Diamentowe więzi: jak żyć, żeby mieć zapewnione wsparcie społeczne?

fot. iStock

Jeśli chcesz cieszyć się zdrowiem, szczęściem i długim życiem, zadbaj o to, by sieć społeczna, w której funkcjonujesz, przypominała swą budową szlachetny kamień.

Kiedy w zeszłym roku 41-letnia Aldona jechała z mężem samochodem na spotkanie z przyjaciółmi, by omówić szczegóły wycieczki do Chorwacji, na którą mieli wyjechać za pięć dni, uderzył w nich tramwaj. Zostali przewiezieni do szpitala, a samochód na złom. Ich bliscy szybko ruszyli na pomoc. Żona kolegi – pielęgniarka – zajęła się sprawami medycznymi, a gdy wkrótce wypisano małżonków do domu, czuwała nad nimi w nocy. Brat Aldony zadbał o siostrzeńców i samochód. Przyjaciele stwierdzili, że rezygnują z wyjazdu do Chorwacji, godząc się ze stratą poniesionych już kosztów, i szukają wczasów lotniczych, żeby wszyscy razem mogli spędzić wakacje. Kiedy jednak lekarz pozwolił parze na podróż samochodem, znajomy prowadzący wypożyczalnię załatwił auto po okazyjnej cenie. Wszyscy uczestnicy wycieczki zostali tak rozdzieleni między trzy samochody, by małżonkowie nie musieli prowadzić. Kiedy wyjechali, kwiatkami i kotami zajmowała się sąsiadka, a znajomy prawnik zaczął pracować nad sprawą wypadku.

Tytułami publikacji naukowych, które potwierdzają, że od liczby i jakości relacji zależy nasze zdrowie, szczęście, a nawet długość życia, można bez problemu zapełnić cały ten artykuł. Odpowiedź na pytanie, co zrobić, by móc cieszyć się dużym wsparciem społecznym, staje się więc sprawą życia i śmierci. Dziś – kiedy pracę i miejsce zamieszkania zmieniamy częściej niż kilkadziesiąt lat temu, gdy media społecznościowe tworzą iluzję, że przyjaciół można łatwo zdobyć, kiedy jesteśmy coraz bardziej egocentryczni i skłonni oglądać związek z każdej strony, by wymieniać go na lepszy model, gdy dostrzeżemy rysę – największym wyzwaniem staje się nie tyle tworzenie nowych relacji, co pielęgnowanie starych. Zarówno tych bliskich, jak i dalekich.

Doceń dalekich znajomych

Dalecy znajomi odgrywają bardzo istotną rolę w naszym życiu – wiemy to od lat 70. ubiegłego wieku, kiedy socjolog Mark Granovetter stworzył teorię słabych więzi. Stwierdził, że są takie sytuacje, jak np. szukanie pracy, kontaktu do dobrego lekarza czy kupca na mieszkanie, kiedy znajomi przydają się bardziej niż przyjaciele. Ci pierwsi mają zwykle dostęp do wielu informacji, których my nie mamy. A przyjaciele? Cóż, jeśli oni coś wiedzą, to my prawdopodobnie też. Dlaczego jednak liczy się nie tylko to, by mieć znajomych, ale by od lat były to te same osoby (w przypadku przyjaźni wartość trwałości jest oczywista)?

– Jeśli kogoś znamy od dawna, to nie postrzegamy go jako zagrożenia, nie musimy mobilizować sił, by dobrze wypaść, a jeśli nasze relacje są przynajmniej poprawne, regularny kontakt z nim redukuje nasz stres mówi psycholog i członek założyciel Polskiego Towarzystwa Psychologii Pozytywnej Jacek Załuski i dodaje, że długoletnia znajomość niesie też szansę na przyjaźń. A to jest nie do przecenienia, bo z biegiem lat, także niezależnie od naszej woli i starań, ważne osoby odchodzą z naszego życia i jeśli nie zasialiśmy nic, z czego może wykiełkować bliski związek, grozi nam samotność.

– Długoletnie znajomości, zapoczątkowane na różnych etapach życia, pomagają też zbudować spójny obraz siebie mówi psycholożka dr Magdalena Śmieja z Instytutu Psychologii UJ, specjalizująca się w psychologii bliskich związków. – Koleżanka z podstawówki, przyjaciele ze studiów, dawny współpracownik – każdy z nich pamięta nas w innym kontekście, więc jego obecność jest ważna także dla naszej tożsamości, sprawia, że widzimy swoje życie jako pewną ciągłość. Daje nam też tak ważne dla dobrostanu poczucie przynależności i osadzenia w jakiejś sieci społecznej.

A ta jest najcenniejsza, gdy swą strukturą przypomina diament. Tak twierdzi zajmujący się badaniem sieci społecznych lekarz i socjolog Nicholas A. Christakis, który porównuje naszych znajomych i przyjaciół do atomów węgla. W zależności od tego, jak się ze sobą połączą, stworzą grafit lub diament. Atomy w graficie łączą się ze sobą, tworząc warstwy, które przypominają plastry miodu. W diamencie są mocno związane nie tylko z sąsiadami po bokach, ale też z tymi na niższych i wyższych piętrach. Właśnie dzięki temu ten kamień jest tak twardy i cenny. Podobnie dzieje się z grupami znajomych – tym większa ich moc, im więcej ludzi w tych grupach jest ze sobą połączonych. Nie trzeba wielkich życiowych kryzysów, by się o tym przekonać. Wyobraź sobie, że wkrótce obchodzisz urodziny. Jeśli wielu twoich gości nie zna nikogo poza tobą, co jest bardziej prawdopodobne, jeśli wasze relacje są świeże (nie było czasu i okazji, by się poznać), to impreza może być dość sztywna. Co innego, jeśli większość twoich znajomych i przyjaciół zna się od lat – w tym przypadku możesz nawet liczyć na wielkie surprise party.

Pielęgnuj ważne relacje

Co sprawia, że zamiast diamentu tak często wychodzi nam grafit? Dlaczego gubimy ludzi i tracimy ważne relacje?

– Powodem zwykle jest przekonanie, że jeśli mamy z kimś świetny, bliski kontakt, to już zawsze tak będzie. Nie pielęgnujemy więc tej ważnej relacji, a potem dziwimy się, że nic po niej nie zostało. Dni wypełniają nam sprawy pilne, a kawa z przyjaciółką wydaje się luksusem, który może poczekać. Jednak w dalszej perspektywie wiele z tych niecierpiących zwłoki spraw nie ma większego znaczenia. Gdybyśmy je zaniedbali, strata nie byłaby tak duża. W przeciwieństwie do zaniedbania relacji – mówi dr Magdalena Śmieja i radzi zadać sobie pytanie: „Kto jest dla mnie ważny?”, a potem włożyć pracę w podtrzymywanie kontaktu z tą osobą – wychodzić z inicjatywą spotkania, spędzać razem czas, tworzyć wspólne rytuały. W każdej relacji ważna jest też tzw. responsywność (przeciwieństwo obojętności). Chodzi o reagowanie na drugą osobę, wysyłanie komunikatu: „zauważam cię”, czyli np. wysłuchanie przyjaciółki, gdy ta ma problem, poinformowanie koleżanki, która szuka pracy, o wakacie czy złożenie gratulacji koledze, który odniósł sukces. Można to, oczywiście, zrobić za pośrednictwem telefonu czy różnych komunikatorów, ale wszystkim najwięcej daje kontakt bezpośredni.

„[…] Pomimo niezaprzeczalnych zalet Internetu – jeśli chcemy być szczęśliwi, zdrowi, długowieczni i inteligentni– musimy znaleźć sposoby, by spędzać ze sobą więcej czasu twarzą w twarz”– pisze w swojej książce „Efekt wioski. Jak kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi” psycholożka rozwojowa Susan Pinker. Zbierając dowody na potwierdzenie tej tezy, sama poczuła, że musi zmienić nawyki. „Kiedyś do moich ulubionych sposobów spędzania wieczorów należało siedzenie w domu i oddawanie się lekturze lub pracy. Teraz narzucam sobie kontakty towarzyskie tak samo jak aktywność fizyczną” – pisze i namawia czytelników, by zrobili tak samo. Radzi też poznać sąsiadów i rozmawiać z nimi regularnie, w pracy postawić na kontakty osobiste, a służbowe mejle wysyłać głównie w sprawach organizacyjnych i tworzyć własną „wioskę” w oparciu o różnorodne relacje.

Spodziewaj się najlepszego

„Po prostu mam szczęście do ludzi” – tak Aldona odpowiada na pytanie, jak udało jej się zbudować tak dużo dobrych trwałych relacji. Wiele wskazuje jednak na to, że to raczej „ludzie mają szczęście do niej”. Sam fakt, że przyczyn posiadania siatki przyjaciół, znajomych i krewnych Aldona szuka w zaletach innych, a nie we własnych, tylko to potwierdza.

– Już samo myślenie o tym, że otaczający nas ludzie są dobrzy, spodziewanie się po nich tego, co najlepsze, pomaga nawiązywać i utrzymywać relacje – mówi Jacek Załuski.

Niestety, taką postawę reprezentuje niewielu z nas. Jak wynika z „Diagnozy Społecznej 2015” przygotowanej przez prof. Janusza Czapińskiego, jesteśmy jednymi z ostatnich w Europie, jeśli chodzi i o nasze przekonanie, czy ludziom można ufać, i o wiarę w to, że inni mają dobre intencje. Co zrobić, by zmienić swoje podejście, otworzyć się na ludzi? Jacek Załuski radzi zacząć od pracy nad poczuciem własnej wartości, bo jeśli nie lubimy siebie, widzimy w sobie mnóstwo wad, to będziemy też wypatrywać ich u innych. Im bardziej jesteśmy samokrytyczni, tym chętniej krytykujemy innych, a brak akceptacji znajomych czy przyjaciół z ich słabościami i odmiennym zdaniem to przeszkoda, na której wyłożył się już niejeden związek.

Świat nie jest wypełniony naszymi emocjonalnymi bliźniakami, więc nie ma sensu oczekiwać od dalszych znajomych, że będą mieli identyczne poglądy. Starsza pani, która mieszka na tym samym piętrze, nie musi przecież mieć takich samych poglądów na rolę kobiety, byśmy mogły stworzyć z nią długoletnią relację opartą na pogaduszkach przy windzie i wyświadczaniu sobie drobnych przysług. Co innego przyjaciółka, bo o prawdziwą bliskość trudno z kimś, kto wyznaje zupełnie inne wartości. Nie zapominajmy jednak, że różne osoby odgrywają różne role w naszym życiu, nie wymagajmy więc od wszystkich tego samego co od najbliższych. A najlepiej w ogóle bądźmy ostrożni z oczekiwaniami.

Koncentrujmy się na tym, co od ludzi dostajemy, a nie na tym, czego nam jeszcze nie dali – radzi Jacek Załuski. – Starajmy się świadomie rozszerzać obraz osób, z którymi mamy częsty kontakt. Dopisujmy w głowie lub na papierze kolejne ich cechy, a zwłaszcza zalety. Unikniemy szufladkowania i szybkiego ferowania wyroków, gdy coś pójdzie nie tak – kończy Załuski.

Im dłuższa relacja, tym większe prawdopodobieństwo, że w jakimś momencie poczujemy się urażeni, a nawet skrzywdzeni. Wtedy warto zastanowić się, co byśmy zrobili, myśleli i czuli na miejscu „sprawcy”. Możemy też zacząć wypisywać powody, dla których postąpił tak, a nie inaczej, np. złamał obietnicę czy skłamał. Nie chodzi o szukanie usprawiedliwienia, tylko o spojrzenie na incydent szerzej, o przyjęcie do wiadomości, że pierwsze skojarzenie, np. „lekceważy mnie”, nie musi być prawdziwe. – Jeśli jednak dojdzie do poważnego wykroczenia przeciwko relacji, nie można przejść nad tym do porządku dziennego, bo przecież nie chodzi o to, by utrzymać relację za wszelką cenę, tylko by ta trwała relacja przynosiła nam satysfakcję– mówi dr Magdalena Śmieja. – Szczera rozmowa jest warunkiem koniecznym. Ten, kto popełnił błąd, nie może machać ręką z lekceważeniem i mówić: „Oj tam, oj tam, jesteś przewrażliwiona”. Tylko jeśli będzie starał się szczerze naprawić swój błąd, kryzys nie tylko nie zagrozi relacji, ale wręcz ją wzmocni.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »