Co znaczą nasze marsze?

fot. iStock

Zmieniaj to, na co masz wpływ

Rdzenni mieszkańcy Ameryki wierzyli, że uzdrawiając siebie, uzdrawiamy siedem pokoleń wstecz i siedem naprzód. To, jak żyjemy, jakimi emocjami się kierujemy, czy dbamy o środowisko, choćby to najbliższe, z którego korzystamy (nie grabiąc dóbr naturalnych, nie śmiecąc, nie zatruwając, dokonując świadomych i odpowiedzialnych wyborów), ma wpływ na nasze otoczenie, na ludzi, których spotykamy, na dzieci, które wychowujemy. Dlatego pamiętajmy o siedmiu pokoleniach, które nadejdą po nas. Nie trwońmy tego, co otrzymaliśmy po przodkach. Nie zostawiajmy ziemi w gorszym stanie, niż ją zastaliśmy. Nie zostawiajmy relacji w gorszym stanie, niż je zastaliśmy. Pamiętajmy o swoich przodkach i potomnych, cokolwiek robimy, cokolwiek postanawiamy – i o tym, jaki ślad po sobie zostawimy.

reklama

Odzyskujemy sprawczość

Odnosząc się do psychoanalitycznej teorii Melanie Klein, można powiedzieć, że w dorastaniu człowieka występują dwie pozycje rozwojowe: schizoidalno-paranoidalna i depresyjna, które można też odnieść do rozwoju społeczeństw. W fazie schizoidalno-paranoidalnej kraj jest bardziej nastawiony na działanie, zwykle w obliczu jakiegoś realnego lub wyobrażonego wroga, w celu redukcji frustracji. Pozycja depresyjna nastawiona jest bardziej na trwanie i rozumienie, z czego różne frustracje wynikają – do niej jako społeczeństwa dążymy. W Polsce poprzednie lata rządów były raczej „depresyjne”, a przez to mogły być odbierane jako bierne. Jednak obecna sytuacja polityczna na świecie – wzrost zagrożenia terrorystycznego, trwające wojny i konflikty – składnia do powrotu do fazy schizoidalno-paranoidalnej. Pojawia się potrzeba władcy, który w zdecydowany sposób wyznacza kierunek działania, ochroni, wyciszy lęki. Tyle tylko że kiedy zaczynamy skupiać się nad tym, jaka ma być ta władza, tracimy własną sprawczość. Trwające w Polsce protesty wynikają z tego, że jako społeczeństwo zaczynamy swoją sprawczość odzyskiwać czy może nawet budować. Zdajemy sobie sprawę, że to my dajemy rządzącym mandat do rządzenia i to my możemy ich tego mandatu pozbawić. Niestety, błąd zarówno obecnej, jak i poprzedniej władzy polega na tym, że nie zauważa sprawczości swoich obywateli. My sami jako społeczeństwo jej nie zauważamy. A przecież dzisiejsze marsze, np. KOD-u, są takim samym wyrazem potrzeby sprawczości, jak dewaluowane protesty pod pałacem prezydenckim w obronie krzyża. Z drugiej strony można w nich także dostrzegać pragnienie, aby władza nas zauważyła. Generalnie, można powiedzieć, że aby sprawczość miała przyjazny grunt dla rozwoju, potrzebne są poczucie bezpieczeństwa i granice (czyli jasno określone zasady gry).

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »