Co nam daje nauka tańca?

fot.123rf

Na podstawowym poziomie chodzi o naukę kroków. Na wyższym – o akceptację siebie. Amatorzy, których uczy tańczyć Piotr Lewandowski, rozkwitają, nabierają pewności siebie i rywalizują w turniejach z zawodowcami.
Od jak dawna tańczysz?

reklama

Ponad 22 lata.

A masz…?

Trzydzieści jeden lat, z czego od 10 uczę tańca.

Kto przychodzi na twoje zajęcia i – choć to może dziwnie zabrzmi – po co?

Motywacje są bardzo różne. Zaczyna się zwykle od podstawowej – by nauczyć się tańczyć. Ale w trakcie kursu uczestnik odkrywa coraz to nowsze rzeczy, które daje taniec. Do mnie przychodzą prawie same panie. I wszystkie przyznają, że dzięki tańcowi zaczynają się czuć bardziej kobieco. Nagle zauważają swoje biodro, gdy się porusza. Stają się bardziej świadome swojego ciała.

Bardziej sexy?

Tak, ale na początku, widząc siebie w lustrze, są onieśmielone. Każdy ma swoje kompleksy. Taniec uczy, by nie zwracać na nie uwagi. Akceptować siebie, skupić się na tym, co jest do wykonania. Wyrzucić emocje i czerpać przyjemność z ruchu. I tutaj bardzo istotną rolę odgrywa trener. On jest nie tylko nauczycielem tańca, ale także coachem, a nawet psychologiem. Musi wyczuć, w jakim nastroju jest dana osoba. Zbudować w niej poczucie wartości, pewność siebie – i dopiero wtedy można przechodzić na wyższe poziomy nauki. Czasami kursantki przychodzą z jakąś blokadą. I wtedy niczym psychoanalityk muszę nad tym popracować. Ostatecznie w tańcu problem albo zostanie zasymilowany, albo kobieta wyrzuci go z siebie.

Kozetkę psychoterapeuty zamieniasz na lustro w sali tanecznej?

Dokładnie. Mam znajomego neurologa, który mówi, że taniec to doskonała terapia, i gdyby mógł, to przepisywałby go każdemu. Był ze mną na kilku wyjazdach warsztatowych w Toskanii i widział, jakiej metamorfozie ulegają kobiety.

Wróćmy do motywacji tańczących. Jakie są te mniej oczywiste?

Wiele osób traktuje taniec jak formę fizycznej aktywności. Zwłaszcza panie. Już po kilku zajęciach poprawia im się sylwetka i jędrność ciała. Zawodowi tancerze słyną przecież ze smukłych kształtów.

W Pro-Am, systemie, który propaguję, uczymy tańca podczas indywidualnych lekcji z zawodowcem. Dla niektórych to kolejny etap rozwoju tanecznego. I to dynamicznego rozwoju – doświadczony kursant kolejne poziomy pokonuje o wiele szybciej. Ale również amatorzy radzą sobie świetnie. Do tego stopnia, że występują podczas branżowych turniejów lub pokazów, oczywiście w parze z zawodowcem. To taki „Taniec z gwiazdami” w mikroskali. Dla wielu to spełnienie marzeń. Wiek nie gra roli. Przychodzą do nas także osoby starsze, już na emeryturze. Mamy na przykład 71-latka, który tańczy od 10 lat. Jest zachwycony. Niedługo będzie brał udział w turnieju.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »