Felieton Hanny Samson: Kobieta niepokorna

Jak trudno jest nam mówić „nie”! Wydawać by się mogło, że znamy swoje prawa, ale jak przyjdzie co do czego, to nie umiemy z nich korzystać. Nawet w najprostszych sprawach.
Prowadziłam niedawno warsztaty dotyczące stawiania granic. I okazało się to, co zwykle. Nie potrafimy odmawiać. Czyjąś prośbę, nawet absurdalną, traktujemy jak rozkaz: „Wykonać!”. Rzecz jasna, próbujemy się czasem wykręcić, szukamy argumentów, które pozwolą nam powiedzieć: „nie mogę”. W tym celu gotowe jesteśmy uciec się do kłamstwa. Ono przychodzi nam łatwiej niż powołanie się na własny brak chęci. Jakby to nie był argument nawet dla nas samych.

Podczas warsztatu zrobiłyśmy rundkę: jedna osoba prosi o coś sąsiadkę z prawej strony, ta odmawia zgodnie z procedurą zapisaną na tablicy, potem prosi o coś swoją sąsiadkę z prawej i tak dalej. W założeniu była to krótka rundka, chodziło tylko o to, żeby przećwiczyć schemat odmowy. Czternaście osób, bo tyle było uczestniczek, mogłoby zrobić to ćwiczenie w piętnaście minut… Ale grupa potrzebowała na to dwóch godzin! Sytuacje były wymyślone, nikt nikogo nie prosił o uratowanie życia, chodziło o drobne sprawy. Wydawać by się mogło, że nic prostszego niż odpowiedzieć: „Nie, nie zrobię tego, ponieważ…”. I zadbać o relację, jeśli nam na niej zależy.

– Jak to mam odmówić? Przecież tej osobie będzie przykro – protestuje Joanna.

– A chcesz iść z nią do sklepu? – pytam, bo sąsiadka poprosiła Joannę, żeby poszła z nią na zakupy.

– Jasne, że nie! Nie znoszę chodzenia po sklepach!

– No to powiedz jej, że nie pójdziesz – proponuję.

Joanna zwraca się w stronę sąsiadki.

– Nie mogę z tobą iść, bo mam dużo pracy, muszę dzisiaj wysprzątać mieszkanie, bo w sobotę przyjeżdża teściowa i będzie mi wszędzie zaglądać…

– Naprawdę przyjeżdża teściowa?

– Nie.

– Więc możesz pójść z koleżanką do sklepu.

– Ale nie chcę!

– No właśnie. Więc spróbuj jeszcze raz.

Joanna znów zwraca się do sąsiadki.

– Nie mogę iść z tobą, bo mam dużo pracy.

– A naprawdę masz dużo pracy? – pytam.

– No nie.

– Czyli możesz iść z koleżanką na zakupy?

– Ale nie chcę!

– No to powiedz jej, że z nią nie pójdziesz, bo nie lubisz chodzić po sklepach.

I tak dalej. Jeśli nawet to „nie” przedarło się jakoś przez usta, zaraz po nim następowało „nie mogę”. „Nie, nie zrobię tego” było frazą zbyt trudną. Jakby dziewczyny bały się ujawnić, że odmowa wynika z ich decyzji. Co rusz któraś wciągała w sprawę siły wyższe, które służyły wykazaniu, że ona nie jest w stanie spełnić prośby, choćby chciała.