Felieton Hanny Samson: W pułapce stereotypu

fot.123rf

Jak szybko oceniamy ludzi! Jedna, dwie informacje wystarczą, byśmy mieli wrażenie, że wiemy o nich wszystko. Naukowcy nazywają to skąpstwem poznawczym. Wolimy oszczędzać czas i energię, niż zadbać o to, by nasze sądy o innych były trafne.
Na spotkaniu grupy rodziców jeden z ojców skarży się na to, że jego córka jest odrzucana przez koleżanki w klasie.

reklama

– Tym wszystkim steruje jedna dziewczyna, która ma tam posłuch. Pewnie zazdrości mojej Zosi dobrych stopni, bo sama kiepsko się uczy…

– Rozmawiałeś z wychowawczynią? – pyta któraś z uczestniczek.

– Tak, ale ona nic nie może zrobić. Ojciec tej dziewczyny pije, matka nie przychodzi na zebrania, to patologia, nie ma sensu z nimi rozmawiać!

Grupa kiwa głowami ze zrozumieniem. Ktoś radzi, żeby przeniósł córkę do innej szkoły, skoro tu taki element, ktoś inny, żeby pogroził tej dziewczynce.

– Ta mała pewnie zna tylko argument siły. Powiedz, że spuścisz jej lanie, jak jeszcze raz wyśmieje twoją córkę.

No nie! Zaraz się uduszę, ale odwlekam interwencję, bo wierzę, że sami się opamiętają. Może coś jeszcze się zdarzy, nim omówimy sytuację. Czy znajdzie się choć jeden sprawiedliwy? Jest! Karolina przerywa absurdalną dyskusję:

– Mój ojciec pił, więc ja też jestem patologią. Czy myślicie, że nie ma sensu ze mną rozmawiać?

– No co ty! To chodzi o tamtą dziewczynę, która jest zdemoralizowana.

– Skąd to wiesz? Bo dokucza twojej córce? Kiedyś mówiłeś, że Zosia źle traktuje gorszych od siebie, może ta dziewczynka przeciwko temu się buntuje?

Uff! Mogę się rozluźnić, grupa pracuje sama. Kilka osób przyznaje, że ich ojciec też pił, żadna z nich nie chciałaby być wrzucona do worka z etykietką „patologia”, do którego przed chwilą wrzucono dziewczynkę.

– Moi rodzice też nie chodzili na zebrania – wspomina jeden z ojców. – Pewnie dlatego wszystko było na mnie. Nikt nie stał po mojej stronie, więc można mnie było karać bez żadnych obaw.

Na następnym spotkaniu tata Zosi opowiada o rozmowie, którą odbył z mamą dziewczynki.

– To rozsądna kobieta. Zaniepokoiła się sytuacją, porozmawiała z córką i powiedziała mi, o co chodzi.

– O co? – dopytuje grupa.

Tata Zosi macha ręką.

– Dajcie spokój, nie chcę do tego wracać, bo Zośka też nie była bez winy. Ważne, że sprawa załatwiona. Ta dziewczyna ma na imię Ewa i jest całkiem fajna.

Każdy i każda z nas ma jakieś wyobrażenia na temat tego, które właściwości człowieka współwystępują ze sobą. Kiedy przypisujemy jakiejś osobie jedną właściwość, jesteśmy skłonni przypuszczać, że charakteryzuje ją także wiele innych cech związanych z tą właściwością. Rzetelne analizy służące sformułowaniu trafnej oceny osób, które spotykamy, pochłaniałyby czas i energię, które wolimy oszczędzić na ważniejsze sprawy. Stereotypy upraszczają świat i dają nam poczucie, że wiemy, jak jest. Umożliwiają dokonywanie szybkich ocen na podstawie niewielu informacji. Kłopot w tym, że te oceny są często nietrafne w stosunku do konkretnych osób. I zwykle krzywdzące.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »