Śmieci nie znają granic

A wrzucone beztrosko do morza czy oceanu płyną, dokąd je fale poniosą. Efekt: trudny do wyobrażenia. Rajskie – kiedyś – plaże Belize zamieniły się w wielki śmietnik.

reklama


Monika Richardson i Zbigniew Zamachowski przyjechali tu… sprzątać. W ramach organizowanej przez WWF akcji „SOS dla świata”. A było co. Bo śmieci są tu całe tony. W dodatku śmieci międzynarodowych. Dosłownie. Opakowania po kosmetykach czy jedzeniu etykietki mają ze wszystkich krajów Europy, Azji i obu Ameryk Nie róbmy sobie złudzeń: nasi też tam byli. Fale wyrzuciły na brzeg polski szampon z odżywką… Co najczęściej ludzie wrzucają do morza? Nie uwierzycie – buty! Klapkami i sandałkami Richardson i Zamachowski zapełnili cały worek.

Problemem zresztą są nie tylko śmieci. Umierają całe rafy koralowe. Plastikowe torebki wrzucone do morza i oplątujące koralowce to jedna z przyczyn umierania tych niezwykłych i pięknych organizmów. Poza tym rafę zabijają chemikalia z naszych kosmetyków. Kremami z filtrem trzeba się smarować, wszyscy to wiemy. A co robimy z pustym opakowaniem? To jasne, wrzucamy do wielkiego i ogólnodostępnego śmietniska: morza. A tam toksyczne substancje zatruwają wszystko, co żyje.

Monika Richardson mówi, że dopiero teraz to dostrzegła: ludzie traktują morza i oceany jak wielką czarną dziurę: wrzucamy tam, co chcemy, i wierzymy, że to znika. Rozpływa się. Tymczasem nic z tego. Nie znika, tylko truje. I rozkłada się setki lat. Plastikowa torebka – 1000 lat. Szklana butelka „tylko” 400. Można oczywiście (i trzeba) plażę posprzątać, ale przede wszystkim musimy zacząć… myśleć. Nie tylko o swoich cudownych wakacjach, ale też o wakacjach naszych wnuków. Bo jeśli natychmiast czegoś z tym nie zrobimy, nasi potomkowie rajskie plaże będą znali tylko z filmów.

Więcej o akcji „SOS dla świata” na stronie sos.wwf.pl