Eko-sklepy, czyli żywność z Internetu

123RF.com

Gdzie kupić jarmuż i topinambur? Dlaczego wyjęta z ziemi, niepłukana marchewka ma wyższą jakość od tej wymytej, kuszącej soczystym ceglanym kolorem ze sklepowych półek? Jak możemy być pewni, że internetowi pośrednicy skupujący warzywa od rolników nie robią nas „w balona” i jakie są korzyści „zielonej paczki” dostarczonej prosto pod drzwi?
Pamiętam, jak jedna z moich przyjaciółek wysłała w czerwcu zbiorowego maila do znajomych wpisując w tytule „Kto się zrzuca na warzywa?”. Ula namawiała nas na wspólne zakupy w jednym z internetowych sklepów oferujących produkty od rolników ekologicznych, gospodarujących bez agrochemii. Po niedzielnym obiedzie, kiedy na stole pojawił się talerz we wszystkich kolorach tęczy, szybko zaczęłam żałować, że nie odpowiedziałam na jej wiadomość. Nie dość, że takie smaki pamiętałam z dzieciństwa, to zdałam sobie sprawę, że podobny posiłek mogę zrobić nie stojąc w hipermarketowych kolejkach, do których mam naprawdę szczerą awersję. – Wielu naszych klientów mówi, że taką marchewkę pamięta tylko u babci, albo że kapusta smakowała tak jak kiedyś – mówi Łukasz Dippel, właściciel internetowego sklepu Vegebox.

reklama

Jak to działa?

Zasada jest prosta. Pośrednicy internetowi zbierają zamówienia, towar odbierają od rolników, z którymi współpracują, a paczkę przywożą nam do domu w umówionym dniu. – Owoce i warzywa odbieramy tego samego dnia, którego trafiają one do domu klienta. W sezonie letnim zdarza się, że w ciągu jednej doby zostają zebrane z pola i dostarczone do zamawiającego – mówi Łukasz Dippel. To istotne, bo im krótszy czas przechowywania tym lepiej. Stąd właśnie w paczce często znajdziemy warzywa wyglądające „brudno”, zupełnie jakby przed chwilą ktoś wykopał je z ziemi. – Im mniej ingerencji, tym lepiej – przekonuje Urszula Sołtysiak, dyrektor AGRO BIO TEST-u, jednostki certyfikującej produkcję żywności w rolnictwie ekologicznym. – Resztki gleby stanowią swojego rodzaju otulinę dla rośliny. Chronią między innymi przed wcześniejszym wysychaniem – tłumaczy. Dzięki temu, nawet po dłuższym czasie przechowywania, warzywa zachowują swoją świeżość, w przeciwieństwie do wymytej marchewki z sieciowego sklepu, która być może ładniej wygląda na początku, ale na pewno szybko i gorzej skończy swój żywot. Produkty ekologiczne prawie zawsze mają więcej suchej masy (czyli zamiast wody, w pomidorze mamy więcej pomidora) i często więcej witamin oraz soli mineralnych.

W zależności od sklepu i sezonu, takie dostawy realizowane są raz lub kilka razy w tygodniu. Dlaczego Ula namawiała nas na zbiorową paczkę? Tak jest zwyczajnie prościej. Przy składaniu zamówienia można poprosić, żeby poszczególne towary były zapakowane oddzielnie. Często kupując powyżej określonej kwoty otrzymamy także rabat. To ważne, bo internetowy handel warzywny skierowany jest do konsumenta świadomego i zabieganego, ale na pewno nie ubogiego. Poza tym łatwiej odebrać swoje warzywa od znajomego, niż czatować na dostawę pod drzwiami w konkretnym dniu (chociaż spokojnie – orientacyjny czas dostawy sklepy określają naprawdę precyzyjnie).

Nie kupować kota w worku

Kupując anonimowy produkt w sieciowym sklepie z góry zakładamy, że został wyprodukowany zgodnie z regułami sztuki. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że w konwencjonalnym rolnictwie reguły sztuki obejmują stosowanie pestycydów. Szczególnie niebezpieczne są one dla dzieci, które mają mniejszą masę ciała i nieco inny poziom kwasów żołądkowych. Zamawiając produkt pochodzący z uprawy ekologicznej, możemy liczyć, że nikt nie nas nie oszukuje. Wyjaśnijmy jednak, że termin „zdrowa żywność” nijak ma się do produktów ekologicznych, a jest po prostu chwytem marketingowym. – Produkcja ekologiczna regulowana jest rozporządzeniem wspólnotowym nr 834/2007, obowiązującym we wszystkich państwach Unii Europejskiej – wyjaśnia Urszula Sołtysiak. W praktyce, dla konsumenta oznacza to, że rolnik nie może stosować sztucznych nawozów ani chemicznych środków ochrony roślin. Gospodarstwo ekologiczne funkcjonuje pod nadzorem jednostki certyfikującej i co najmniej raz w roku podlega pełno zakresowej kontroli (nie mówiąc o inspekcjach niezapowiedzianych). Rolnik, który chce przestawić się na uprawę ekologiczną, musi przejść najpierw okres „konwersji” – od dwóch (w przypadku roślin tzw. zielnych) do trzech lat (uprawy sadownicze).

Pozostaje jednak pytanie, jaką pewność możemy mieć, że internetowy pośrednik, faktycznie współpracuje z takimi eko-gospodarstwami? – Priorytetem dla Free Delikatesów Ekologicznych jest jakość oferowanych produktów, dlatego też podlegamy kontroli przez jednostkę certyfikacji AGRO BIO TEST i posiadamy Certyfikat Ekologiczny – mówi Marianna Skibińska z warszawskiego sklepu Free Delikatesy, który sprzedaż internetową, prowadzi dodatkowo obok sprzedaży bezpośredniej w GH EUROPLEX. Teoretycznie, pośrednicy handlujący towarem sprzedawanym luzem (warzywa i owoce) powinni być objęci systemem certyfikacji, w praktyce wygląda to jednak zupełnie inaczej. – Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sprawuje nadzór tylko nad podmiotami, które same zgłosiły się do systemu kontroli. Samozwańczy dostawcy żywności ekologicznej (nie mówiąc o „zdrowej żywności”!) pozostają bezkarni w szarej strefie. Jeśli sklep internetowy ubiega się o certyfikat, świadczy to o jego szacunku do klienta – twierdzi Urszula Sołtysiak. Stosowny dokument powinniśmy więc znaleźć na stronie www danego pośrednika, a jeśli nie możemy go odszukać, możemy przecież zwyczajnie poprosić. – Niestety, takich sklepów, wcale nie ma wiele – dodaje. Jeśli chcemy mieć pewność, że warzywa i owoce nie są raczone chemikaliami, najpierw koniecznie sprawdźmy, czy „pryskany” nie jest przypadkiem nasz pośrednik.

Ziemniak z księżyca

Łukasz Dippel z Vegeboxu przyznaje, że zdarzyło mu się po prostu zerwać współpracę z rolnikiem, do którego nie miał stuprocentowego zaufania. Uczciwy pośrednik będzie dokładnie oglądał towar jaki daje klientowi. – Jeśli w warzywach zamówionych przez klienta, znajdzie się produkt, który już na pierwszy rzut oka, nie spełnia naszym zdaniem standardów jakości, informujemy go o tym, że danego produktu nie może otrzymać konkretnego dnia – mówi Marianna Skibińska. – Dzięki zaufanym dostawcom, zdarza się to co prawda bardzo sporadycznie, ale zawsze w stu procentach kontrolujemy towar, który ma trafić do klienta – dodaje.

Możemy więc czuć się bezpiecznie, nie biorąc danego produktu do ręki – ktoś sprawdzi go za nas. – Współpraca z zaufanymi rolnikami jest absolutną podstawą naszej działalności. Bywało, że sam miałem okazję wykopać warzywo z ziemi – mówi Dippel. -Niektórzy właściciele gospodarstw stosowali metody ekologiczne zanim jeszcze weszły do Polski unijne przepisy. Bazujemy na ich doświadczeniu i to doświadczenie przekazujemy dalej – dodaje. Co więcej, rozmawiając z właścicielem Vegeboxu, dowiedziałam się, że niektórzy rolnicy prowadzą tzw. kalendarz księżycowy, czyli sieją w określonych fazach cyklu synodycznego. – Owszem, niektórzy rolnicy pielęgnujący sztukę uprawy, stosują takie niekonwencjonalne metody – komentuje Sołtysiak. – To raczej ciekawostka, najważniejsze, że nie stosują pestycydów zatruwających roślinę – dodaje.

Na obiad zapiekany topinambur

Zaletą sklepów internetowych jest także asortyment. Osoby poszukujące zdrowych warzyw przez Internet, to także poszukiwacze nowych smaków w kuchni. Topinambur, jarmuż, rukola? Jeśli tylko warunki atmosferyczne pozwalają, takie cuda kupimy właśnie w sieci. – Często rozmawiam z rolnikami, podsuwam propozycję nowych upraw – mówi Łukasz Dippel. Jego sklep skupia się głównie na dostarczaniu warzyw lokalnych i sezonowych. Free Delikatesy, współpracując z zaufanymi hurtowniami, sprowadzą nam natomiast w tempie ekspresowym ekologiczne mango, avocado, daktyle z zagranicy. Takie dostawy zorganizują nawet trzy razy w tygodniu. Przywiozą nam też na przykład ekologiczne pomidory i bakłażany w okresie zimowym.

Warto tu jeszcze nadmienić, że skoro już decydujemy się na ekologiczne jedzenie, bądźmy „pro-eko” do końca. Jeśli akurat nie szalejemy z daktylami, a mamy ochotę na zdrowe, polskie warzywa sezonowe, starajmy się zamawiać je ze sklepu internetowego, który siedzibę ma jak najbliżej naszego miasta zamieszkania – istnieje też przecież coś takiego jak ekologia transportu. Skoro nie chcemy zatruwać gleby, nie chcemy chyba psuć powietrza?

Internet na ratunek

Wirtualny handel warzywami cieszy się coraz większą popularnością. Co ciekawe, do jego rozwoju nie potrzebne były wysokonakładowe reklamy. – Poza społecznościowym portalem Facebook, gdzie mamy swoją stronę, nasze usługi zyskały popularność zwyczajną pocztą pantoflową – mówi Łukasz Dippel.

Tego, że zwolennicy żywności ekologicznej wpadną w końcu na pomysł handlu przez Internet, a coraz bardziej nastawieni proekologicznie Polacy się nim zainteresują, można było się spodziewać. Ciekawe jest jednak, że Internet stał się także sposobem dla ratowania podupadłych gospodarstw rolników. Swój debiut miał niedawno sklep spod Krakowa. Właścicielami odrolnika.pl są właśnie sami rolnicy. Jan Czaja ma sporą farmę krów. Barbara Zych oprócz gospodarstwa agroturystycznego, z pasją zajmuje się własną „ziołową doliną”. Ponieważ nie były rentowne, chwycili się ostatniej deski ratunku. – A może Internet? – wspomina pani Barbara. Zainteresowanie było tak duże, że nie nadążali z realizacją. – Nie byliśmy przygotowani, internetowa sprzedaż została chwilowo zawieszona. Pozbieraliśmy już natomiast zamówienia, zasialiśmy to, na co jest zapotrzebowanie i na wiosnę znowu ruszamy – mówi właścicielka rolniczego biznesu. „Paczkę od rolnika” można będzie za chwilę znaleźć także w sklepach. Ich pomysłem nie jest bowiem tylko wirtualna sprzedaż. Regały z własnymi produktami powstawiają do sklepów. Będzie można tam zarówno odebrać zamówiony pakunek, jak i dorzucić do niego coś z regału. – Obok stojaków umieścimy ekrany, na których widać będzie nas przy pracy, nasze gospodarstwa, nasze biegające, zdrowe kury. Wszystko po to, żeby klient mógł obejrzeć jak produkowany jest jego „towar”. Chcemy być wiarygodni – zapewnia Barbara Zych. Chwilowo ich gospodarstwa odwiedzać można samemu raz w miesiącu, kiedy prowadzą tzw. „dni otwarte”. Eko-regałami zainteresowały się już nie tylko sklepy z Krakowa, czy Katowic, ale także warszawiacy. – To bardzo nas cieszy. Chociaż mi marzy się jeszcze Trójmiasto – wybiega w przyszłość pani Barbara. Zaletą takich regałów będzie nie tylko jakość, ale i niska cena. Bo samym rolnikom, kiedy słyszą proponowane marże włos się jeży na głowie. Nic, tylko się cieszyć. Więcej natury, za mniej? Lubię to.