Warzywa prosto z dachu

123RF.com

Przenosimy się do miast, to fakt. I przenosi się tu też… rolnictwo. Nie, to nie żarty, na dachach domów coraz częściej rośnie marchew i ziemniaki. Chwilowa moda czy nasza przyszłość?
Po co tracić energię i pieniądze na dowożenie towaru do metropolii? – to jedna przyczyna dachowych upraw. A kolejna? Mieszczuchy po latach życia w centrum cywilizacji dochodzą do wniosku, że tęsknią za naturą. Ale przecież nie do tego stopnia, żeby zrezygnować z pracy w korporacji, z wieczornych wypadów do pubów czy kin… A jednak chętnie pogrzebaliby sobie w ziemi. Zajęli się ogródkiem. Rozwiązaniem stają się więc farmy na dachach.

reklama

W Stanach Zjednoczonych rozwijają się one błyskawicznie. W Nowym Jorku w Brooklyn Grange mieści się jedna z największych na świecie miejskich farm – rośnie na niej ponad 40 odmian warzyw. Zresztą w grę wchodzi nie tylko uprawa ziemi. Niektórzy zabierają się również za hodowlę w chmurach. Kurnik na dachu? Czemu nie?

W Niemczech, w Oberhausen, działa nawet ośrodek badawczy pracujący nad technologiami, które pozwolą prowadzić takie dachowe farmy na szerszą skalę. Zalet takich rozwiązań – traktowanych już na poważnie, nie tylko jako hobby tęskniących za powrotem na łono natury mieszkańców metropolii – jest kilka. Przede wszystkim oszczędność ziemi – można w ten sposób zmniejszyć obszar potrzebny dla rolnictwa. Poza tym transport nie kosztuje niemal nic, a w dodatku ogranicza się w ten sposób ilość spalin i zanieczyszczeń. No i cena warzyw i owoców jest niższa. Oszczędza się też na wodzie – znakomicie sprawdza się deszczówka (w obiegu zamkniętym), ogrzewanie solarne też świetnie zdaje tu egzamin.

Entuzjaści takich rozwiązań zapewniają, że mieszkańcy miasta będą mogli w ten sposób korzystać z ekologicznej żywności. Tyle że niektórzy lekarze co do ekologii i kwestii tego, czy będzie to naprawdę zdrowa żywność, mają spore wątpliwości. Jeśli uprawy są pod szkłem czy folią – wszystko w porządku. Ale jeśli tylko „pod chmurką” – to już gorzej. Miejska deszczówka zawiera duże ilości metali ciężkich, zanieczyszczenie powietrza też jest tu znacznie większe niż na wsi. Jeśli spotkalibyśmy więc kiedyś na targu czy w sklepie „dachowe” marchewki, w ciemno ich nie kupujmy.