„Zapiski z wygnania” w Teatrze Polonia

Fot. Katarzyna Kural-Sadowska/ Teatr Polonia

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w swoich monodramach Krystyna Janda potrafi nas wzruszyć i zmusić do myślenia. Nie inaczej dzieje się i podczas spektaklu „Zapiski z wygnania”, o którym usłyszałam z ust Sabiny Baral – autorki wspomnień, na kanwie których powstało to przedstawienie.

reklama

Na spotkanie z Sabiną Baral i Krystyną Jandą w Muzeum Polin przyszły tłumy. Siedziałam na schodach i w skupieniu słuchałam opowieści o losach Żydówki, która w 1968 roku wyemigrowała z Polski i przez Wiedeń i Rzym dotarła z rodzicami do Stanów Zjednoczonych. Postanowiłam wówczas, że muszę koniecznie zobaczyć spektakl oparty na jej historii. I jakimś cudem udało mi się znaleźć w środowy deszczowy wieczór na nabitej do ostatniego miejsca widowni Teatru Polonia…

Reżyserka Magda Umer świetnie czuje formę opartą na monologu łączonym z melorecytacją i elementami filmowymi – kadrami z historycznych archiwów WFDiF. Tego typu spektakle przygotowywały z Krystyną Jandą dla warszawskiej publiczności już wcześniej. Tym razem jednak nie był to tekst współczesny, dobrze nam znany i lekko ironiczny, jak w przypadku chociażby „Białej bluzki” Agnieszki Osieckiej, lecz tragiczna i uniwersalna historia polskiej Żydówki, która postanowiła się nią podzielić z nami teraz, gdy w Polsce i Europie odżywają ruchy nacjonalistyczne i powraca lęk przed kolejną falą antysemityzmu.

Tak naprawdę monolog Sabiny to prosta historia o wykluczeniu, samotności, potrzebie zaufania i bliskości. Tym bardziej przejmująca, że Janda jak nikt inny potrafi naturalnie przejść od tekstu piosenki Wojciecha Młynarskiego do kolejnej fali wspomnień bohaterki, w tym do tragicznych losów jej przodków, którzy zginęli w Auschwitz. „Poszli z dymem – co to za zdanie” – mówi Janda zamyślona i zapala papierosa. Chwilę milczy, dając nam czas na oswojenie się z tą historią i po chwili ciągnie swą opowieść dalej. W tej naturalności, płynności i rytmie wyznaczanym przez kolejne piosenki, a właściwie cytaty z nich (na scenie aktorce towarzyszy zespół muzyczny) tkwi siła tego spektaklu. Jest nie tylko smutny, przejmujący, po prostu: mądry, ale i za sprawą fragmentów tekstów Juliana Tuwima czy Marii Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej chwilami liryczny, nostalgiczny czy… romantyczny, gdy Sabina wspomina porzuconą w Polsce młodzieńczą miłość – Jacka.

Janda uczesana w ascetyczny kok, ubrana na czarno powoli wychodzi z cienia i staje w świetle reflektorów. Dzięki temu, że jej twarz pojawia się także na ekranie blisko widza, widzimy każde drgnienie powieki aktorki, każdą łzę. Aż do mocnego finału, którego nie zdradzę, abyście wszyscy poszli na ten spektakl. To obowiązkowa lekcja z historii współczesnej.

„Zapiski z wygnania”, Sabina Baral, reż. Magda Umer, premiera 9 marca 2018, Teatr Polonia w Warszawie