Felieton Hanny Samson: Życie na miarę

fot.123rf

Nadmiar rzeczy, nadmiar spraw, nadmiar bodźców. Nie chcę nikogo namawiać, żeby został minimalistą, jednak od czasu do czasu warto zrobić wielkie porządki. Nie tylko w domu, ale także w życiu.
Wpadła mi w ręce wydana niedawno „Książeczka minimalisty” Leo Babauty. Podtytuł „Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka”. Autor w nieco irytujący sposób mówi nam, co i jak mamy zrobić, aby jak on doznać szczęścia. Niby przyznaje, że każdy musi odnaleźć własną drogę, ale najlepiej będzie, gdy dostosujemy się do jego wskazówek. No nie! Nie będzie mi jakiś mądrala dyktował, jak mam robić porządki we własnym domu! Sama wiem, jak je zrobić. Tyle że ciągle nie mam na nie czasu. Właściwie nie mam czasu na nic. Biegnę od jednego zadania do drugiego, miotam się, by ze wszystkim zdążyć, często robię kilka rzeczy naraz, a on mi mówi, że mogę żyć zupełnie inaczej. Pociągające, więc przeczytałam tę książkę do końca. I choć nie ma w niej niemal nic nowego, a właściwie jest w kółko to samo, to jednak działa. Przekaz, żeby zrobić porządki, jest tak mocny, że natychmiast się wzięłam do sprzątania.

reklama

Nie będę Was zanudzać opowieściami o tym, co wyrzuciłam, a co zostawiłam i dlaczego, nie będę opowiadać o męce podejmowania decyzji, czy pozbyć się czegoś, co kiedyś może się przydać, bo te porządki to ledwie początek.

Leo Babauta zachęca nas do ograniczenia nie tylko liczby rzeczy, ale i zadań, które musimy wykonać. Bo tak naprawdę niewiele musimy. Cała reszta to sprawa wyboru.

W Internecie krąży historyjka o ojcu, który zabrał syna na wieś, żeby pokazać mu, jak żyją biedni ludzie. Myślał, że syn doceni bogactwo własnej rodziny. Ale syn nie odczytał intencji ojca i doszedł do własnych wniosków. Dostrzegł wyższość strumyka nad basenem i otwartej przestrzeni nad monitorowanym ogrodzeniem, a na koniec powiedział ojcu: „Dziękuję ci, że pokazałeś mi, jacy jesteśmy biedni.”.

Pod ową historyjką ktoś zamieścił jako komentarz myśl Oga Mandino: „Biednym nie jest ten, kto niewiele posiada, ale ten, kto zbyt wiele pragnie”. Nie jest to zresztą myśl nowa. Sokrates stwierdził: „Otóż tajemnicą szczęścia nie jest pragnienie więcej, lecz umiejętność cieszenia się z posiadania mniej”. Ta umiejętność niełatwo nam przychodzi, choć złote myśli na jej temat brzmią przekonująco. Wyznawca minimalizmu Donald Horban mówi: „Musimy nie tyle powiększać swój dobytek, ile ograniczać nasze zachcianki. Brak potrzeby posiadania czegoś jest równie dobry jak posiadanie tego” i trudno się z nim nie zgodzić. Antoine de Saint-Exupery pisał: „Doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale kiedy nie można nic ująć.”. A „upraszczanie to eliminowanie zbędnego, żeby niezbędne mogło przemówić” (Hans Hofmann).

Leo Babauta zachęca nas do rezygnacji nie tylko z posiadania tego, co nie jest potrzebne, ale także do rezygnacji z nadmiaru zobowiązań. Namawia, byśmy robili mniej, by nasze terminarze miały puste miejsca, żebyśmy przeznaczali całe dnie tylko na to, co chcemy robić, bo nadaje to sens naszemu życiu. Brzmi nieco ryzykownie, bo gdybyśmy wszyscy zajmowali się tylko tym, co jest sensem naszego życia, kto chodziłby na zebrania wspólnot mieszkaniowych, rad rodziców w szkole i tak dalej? A może by się okazało, że robimy to, bo chcemy, a nie dlatego, że musimy? Męczące obowiązki stałyby się przyjemnością, gdybyśmy uwierzyli, że mamy wybór.

Znam wielu ludzi, którzy czerpią przyjemność z odhaczania i szczerze mówiąc, sama do nich należę. Wieczorem sprawdzam listę zadań, które miałam tego dnia wykonać. Załatwić, kupić, napisać. Odhaczam to, co zrobiłam. Jeśli udało mi się zrobić wszystko, czuję satysfakcję. To był dzień! Ale czy te wszystkie kupić, zrobić, załatwić mają sens? Nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Najważniejsze, że udało mi się wszystko ogarnąć!

„Gdy mamy więcej, chcemy mieć więcej” – zauważa Leo Babauta. Nie tylko rzeczy materialnych. Myślę, że nasze ego równie mocno potrafi się rozkręcać, tu błędne koło „więcej” także działa. Wciąż skarżymy się na problemy z poczuciem własnej wartości, niezależnie od tego, kim jesteśmy i ile wzmocnień dostajemy od świata. A może im więcej dostajemy dowodów uznania, tym bardziej ich potrzebujemy? Nasze ego jest nienasycone, dopóki poświęcamy mu zbyt wiele uwagi. Pragniemy sukcesów i cierpimy z powodu własnej niedoskonałości, zamiast ją zaakceptować. Pisze o tym Christophe Andre w książce „Niedoskonali, wolni, szczęśliwi. O sztuce dobrego życia”.

Andre przywołuje w niej słowa Williama Jamesa, twórcy koncepcji poczucia własnej wartości, które padły już w 1892 roku: „Kiedy zaakceptujemy szczerze swoją niekompetencję w jakiejś konkretnej dziedzinie, w dziwny sposób czujemy się nadzwyczaj lekko”. James pisał również: „Jakże słodki jest dzień, kiedy rezygnujemy z bycia młodymi i szczupłymi”. Ale jak z tego zrezygnować, skoro wciąż się porównujemy z innymi? Grzęźniemy w swoim ego, trzęsiemy się nad nim, marzymy o sukcesach, które mają dać nam spokój, lecz rzadko dają. Wciąż chcemy więcej i więcej, zamiast cieszyć się z tego, co mamy.

Kiedyś ludziom wystarczał do szczęścia dach nad głową, woda i jedzenie, bliscy ludzie wokół, wolność, możliwość działania. A dziś? Żyjemy w czasach nadmiaru dóbr i możliwości, w czasach konsumpcyjnego szaleństwa. Musimy mieć coraz więcej, żeby nie zostać w tyle. Pędzimy razem z innymi, gubiąc po drodze zdrowy rozsądek. Wydaje nam się, że to jedyna droga, która prowadzi do szczęścia. To nieprawda. Ale żeby zobaczyć inne, trzeba zwolnić.

Minimalizm nie jest drogą dla nas wszystkich, ale wszystkim od czasu do czasu przyda się zrobienie porządków. Nie zamierzam tak jak Babauta wyruszać w długą podróż z jedną parą skarpet na zmianę. Ale przemawia do mnie minimalistyczny nakaz, żeby w domu mieć tylko to, co jest użyteczne albo piękne. Przemawia do mnie idea, by pozbyć się wszystkiego, co zbędne. Zbędnych rzeczy i zbędnych pragnień. To, co mamy zwykle wystarcza do tego, byśmy byli szczęśliwi. Pod warunkiem, że zdamy sobie z tego sprawę. – Hanna Samson.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »