Życie fotografa to życie oglądane przez obiektyw

Obok wielkiego zamiłowania do biżuterii, Maria Magdalena Kwiatkiewicz pasjonuje się fotografią rozumianą, jako sposób przeżywania i interpretacji świata. Jej zdjęcia oddają emocje, utrwalają wrażenia danej chwili – bez zbędnej narracji. Dla autorki najważniejszy jest człowiek, z którym mimo różnic językowych i kulturowych, w niezwykle łatwy i subtelny sposób wchodzi w intymną relację. Jej miłość do fotografii zaowocowała prezentowanymi już kilkakrotnie cyklami zdjęć z podróży.


 

reklama

Obok wielkiego zamiłowania do biżuterii, Maria Magdalena Kwiatkiewicz pasjonuje się fotografią rozumianą, jako sposób przeżywania i interpretacji świata. Jej zdjęcia oddają emocje, utrwalają wrażenia danej chwili – bez zbędnej narracji. Dla autorki najważniejszy jest człowiek, z którym mimo różnic językowych i kulturowych, w niezwykle łatwy i subtelny sposób wchodzi w intymną relację. Jej miłość do fotografii zaowocowała prezentowanymi już kilkakrotnie cyklami zdjęć z podróży.

Która z fascynacji była pierwsza, fotografia czy biżuteria?

Biżuterią pasjonuję się od 35 lat. Jeszcze kiedy byliśmy firmą produkcyjną, potem handlową, a później siecią salonów, zawsze w YES byłam odpowiedzialna za estetykę produktów. Mam świadomość, że sztuka nie może istnieć bez odbiorcy. Dlatego uważam, że najważniejszy jest dobry projekt, świetny design, który przyciągnie klientki i je do nas przekona. Aby podążać za światowymi trendami, uczestniczę we wszystkich najważniejszych światowych targach jubilerskich.

Mija blisko 20 lat, odkąd otworzyłam Galerię YES, w której organizuję wernisaże biżuterii artystycznej. Może trudno w to uwierzyć, ale w tym czasie odbyło się około 200 wystaw wybitnych artystów, a także młodych adeptów sztuki jubilerskiej, którzy dzięki Galerii YES zaistnieli.

Fotografia to nowsza fascynacja, chociaż muszę powiedzieć, że podróżuję, odkąd pamiętam. Oba te działania, czyli fotografowanie i podróżowanie wzajemnie się uzupełniają – jedna nie istnieje bez drugiej. Podczas wędrówek uwielbiam przyglądać się ludziom spotykanym na mojej drodze, próbuję zrozumieć, jak żyją, co jest dla nich ważne i zapisać to na fotografii. Kiedyś Picasso powiedział, że są malarze, którzy przekształcają słońce w żółtą plamę, ale są też tacy, którzy dzięki swojej sztuce przekształcają żółtą plamę w słońce. Nie umiem malować, ale fotografuję i w tej dziedzinie wybieram tę drugą opcję.

Była Pani w najdalszych zakątkach świata. Doświadcza Pani rzeczy zupełnie niezwykłych, zapisuje na fotografiach, a potem wraca do świata kompletnie innego. Czym są dla Pani te podróże?

Przede wszystkim spotkaniami z ludźmi. Bardzo lubię podróże na koniec świata, do miejsc, w których nie ma turystów. Lubię, jak ludzie przy mnie zachowują się naturalnie, nie odrywają się od swoich codziennych zajęć. Kiedy jestem w wiosce Korowajów, jeszcze do niedawna ludożerców, mieszkam w ich chatach w koronach drzew, kilkanaście metrów nad ziemią, kiedy jadę do lasów deszczowych, żyję z Indianami Huaorani, jem, to co oni, towarzyszę w ich codziennym życiu. Bo tylko tak mogę być autentyczna i tylko w ten sposób mogę zrozumieć ludzi, których spotykam. Żeby zrobić naprawdę dobre zdjęcie, nie mogę oszukiwać. Najlepsze fotografie powstają, kiedy już nikt nie zwraca na ciebie uwagi, kiedy zlewasz się z otoczeniem, stajesz się jego częścią.

Kolekcja biżuterii etnicznej wydaje się naturalnym połączeniem dwóch pasji jubilerskiej i podróżniczej. Kiedy pojawiła się idea budowania tej kolekcji?

Zawsze kochałam piękne przedmioty. Przemieszczając się z miejsca na miejsce, trudno nie zauważyć różnorodności – tego, jak ludzie chcą pokazać swoją inność, przynależność do jakiejś grupy. Jedni noszą zdobne nakrycia głowy z piór, a inni z kolei naszyjniki z psich zębów czy bransoletki z nasion. Od posiadania do kolekcjonowania już jest niedaleka droga. Zbiór jest opisany, skatalogowany i przede wszystkim otwarty, bo w naturalny sposób się rozwija. Staram się uzupełniać brakujące elementy, żeby kolekcja opisywała najróżniejsze miejsca na świecie i była różnorodna.

Czy kupuje Pani biżuterię również na aukcjach, w antykwariatach, czy zawsze są to „pamiątki z podróży”?

Oczywiście kupuję w najróżniejszych miejscach. Kolekcja nie może być przypadkowym zbiorem przedmiotów. Jeśli chodzi o kolekcję biżuterii etnicznej, to jest ona szczególna. Można powiedzieć, że opisuje moje podróże, w jakiś sposób je charakteryzuje. Biżuteria, którą przywożę z podróży jest nasycona znaczeniami, symbolami, jest wyobrażeniem obyczajowości i kultury. Jest tak dlatego, że staram się kupować biżuterię etniczną od ludzi, którzy ją noszą. Tak więc to artefakty z historią. Często opowiadam anegdotę dotyczącą pięknego pasa ze srebra wysadzanego turkusami, który przywiozłam z Tybetu. Kupiłam go od kobiety, która pasła jaki i miała go wtedy na sobie. Dowiedziałam się od niej, że pas jest pamiątką rodzinną przekazywaną z pokolenia na pokolenie, którą kobieta przejmuje w dniu ślubu. Wtedy już wiedziałam, że trudno będzie go zdobyć. Jednak udało mi się ją nakłonić i teraz srebrny pas jest ozdobą mojej kolekcji. I nie chodzi tu tylko o wartość materialną, ale przede wszystkim o jego duszę – historie z nim związane.

Oprócz biżuterii etnicznej kolekcjonuje Pani również powojenną sztukę złotniczą. Co dokładnie znajduje się w kolekcji?

Z mojej kolekcji biżuterii artystycznej jestem szczególnie dumna. Zapoczątkowała ją bransoleta wykonana przez Andrzeja Bossa z kamieni polnych inkrustowanych metalami, która 20 lat temu trafiła na konkurs zorganizowany przez galerię w Legnicy”‘Amulety”. Na początku kolekcjonowałam przedmioty współczesne, powstające już w XXI wieku. Coraz częściej prosiłam jednak artystów o ich starsze prace, które są dla nich szczególnie ważne. Chciałam zgromadzić prace jak największej liczby artystów, bo zależało mi na opisaniu całego polskiego dorobku jubilerskiego. Dzisiaj kolekcja liczy około tysiąca przedmiotów i sięga prac wykonanych tuż po II wojnie światowej. Właśnie za namową prof. Ireny Humlowej postanowiłam rozszerzyć profil kolekcji i dzięki temu udało mi się zgromadzić zbiory, które opisują rozwój polskiej biżuterii drugiej połowy XX wieku i początku XXI stulecia. Warto wymienić chociażby prace Jadwigi i Jerzego Zaremskich, Ludmiły i Ryszarda Rohnów, Józefa Fajngolda czy chociażby Mamerta Celmińskiego.

W Polsce kolekcje rzemiosła to duża rzadkość. Jedyne Muzeum Sztuki Użytkowej w Polsce znajduje się w Poznaniu, niestety pozostaje zamknięte. Czy związane są z Pani kolekcją dalsze plany?

Jestem umówiona z Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu na pokazanie kolekcji. Odwiedziła już wystawę w Monachium na Inhorgencie, a w zeszłym roku prawie cała kolekcja została zaprezentowana w Muzeum Okręgowym w Sandomierzu. Pokazywanych prac było aż 848. Trzeba zaznaczyć, że biżuteria nie zawsze ma oczywistą formę, nie zawsze jest przewidywalna, Mogli się o tym przekonać goście, którzy dotarli do Sandomierza. Zwracali uwagę na prace Mariusza Pajączkowskiego – jego broszę „Opornik”. W stanie wojennym noszenie go było symbolem buntu, potwierdzeniem uczestnictwa w nowym ruchu oporu. Była też bransoleta Krzysztofa Roszkiewicza przypominająca złożoną kartkę papieru. Zwracała uwagę broszka Marcina Gronkowskiego prezentowana wcześniej na Wystawie Sztuki Złotniczej „Srebra stołowe… i nie tylko”, którą można umieścić w szklance, żeby znajdująca się w niej cytryna nie przeszkadzała podczas picia. Wyobraźnię pobudzały prace Magdaleny i Tomasza Stajszczaków, którzy wykorzystali w nich motyw taśmy filmowej. Mam wielkie plany, jeśli chodzi o pokazywanie tej kolekcji, to kawał historii.

Rzemiosło artystyczne jest w Polsce bardzo niedoceniane. Biżuteria rzadko traktowana jest jak dzieło sztuki. Czy celem założonej przez Panią Galerii YES jest zmiana takiego jej postrzegania?

Staram się udowodnić, że biżuteria jest autonomiczną dziedziną sztuki, a prace artystów złotników są równie cenne, unikatowe i wartościowe jak rzeźby czy obrazy. Zresztą dzisiaj przy tworzeniu biżuterii łączy się wiele dziedzin sztuki. Biżuterię maluje się, niektóre przedmioty są małymi formami rzeźbiarskimi. W biżuterii chodzi o to samo, co w innych dziedzinach sztuki: artyści opowiadają swoje historie, emocje, namiętności. Warto wspomnieć prof. Lenę Kowalewicz-Wagner, uczennicę Władysława Strzemińskiego, która założyła Pracownię Projektowania Biżuterii w Łodzi, bo to ona odważyła się powiedzieć, że biżuteria to sztuka „czysta”, równa rzeźbie i malarstwu.

YES bardzo mocno współpracuje ze środowiskami artystycznymi. Organizowaliśmy wystawy prac Andrzeja Bossa i Jarosława Westermarka na Targach Złoto Srebro Czas w Warszawie. Razem z Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu przygotowaliśmy indywidualną wystawę Jacka Byczewskiego. W Galerii odbywają się wystawy dyplomów studentów Katedry Biżuterii łódzkiej ASP. Współpracujemy również z Fundacją Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu.

Jednym z ostatnich przedsięwzięć była wystawa Outsider Art + Design, którą współorganizowaliśmy z Galerią Tak oraz Akademią Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Studenci Katedry Biżuterii pod okiem doktora Sergiusza Kuchczyńskiego przez ostatni semestr pracowali nad obiektami biżuteryjnymi inspirowanymi twórczością niepełnosprawnej Justyny Matysiak – jednej z najwybitniejszych przedstawicielek outsider artu w Polsce. Artystka, która na stałe współpracuje z Galerią Tak, tworzy wielobarwne autoreferencyjne rysunki wykonane cienkopisami. Tego typu projekty, przekraczające granice sztuki, interesują nas najbardziej.

W tym roku ruszył program stypendialny dla artystów, nie tylko designerów. Jaka przyświeca mu idea?

We współpracy z Fundacją Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu chcieliśmy wesprzeć młode talenty, pełne pasji. Osoby potrafiące przełożyć swoje artystyczne wizje na potrzeby współczesnego rynku. Zależy nam, aby nasz Program Stypendialny YES wyłaniał tych najzdolniejszych. Żeby ułatwiał im dalszy rozwój i jednocześnie umożliwiał pokazanie swojej twórczości wybitnym artystom, będącym w gronie jury.

Kolekcja, galeria, programy stypendialne, a teraz jeszcze Concept Store. To również wyjątkowe miejsce. Czemu służy ta przestrzeń?

Concept Store YES to miejsce wyjątkowe, które przyciąga i uwodzi. Przede wszystkim myśleliśmy o nim jak o domu – tętniącym życiem, otwartym na ludzi i towarzyskim. Odwiedzający znajdą tutaj inspirujące albumy poświęcone dizajnowi, modzie czy sztuce złotniczej. W jego wnętrzach możemy również obejrzeć zdjęcia ze wszystkich sesji do Kalendarza YES, a ulubione fotografie dostępne są w sprzedaży kolekcjonerskiej z podpisami autorów. Mamy także w planach organizowanie spotkań ze znanymi stylistami i warsztatów z blogerami.

Maria Magdalena Kwiatkiewicz – współzałożycielka firmy YES Biżuteria, która od 30 lat wprowadza na polski rynek najlepszy światowy design. Założycielka Galerii YES – prywatnej galerii promującej sztukę złotniczą i dokonania polskich projektantów. Stworzyła unikatową kolekcję polskiej współczesnej sztuki złotniczej, rejestrującej wszystkie zjawiska zachodzące w tej dziedzinie sztuki od czasów powojennych aż do dzisiaj. Właścicielka rozległej kolekcji biżuterii etnicznej, którą przywozi z licznych podróży.