Czas kobiet

fotochannels.com

Czy potrzebna nam partia kobiet? Jeśli tak, to jaka i jakie stoją przed nią wyzwania? Co sprawiło, że właśnie dzisiaj i właśnie w Polsce kobiety chcą się zjednoczyć? – Rozmowa z Katarzyną Miller i Wojciechem Eichelbergerem.
– Porozmawiajmy o partii kobiet. Zapiszesz się?
Katarzyna Miller: Oczywiście. A ty? Nie wyobrażam sobie, żeby tego nie zrobić. Tak jak nie wyobrażam sobie przeczącej odpowiedzi na pytanie, czy jestem feministką. Jednak wciąż tak boimy się tego słowa. Wzbudza gwałtowne reakcje ze strony wielu mężczyzn, ale i kobiet. Bo inne, nieoswojone, niebezpieczne, zmusza do zmian. Jednym z ważnych mechanizmów kierujących człowiekiem oprócz potrzeby rozwoju jest potrzeba zatrzymania ruchu, okopania się w pseudobezpieczeństwie starego porządku. To daje złudzenie kontroli nad życiem. Nie jestem przywiązana do nazwy „feminizm”, ale do jej treści. Do znaczenia ruchu kobiet.

reklama

Wojciech Eichelberger: To coś szerszego niż feminizm. To cenny poryw kobiecej solidarności. Ruch, który ma szansę ujawnić najistotniejszy konflikt tkwiący w naszej zbiorowej podświadomości, a także skanalizować nagromadzone przez wieki gniew, upokorzenie i frustrację kobiet.

Są głosy: skoro powstaje partia kobiet, może powinna też powstać partia mężczyzn?
K.M
.: Mężczyźni rządzą od wieków i ich interesy są znakomicie reprezentowane. Dobrze, że ta partia to nie jest z nazwy feministyczny ruch, bo feministki nie zdołały złapać szerokiego kontaktu z polskimi kobietami. Ale robią dużo, przygotowały grunt. Sporo inicjatyw  feministycznych przedarło się do mediów. Przede wszystkim słynna Manifa, czyli właśnie święto 8 marca, wspólny przemarsz ulicami Warszawy. Natomiast teraz chodzi o to, żeby ruszyć masy, żeby się do nowej partii zapisywały wszystkie kobiety reprezentujące dowolny światopogląd.

To się dzieje. Tysiącami zgłaszają się kobiety, choć nie tylko, chcące w tej sprawie działać.
K.M
.: Musimy się zjednoczyć, by załatwić kwestie zupełnie podstawowe. Chodzi o edukację, płace i szanse; o to, by kobiety mogły na równi decydować o tym, co się dzieje w Polsce. Uczmy się od innych: rząd hiszpański ma obecnie ośmiu ministrów i osiem pań minister. Jest tam parytet pół na pół. I to zrobiła katolicka Hiszpania. Miałabym ochotę rozkleić takie plakaty z tym pół na pół po całej Polsce. Żeby ludziom uświadomić, że taki rząd inaczej wygląda, normalniej, bardziej reprezentatywnie. Nie szare wojsko w garniturach, tylko różnorodność – bo taki jest świat. Wizualnie inna jakość, co przekłada się na sposób działania. Gdy ktoś pyta: Po co kobiety do polityki?, ja pytam: A po co kobiety w życiu? Jesteśmy tu. I to jest argument podstawowy.

Po co partia kobiet, skoro w innych partiach są kobiety?
K.M
.: Istniejące partie są patriarchalne, więc kobiety w ich szeregach, chcąc nie chcąc, działają na rzecz mężczyzn. Wolno oczywiście kobiecie być tubą mężczyzn, ale musi sobie zdawać sprawę, że w ten sposób w wielu sprawach występuje przeciwko kobietom, czyli sobie samej.

Partia, która ma w swoich szeregach kobiety, wygląda na taką, której los kobiet nie jest obojętny. Ale już jak się posłucha jej programu, widać, że jest niestety odwrotnie. A poza tym skoro taka partia głosi, że miejsce kobiet jest w domu, to co te panie w niej robią?

Partia kobiet ma reprezentować kobiety, walczyć o ich prawa. Żadna inna partia nie może w Polsce o sobie tego dziś powiedzieć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »