Co nam daje wspinaczka?

fot. iStock

Poczujesz wolność i siłę. Zmienisz perspektywę i spojrzysz na wszystko z innego punktu widzenia. Stawisz czoło lękom i zmęczeniu. To tylko niektóre powody, dla których warto się wspinać

reklama

Lęk wysokości – to była pierwsza rzecz, z którą musiałam się zmierzyć. Kolejna – brak wiary w siebie. Gdy już udało mi się pokonać te dwie słabości i weszłam na szczyt, w nagrodę dostałam porządną dawkę endorfin i poczucie, że jestem silniejsza niż byłam, kiedy byłam… na dole.

Naturalny high

To nie jest kryptoreklama pewnej firmy produkującej sprzęt do wspinaczki. Raczej spostrzeżenie: kiedy kupowałam buty do wspinaczki, ze zdziwieniem zauważyłam, że mają narysowany liść pewnej zakazanej rośliny. Sugestia jest taka, że wspinanie działa tak jak owa roślina: daje radość, poczucie wolności, flow i wiarę, że wszystko jest możliwe. Na legalu. – Stan ten można porównać do latania – uważa coach i instruktor taternictwa Jakub Rozbicki. – Mając pod nogami przepaść, czujemy się swobodni. Wiele razy, stojąc na wąskiej półce skalnej, kiedy miałem w dole kilkaset metrów, doznawałem katharsis. Wchodząc w tak odrealnioną sytuację, pozwalamy ciału lewitować, doznajemy niewiarygodnych strzałów dopaminowych. Adrenalina też robi swoje. Pomieszanie strachu i ekstazy tworzy hipnotyczny i absolutnie nieporównywalny do żadnego innego stan. Naprawdę trzeba tego doświadczyć na własnej skórze.

No i właśnie dlatego w każdy poniedziałkowy wieczór zmieniam się w spidermenkę, kozicę górską, dziewczynę Tarzana… Łatwo nie jest. Nagrodę stanowi wprawdzie ów narkotyczny high, jednak są też skutki uboczne: obtarte kolana, łokcie, ból w przedramionach, twarda skóra na dłoniach. Ale też zmęczenie, zwątpienie i strach, gdy przed tobą pojawia się ściana – czy to skalna ściana w naturze, czy ścianka wspinaczkowa specjalnie stworzona do ćwiczeń. Gdy stajesz przed nią po raz pierwszy, trema jest większa niż przed ścianką, na której fotografują celebrytów (tak zgaduję).

Połączone siły

Niby jest mnóstwo rzeczy, za które można się złapać czy postawić na nich nogę, by dostać się na górę, ale ta góra wydaje się bardzo wysoko. Nawet gdy jesteś już w połowie drogi. Bo wtedy dużo ci jeszcze zostało na szczyt, ale też sporo do ziemi. Dlatego – nie patrz w dół. Przynajmniej na początku, potem lęk wysokości sam się oswaja i nawet fajnie jest rzucić okiem na tę malutką postać, która cię asekuruje. – Wspinanie uczy ciekawych umiejętności, asekuracja jest jedną z nich – przyznaje Kuba. – Obsługa sprzętu, nauka węzłów, zjazdy na linie, techniki ratownicze to jedno, ale jest też umiejętność dawania poczucia bezpieczeństwa oraz zaufania osobie, która stara się to poczucie bezpieczeństwa ci dać.

Wspinaczka to praca zespołowa, a przynajmniej w parze. Przez większość czasu będziesz mieć partnera albo partnerkę, którzy zapewnią ci asekurację. Za pomocą specjalnej liny i uprzęży zadbają o to, by nic ci się nie stało. Nie podniosą cię do góry, ale uratują zdrowie (a czasem życie), gdybyś zaczęła spadać, oraz zapewnią swobodny odwrót, gdy już zdobędziesz cel i zechcesz zejść. To bardzo ciekawe doświadczenie mieć kogoś takiego. I bardzo ciekawe być kimś takim dla drugiej osoby, bo w czasie treningu role się stale odwracają. Raz ty asekurujesz, raz wspinasz się w górę.

Nieustające wzmocnienie

Wspinanie to też fizyczność – wyzwanie dla mięśni. Większość osób uważa, że wymaga siły rąk, ale tak naprawdę pracują przede wszystkim nogi. I generalnie całe ciało, żeby zachować równowagę w tych nietypowych okolicznościach. Oprócz siły przydaje się też elastyczność. Umiejętność zrobienia szpagatu czy podniesienia stopy na wysokość ucha zdecydowanie ułatwia sięganie wyżej. Im lepiej nam idzie, im większe mamy oparcie w ciele, tym mniej strachu, a więcej radości. Pojawia się przyjemna satysfakcja.

Im dłużej się wspinam (i im dłużej obserwuję dokonania Kuby, którego znam ponad trzy lata), tym wyraźniej widzę, że chodzi nie tylko o radość, high, flow, czy jak to nazwiemy. Wspinaczka to też nieustający proces, rozwój. – Kształtuje nas w wymiarze fizycznym
i psychicznym – przyznaje Kuba. – Fizycznie stajemy się mocniejsi, bardziej odporni na niedogodności życiowe. Psychicznie łatwiej nam podejmować trudne decyzje, jesteśmy bardziej zdecydowani i zdeterminowani do działania.

Taka jest też moja obserwacja: wspinaczka każe pokonywać swoje granice, sprawdzać, ile jeszcze mamy siły, by się podciągnąć albo sięgnąć tam, gdzie można bezpiecznie postawić nogę. Gdy przetestujemy się w takich bezpiecznych okolicznościach, to potem więcej w nas wiary, by sięgnąć wyżej także w życiu. Aż się boję pomyśleć, gdzie może mnie to doprowadzić. Chociaż nie, nie boję się. Cieszę się. Wspominałam już o tym naturalnym highu?

Pierwszy krok wzwyż

Nie musisz być wysportowana, silna ani mieć świetnej kondycji, żeby zacząć się wspinać. Instruktor wybierze dla ciebie odpowiednie drogi i odpowiedni program. I będzie podnosił poprzeczkę, gdy będzie ci za mało.

Sprzęt? Na początek wygodne ubranie i sportowe buty. Tyle wystarczy. Plus kilka lekcji z instruktorem, potem możesz wspinać się samodzielnie (z partnerem asekurującym). Będziesz musiała też opanować temat lin, uprzęży, asekuracji, a w tym celu lepiej zainwestować w trenera. Znajdziesz go na każdej ściance wspinaczkowej. By znaleźć najbliższą w swoim mieście, skorzystaj z Google i rekomendacji na forum.

Jeśli już połkniesz bakcyla wspinaczki, zainwestuj w specjalistyczne buty – ułatwiają stawianie stóp na ściance. Dobrze jest je kupić dość wcześnie. Czyli gdy tylko stwierdzisz, że wspinanie jest dla ciebie. Na przykład po pierwszej lekcji. Kosztują od 150 zł. Przy wyborze skorzystaj z porady obsługi, bo buty do wspinaczki są zwykle ciasne. Tak jakby były ze 2–3 numery za małe. Żeby właściwie ocenić rozmiar, przyda się profesjonalista. Jeśli chodzi o resztę sprzętu, przyjdzie na to czas po upływie paru tygodni albo miesięcy.

Pamiętaj o rozgrzewce przed wspinaniem i rozciąganiu po treningu. Rozgrzewką może być kilka powitań słońca (z jogi), krótki marsz czy trucht albo proste ćwiczenia rozgrzewające, które znasz z zajęć fitnessu. Rozciąganie też może być inspirowane jogą albo stretchingiem.

Ćwiczenia wzmacniające, jak podciąganie się na drążku, pompki, ćwiczenia z ciężarkami czy tzw. squaty, przydadzą się, żeby przygotować ciało do trudniejszych dróg. Podobnie jak regularny stretching. Nie są obowiązkowe, ale szybko się przekonasz, że osoby, które chodzą na ściankę, część czasu spędzają właśnie na treningu wzmacniającym lub rozciągającym.

Ścianka to dopiero wstęp. Po kilkunastu, kilkudziesięciu lekcjach pewnie nabierzesz apetytu, by wybrać się w plener. Na przykład na Wyżynę Krakowsko-Częstochowską. Dobrym pomysłem jest obóz czy weekend wspinaczkowy. Przydatne adresy: wspinanievertigo.com; wspinanie.pl; cumbre.pl