Felieton Olgi Kozierowskiej: Kobieta kobiecie wilkiem

fot.123rf

W zdrowej rywalizacji zwycięstwo to rozwój. Chcesz być zwycięzcą? Nie zostawiaj za sobą trupów, nie pal mostów. To nie średniowiecze ani harem. Zmień reguły gry. Zyskasz satysfakcję i poczucie szczęścia.
Nowoczesny gabinet w budynku jednej z międzynarodowych korporacji. Za biurkiem siedzi 36-letnia Ewa. Dyrektor PR, jednocześnie członek zarządu. Atrakcyjna, ambitna, nic dodać, nic ująć, kobieta sukcesu. Siedzi i patrzy z rozgoryczeniem w okno. Lęk przed utratą pozycji, na którą tak długo pracowała, zaczyna przejmować kontrolę nad jej zachowaniem. Myśli stają się nie do zniesienia. Co ten babsztyl w sobie takiego ma, że wzbudza ogólny podziw? Przecież ona tylko wykonuje zadania, które wyznacza jej Ewa. Owszem, dobrze je wykonuje, ale żeby zaraz takie pochwały? Sam prezes zajrzał dziś do Ewy, by pogratulować jej posiadania tak wspaniałego pracownika. – No, Ewa, gratuluję organizacji dzisiejszej konferencji. Przyznam też, że Joanna zrobiła na wszystkich duże wrażenie, nie doceniałem jej – powiedział z błyskiem w oku. – To, jak poprowadziła dzisiejszą konferencję, na długo zostanie w naszej pamięci. Może powinnaś ją ze sobą wziąć na doroczny kongres w Brukseli? Pozna wszystkich ważnych – dodał, wyczekując pozytywnej odpowiedzi.

reklama

– Co???! – wykrzyknęła w myślach Ewa. Jeszcze tego by brakowało. Joanna u boku Ewy w Brukseli? Nigdy w życiu.

Z udawanym spokojem powiedziała prezesowi, że zapyta Joannę, lecz z tego, co wie, w tym czasie chyba ma zaplanowany krótki urlop, więc może następnym razem. – Ale ja już jej to zaproponowałem. Była zachwycona – odpowiedział nieco zmieszany prezes. – Oczywiście ostateczną decyzję pozostawiam tobie – uśmiechnął się i wyszedł z gabinetu. Ewie pozostał przed oczami widok z okna i lękliwe myśli.

Strach ma wielkie oczy

Joannę zatrudniła jako swoją zastępczynię niecały rok temu. Długo szukała odpowiedniej osoby na to stanowisko. Kompetentnej, doświadczonej, otwartej na wyzwania. Joanna przypominała jej ją samą sprzed kilku lat. Nie widziała w niej do tej pory rywalki. Teraz wszystko się zmieniło. Projekcje potencjalnych, nieetycznych zachowań Joanny przewijały się w myślach Ewy bezustannie. Na tyle często, że sama w nie uwierzyła, choć rzeczywistych przesłanek nie było. W efekcie zrobiła wszystko, by Joanna nie pojawiła się na kongresie w Brukseli. Przestała też dawać jej ambitne zadania, w szczególności takie, przy których mogłaby się wykazać osiągnięciami. Z dziennikarzami zaczęła się spotykać sama, by przypadkiem Joanna nie wyrobiła sobie zbyt dobrych relacji z mediami. A prowadzenie konferencji prasowych oddała chłopakowi zatrudnionemu na stanowisku specjalisty ds. PR. Z pochwałami prezesa na jego temat nie miała problemów. Pokazała Joannie, kto tu jest szefem. Czy dało jej to satysfakcję? Wręcz przeciwnie. Nie dość, że czuła się zagrożona, to jeszcze miała poczucie bycia złą szefową. Towarzyszył jej też strach, że ktoś to zauważy.

Dostajesz, co dajesz

Po kilku miesiącach pracy w niezdrowej atmosferze Joanna złożyła wypowiedzenie. Dostała pracę w konkurencyjnej firmie, na stanowisku analogicznym do stanowiska Ewy. Na odchodnym powiedziała: – Nie rozumiem tego, co się stało, twojej niechęci i blokowania mojego rozwoju. Byłaś dla mnie wzorem, do czasu. Czym rzucisz w ścianę, do ciebie wróci, zapamiętaj to.
Spakowała swoje rzeczy i wyszła.

Przez swoje lęki i brak poczucia własnej wartości Ewa straciła nie tylko dobrego pracownika, ale przede wszystkim szacunek do siebie. Choć będzie z tym uczuciem walczyć, ono i tak dojdzie do głosu, jak tylko pojawi się kolejna rywalka. Ewa padnie ofiarą własnych nienasyconych ambicji. Zapamięta też na zawsze ostatnie słowa wypowiedziane przez Joannę na pożegnanie. Słowa, których zacznie się bać.

Co może zrobić w tej sytuacji? Ma dwa wyjścia. Pierwsze, to okopać się i walczyć, zużywając całą energię na to, jak zniszczyć kolejne przeciwniczki. Wtedy jednak będzie ślepa na wszystko, co ją otacza, może ominą ją szanse na zbudowanie biznesowych relacji z właściwymi ludźmi, do tego zje frustracja, którą przeniesie na domowe ognisko. I ten obszar też straci. Rachunek zatem prosty. Nie zyskuje nic prócz chwilowej satysfakcji, że się udało „wygrać”.

Drugie wyjście, to skupić się na własnym rozwoju, działać i pokazać, co przy współpracy z innymi i wykorzystaniu ich i własnych talentów jest w stanie osiągnąć. Świat jest konkurencyjny, ale stale wygrywać będą ci, którzy pracują na to, by każdego dnia być lepszą wersją siebie.

Zapraszam do akcji „Solidarność kobiet ma Sens”

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »