Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Wywiad z Jakubem Ćwiekiem

fot Agata Krajewska
12 maja 2017 in Kultura by redakcja
Pisarz Jakub Ćwiek będzie gościem Festiwalu Apostrof.

Piszesz dużo i poruszasz się w bardzo wszechstronnej tematyce. Debiutowałeś Kłamcą, zbiorem opowieści o nordyckim bogu kłamstw na usługach chrześcijańskich aniołów. Pisałeś książki inspirowane historią drugiej wojny światowej oraz amerykańskiej wojny secesyjnej. Przez pół roku mieszkałeś z bezdomnymi, żeby w Ciemność płonie oddać atmosferę katowickiego dworca głównego. Zawsze jednak dominowały w tym wszystkim elementy fantastyczne. Grimm City to jednak rasowy kryminał, gdzie fantastyka jest ledwo dostrzegalnym tłem. Skąd taka zmiana?

Szczerze mówiąc, ja nie do końca widzę tę zmianę. Fantastyka jest dla mnie trochę jak przyprawa. Weźmy taki cynamon. Jasne, że czasem masz ochotę na słodką cynamonową bułkę i wtedy jest go dużo, ale czasem jest ci on potrzebny tylko, by wyostrzyć smak – dajmy na to – kawy i wtedy dajesz go odrobinę. Zawsze miałem fantastykę bardziej za rodzaj perspektywy, innego kąta, z którego można spojrzeć na wiele spraw.  Równając w górę, do nieosiągalnych dla mnie mistrzów, można Amerykę opisać jak Gaiman w Amerykańskich bogach, można jak Steinbeck w Gronach gniewu.  Ich spojrzenia nawet się nie przetną, ale obie książki mówią nam prawdę o tym wielkim kraju.

Traktujesz Grimm City jako pierwszy, nieśmiały jeszcze, krok w stronę tak zwanego mainstreamu? Badasz nowe terytoria?

Nie wiem, czy umiem zdefiniować mainstream, i dlatego ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Jestem fanem literatury gatunkowej i  mam w sobie mnóstwo zupełnie różnych opowieści. To, że większość z nich zawierała motywy fantastyczne wiąże się z tym, że uważam fantastykę za coś w rodzaju Augmented Reality – rzeczywistości poszerzonej, która pozwala się zapuszczać na zupełnie inne terytoria. Ale sednem każdej opowieści jest dla mnie zawsze człowiek i opowieść o nim,  a to mogę robić także w kryminale, dramacie historycznym, sensacji. Wszystko kusi i czasem czuję się trochę jak dziecko w sklepie ze słodyczami. I kto wie, może to czas na lukrecję?

Powieść Grimm City. Bestie polecają Katarzyna Bonda i Mariusz Czubaj. To naprawdę świetne rekomendacje! Spodziewałeś się takich opinii?

Szczerze mówiąc, miło zaskoczyła mnie rekomendacja, zwłaszcza takiej treści, od Kasi Bondy. Z Mariuszem Czubajem nadajemy często na zbliżonych falach. Inne rzeczy nas kręcą w popkulturze, ale mamy punkty styku, a nade wszystkim pewien filmowy, powiedziałbym właśnie, gatunkowy sposób patrzenia na świat. I wychwytywania rytmu opowieści.  Rzekłbym, że kawałki grające nam w duszy są na to samo metrum i dzięki temu tak dobrze czyta mi się zawsze jego książki. Cieszy mnie wielce, że to działa w obie strony. Książki Katarzyny Bondy to z kolei budowane na solidnym dziennikarskim researchu, niespiesznie splatane historie, w których bardzo ważny jest każdy detal, nie tylko ten będący fabularnym rekwizytem.  Świadomość, że miasto Grimm wytrzymało test jej uważnego spojrzenia, wielce mi schlebia.

Wyjawiłeś jakiś czas temu, że pomysł na Grimm City dojrzewał w Tobie ponad dziesięć lat. Ile w dzisiejszym Grimm City zostało z oryginalnego pomysłu?

W oryginalnym pomyśle więcej było baśniowej dosłowności. Kiedyś naprawdę marzyło mi się to, co potem zrobiono w wyśmienitej serii komiksowej „Baśnie”, to znaczy wplecenie bohaterów z opowiastek zebranych i spisanych przez Grimmów i wrzucenie ich do świata noir. Potem jednak rzeczy, które wcześniej miały być w tle, wysunęły się na pierwszy plan. Mogłem opowiedzieć troszkę o świecie jak z czasów Capone, o kształtowaniu się religii, o zwykłych ludziach i ich zwykłych problemach. Zręby świata, który miałem dawno temu, pasowały pod tę opowieść jak ulał. Wystarczyło tylko… uczynić to miasto prawdziwym. Przeniosłem więc magię tam, gdzie jej miejsce – do podań i legend, a na pierwszy plan wyciągnąłem trochę brudu, zarówno z ulic, jak i z dusz.  Słowem, poprzestawiałem w tej historii suwaki i potencjometry.

Akcja Twojej powieści mogłaby się spokojnie rozgrywać w dowolnym amerykańskim mieście lat dwudziestych ubiegłego wieku. Czy któreś konkretne było pierwowzorem dla Grimm City?

Właściwie moje Grimm City to trochę świat prohibicji w pigułce. Jest tu i kawałek Atlantic City reprezentowany przez dzielnicę Troll’s Face i Nowy Jork ze swoim Manhattanem i Central Parkiem, ale i wszystkim, co brudne, szare i dalej od centrum. Wiele jest też z Chicago, swego czasu najbardziej skorumpowanym miastem w Stanach.  Ostatnio jednak, po podróży przez Stany, coraz częściej dochodzę do wniosku, że to miasto ma w sobie wiele z Baltimore. Zarówno tego z serialu Prawo ulicy, jak i tego, którego smutnymi ulicami miałem okazję spacerować.

W książce czuć specyficzny klimat gangsterskich opowieści. Są i rodziny mafijne, i skorumpowane sądy, i niemal archetypiczne dla gatunku noir postaci, jak bokser po przejściach, dziennikarka, która nie przepuści żadnego tematu, zmęczony życiem policjant. Korzystasz z wielu schematów i przekuwasz je na nowo, tworząc zupełnie świeżą jakość. Wyjawisz, dlaczego akurat taki klimat? Wynika to z Twojej fascynacji erą Ala Capone czy może z wyrachowania i badania rynkowych trendów?

Ja chyba w jakimś stopniu sam jestem trochę z innej epoki. Może niekoniecznie z czasów Capone czy później Lucky’ego Luciano, ale gdzieś tam w sercu czuję sentyment do zadymionych barów, boksów z czerwonymi kanapami, muzyką dostarczaną ze sceny prosto do duszy.  Wierzę też w prawdziwych bohaterów, to znaczy takich, którzy po prostu we właściwym momencie robią właściwe rzeczy.  Do tego nie trzeba ekstremalnych sytuacji, ale w nich najlepiej to widać. Myślę, że dlatego tak lubimy klisze – bo szukamy drogowskazów postaw.

A pytanie o rynkowe trendy troszkę mnie zaskoczyło, bo z tego co wiem, u nas, jeśli już ma chwycić kryminał retro, to mocno osadzony w rzeczywistości i jednak swojski, a nie fantastyczno-amerykański, prawda? Natomiast na tym polu nie mam raczej nic do powiedzenia. A nawet gdybym miał, ugiąłbym kark przed kunsztem Marcina Wrońskiego i dał sobie spokój.

Strony: 1 2


Rajskie ptaki w Twoim ogrodzie

Wiosna i lato to czas wyjątkowych spotkań na świeżym powietrzu. Garden party czy weekendowe przyjęcia z bliskimi na tarasie mają swój niepowtarzalny i bezpretensjonalny urok. ...

Wywiad SENSu: Joanna Brodzik

Na prośby widzów wróciła właśnie na plan szóstego sezonu serialu z cyklu „Nad rozlewiskiem”, na prośbę naszej redakcji po raz trzeci pojawiła się na okładce ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI