Foko wróć!

Corbis

Bądźmy gościnni dla fok, nie wyganiajmy ich z plaż, nie stresujmy fleszami, pozwólmy im spokojnie się wylegiwać – mówi Monika Łaskawska, koordynatorka Błękitnego Patrolu WWF.
-Czy foki podbiły pani serce?

reklama

-Kiedy zaczęłam koordynować Błękitny Patrol WWF, miałam wyjątkową możliwość – dzięki uprzejmości trenerów ze Stacji Morskiej w Helu – podejść do dorosłej foki, obserwować jej zachowanie, spojrzeć w jej wielkie czarne oczy… i wtedy te zwierzaki rzeczywiście zdobyły moje serce. Widziałam też, jak weterynarz i pracownicy fokarium opiekują się maluchami przywiezionymi na leczenie. To było niezwykłe doświadczenie. Nie rozumiem, jak można pozostać obojętnym wobec tych pięknych ssaków i dlaczego nasze wybrzeże jest dla nich niegościnne.

-W czym przejawia się ta niegościnność?

-Prawie 60 proc. Polaków nie wie nawet, że te ssaki żyją w Bałtyku. Foka na naszej plaży budzi więc sensację. Wokół niej gromadzi się zawsze tłum gapiów, robi się głośno, błyskają flesze…, a ona jest wystraszona i zestresowana tym zamieszaniem. Wyszła na brzeg nie po to, by rozdawać autografy i udzielać wywiadów, tylko żeby odpocząć. Potrzebuje naprawdę dużo przestrzeni i jeszcze więcej spokoju. Teraz mamy doskonałe aparaty fotograficzne i możemy robić zdjęcia z daleka. Pozwólmy jej cieszyć się polskim wybrzeżem. Ma do tego takie samo prawo, jak każdy z nas. I pamiętajmy, że to dzikie zwierzę i w żadnym wypadku nie wolno się do niego zbliżać i go dotykać.

-Błękitny Patrol WWF ma to turystom uświadomić?

-To jeden z celów naszego działania – nauczyć ludzi, jak powinni się zachowywać, kiedy zobaczą fokę na plaży. Ale chcemy też obserwować te zwierzęta, pomagać chorym osobnikom i stworzyć na polskim wybrzeżu miejsca, gdzie znajdą odpowiednie warunki do życia i rozrodu, gdzie znów, tak jak przed laty, będą zakładać swoje kolonie.

-Teraz żyją głównie u wybrzeży Skandynawii. Może wcale nie potrzebują naszego?

-A dlaczego 100 lat temu polskie plaże były dla nich dobrym miejscem, a teraz już nie? Dlaczego jest ich w Bałtyku 20 tysięcy, a kiedyś było 100 tysięcy? To z naszego powodu występuje ich u nas tak niewiele. Gdyby nie zostały wytrzebione, gdyby nie było tylu polowań…, to prawdopodobnie nadal miałyby tu swoje siedliska, a ich liczba nie zmalałaby tak drastycznie. Jakiś czas temu pojawiło się nawet niebezpieczeństwo ich wyginięcia. Populacja foki szarej jest wciąż odbudowywana. Nie przeczę, że u wybrzeży Skandynawii znajdują dogodne do życia warunki i jest ich tam dużo więcej, ale czy to oznacza, że mamy je odstraszać i pozwolić, by płynęły sobie do Szwecji? Jak będą chciały żyć np. na Cyplu Helskim, to bądźmy gościnni, nie wyganiajmy ich stamtąd, nie stresujmy fleszami, nie spychajmy do wody, tylko pozwólmy im spokojnie się wylegiwać. Mamy długą linię brzegową, dla wszystkich starczy piasku. Szwedzi utworzyli wiele rezerwatów morskich i to przyniosło wymierne efekty. W Polsce nie ma żadnego, nie ma nawet takiej możliwości, bo nie jest to w żaden sposób uregulowane prawnie.

-Ilu wolontariuszy uczestniczy w projekcie?

-To trudny wolontariat, więc obawialiśmy się, czy znajdziemy 40 chętnych. Ale na spotkania rekrutacyjne zgłosiło się o wiele więcej osób – z samego Trójmiasta kilkadziesiąt, podczas gdy na ten odcinek wybrzeża mogliśmy wybrać tylko 3–4. Od stycznia 2010 roku całe polskie wybrzeże, od Świnoujścia aż po Piaski na Mierzei Wiślanej, patroluje 42 wolontariuszy. Szukają fok i morświnów oraz zwracają uwagę, czy nic im potencjalnie nie zagraża. Mieszkają w nadmorskich miejscowościach, są mocno związani z morzem i chcą zrobić dla niego coś pożytecznego. To pasjonaci, ludzie aktywni, otwarci na nowe zadania, miłośnicy zwierząt. Najmłodsi to uczniowie gimnazjum, mają po 16 lat. Najstarszy emerytowany rybak z Darłowa ma lat 66. Wśród nich są też studenci, urzędnicy, leśnicy, nauczyciele, właściciele gospodarstw agroturystycznych… Wszyscy bardzo angażują się w tę akcję, mają dużo zapału i energii. Podziwiam ich i wspaniale mi się z nimi współpracuje. Każdy członek Błękitnego Patrolu WWF jest przez co najmniej 3 lata odpowiedzialny za wyznaczony teren, około 10-kilometrowy odcinek wybrzeża. Kiedy zauważy fokę, powiadamia o tym Stację Morską w Helu lub dzwoni do mnie i czuwa nad jej bezpieczeństwem. A jeśli foka potrzebuje pomocy – zabezpiecza teren do momentu przybycia pracowników Stacji.

-W co zostali wyposażeni, by sprawnie działać?

-Otrzymali m.in. nowoczesne telefony z aparatem fotograficznym z funkcją prowadzenia wideorozmowy, sprzęt turystyczny – namioty, śpiwory, latarki, a także specjalne tyczki i taśmy, którymi odgradzają fokę, zapewniając jej odpowiednią przestrzeń i spokój.

-Po co im namioty?

-Czasami się przydają. Na przykład w kwietniu zauważono na plaży w okolicach Lubiatowa młodą fokę. Był późny wieczór. Wolontariusze Marta i Wojtek postanowili w jej pobliżu rozbić namiot, przenocować i ją pilnować. To była ich inicjatywa. Co prawda po plaży nie spacerowali już turyści i w zasadzie nic nie zakłócało zwierzęciu spokoju, jednak wolontariusze czuwali na zmianę całą noc, monitorując na bieżąco jej stan. Później relacjonowali, że o 4:00 rano jeszcze leżała, a o 5:30 już nie. Odpłynęła. Widocznie była zdrowa i chciała sobie tylko odpocząć.

-Czy po każdą fokę przyjeżdża ekipa z Helu?

-Nie, tylko wtedy, gdy zwierzę potrzebuje pomocy weterynaryjnej lub trzeba przetransportować szczenięta do „foczego szpitalika”. Wolontariusze zostali przeszkoleni w Stacji Morskiej z biologii morza i zagrożeń dla ssaków bałtyckich. Dzięki temu doskonale wiedzą, jak postępować ze spotkanymi zdrowymi lub chorymi osobnikami. Potrafią sami lub z telefoniczną pomocą pracowników Stacji ocenić stan jego zdrowia i odpowiednio zareagować.

-Ile fok udało się dotychczas uratować?

-Wolontariusze zaobserwowali wiele fok szarych – najwięcej w marcu, kiedy na świat przychodzi potomstwo, oraz w kwietniu – ale pomocy udzielono siedmiu szczeniętom, z czego pięć trafiło do „foczego szpitalika”. Były niezwykle małe. Ważyły od 10,6 do 12,15 kg. Dla porównania, masa fok, które urodziły się w fokarium, wynosiła od 15,8 do 19,55 kg, a po 2-tygodniowym karmieniu przez matki miały już od 52,3 do 68,85 kg. Ich zły stan wynikał z faktu, że kiedy przyszły na świat, lód w Bałtyku topił się i łamał, a młode, wpadając do wody, traciły kontakt z matkami. Nie umiały jeszcze polować na ryby. Ostatkiem sił docierały do lądu. Ich przetrwanie zależało od tego, czy ktoś udzieli im pomocy. Dzięki Błękitnemu Patrolowi WWF znalezione foczki: Sobiś, Darka, Orzechówka, Mika i Kasia – zostały wyleczone i wykarmione, w helskich basenach nauczyły się nurkować, polować na ryby i 15 czerwca zostały wypuszczone do Bałtyku w Słowińskim Parku Narodowym. Razem z nowo narodzonymi w fokarium – Jadrinką, Jolką i Jantarem.

-Wszystkie są wypuszczane z nadajnikami?

-W tym roku tak. Dzięki temu poznamy ich dalsze losy i trasy wędrówek. Może któraś zamieszka na polskim wybrzeżu? Z zeszłym roku tylko trzy zostały wpuszczone do morza, dwie z nadajnikami. Jedna dotarła do wybrzeży Szwecji, druga do Estonii, ale tam urządzenie zaczęło pokazywać wciąż tę samą pozycję i okazało się, że foka wpadła w rybacką sieć i zginęła. Zebrane w ten sposób dane wzbogacają wiedzę na temat życia bałtyckich ssaków.

-Co jeszcze planujecie robić w ramach tej akcji?

-Zainstalować dwa punkty wideoobserwacji – jeden przy ujściu Wisły, drugi na Cyplu Helskim – bo w tych miejscach foki najczęściej się pojawiają. Na Mewiej Łasze ornitolodzy wielokrotnie widzieli stado kilkunastu wylegujących się osobników. To może być pierwsza od wielu lat focza kolonia. Maleńka, bo maleńka, ale to byłby dobry początek. Zamierzamy też tworzyć plany ochrony foki i morświnów oraz weryfikować granice morskich obszarów chronionych Natura 2000. Organizujemy również przeloty inspekcyjne wzdłuż wybrzeża, identyfikujemy zagrożenia, dostarczając różnym instytucjom wyniki naszych obserwacji, np. informujemy o nielegalnych inwestycjach niszczących środowisko naturalne. Wydaliśmy również „Błękitny poradnik”, który wolontariusze rozdają turystom wypoczywającym nad morzem. Wzdłuż całego wybrzeża stanie też kilkadziesiąt tablic informacyjnych na temat fok i morświnów.

Jeśli zauważysz fokę na plaży, to…

  • Zachowaj dystans Foka to dzikie zwierzę, na twój widok odczuwa strach.
  • Nie podchodź do niej, pod żadnym pozorem jej nie dotykaj, bo może boleśnie ugryźć, może też okazać się nosicielem groźnych dla człowieka chorób
  • Nie polewaj jej wodą i nie zaganiaj do morza. To zwierzę wodno-lądowe. Wychodzi na brzeg, by odpocząć po polowaniu lub długiej wędrówce. Także, by wydać na świat i wychować swoje potomstwo
  • Jeśli jest wychudzona, ranna lub chora (ciężki oddech, kaszel, katar), potrzebuje pomocy. Nie zostawiaj jej! Powiadom Błękitny Patrol WWF, dzwoniąc pod nr 0 – 795 536 009. Do czasu przyjazdu wolontariusza postaraj się zapewnić foce spokój i bezpieczeństwo, nie dopuszczaj do niej ludzi i zwierząt. Spróbuj ją odgrodzić sznurkiem, taśmą, patykami – w odległości kilku metrów do zwierzęcia

Więcej informacji na stronie: www.ssakibaltyckie.wwf.pl

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »