – kiedy aktor zaczyna grzebać w roli – uznaliśmy, że pewnych rzeczy nie rozumiemy. Te przeskoki psychologiczne były nieco podejrzane, w chwili gdy rozpatruje się to takim aktorskim sznytem. W trakcie jednej z prób zdałem sobie z tego sprawę, że moim zdaniem nie powinniśmy się domagać wyjaśnień, bo Piotr ich nie ma. Dumała bazuje na zupełnie czymś innym. W efekcie nie powinniśmy ingerować w scenariusz, a próbować zrealizować każdą zapisaną w nim scenę i nie zmieniać żadnego tekstu. Piotr będzie nam jedynie mówił, na czym polegają jego przypuszczenia odnośnie emocji. On jest człowiekiem rysującym, więc coś ma się pokazać na twarzy. Tylko jeżeli dziś aktor coś takiego słyszy, to się wkurwia. Na tym właśnie polegało zaufanie do Dumały. Już w pierwszym jego filmie, przy którym pracowałem, tak było. Nazwałem to metodą „zmarszczek na twarzy”. On chciał dokładnie tego, co narysował. Nie było to łatwe. Bo co, mieliśmy robić miny? Ale trochę na tym to polegało. Być może wspomniane nieco chaotyczne przeskoki były tego istotą.

Strony: 1 2 3 4


Sprawdź promocje na Butik Zwierciadlo.pl

tytulowa_braun-1

Praktyczny prezent pod choinkę? List do Świętego Mikołaja

Drogi Święty Mikołaju! Nie wiem, czy nie uznasz tego za niegrzeczne zachowanie, ale piszę do Ciebie z zuchwałym apelem – nie lansuj się nadmiernie przy ...
km_tyt

Prezent dla kobiety. Przewodnik po świecie zmysłów.

Zastanawiasz się, co kupić w prezencie mamie, żonie, siostrze, córce, przyjaciółce? Sięgnij po uniwersalny i prosty klucz, którym będziesz kierować się przy wyborze – zmysły. ...
grafika-tytulowa

Prezent dla osoby, o której niewiele wiesz

Jaki prezent wybrać dla osoby, którą tak naprawdę słabo znasz? Nie wiesz, czym się interesuje, o czym marzy i co lubi. W takim wypadku bezpiecznym ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI