Anna Janko: Tnę swój problem

Anna Janko: Tnę swój problem
123rf.com

Sznyty nie bolą, endorfina się wydziela, znieczula nawet do godziny…
„Siedziała na podłodze i zadawała sobie ból. Kiedy przestała, patrzyła na świeże rany, na rany, które były już jej codziennością. Gdy krew napływała, jej smutek odpływał… Siedziała tak jeszcze przez parę minut, po czym wstała, schowała żyletkę na miejsce, położyła misia na łóżku i jakby nigdy nic usiadła z czerwoną i piekącą ręką przed komputerem”.

To fragment opowieści, którą znalazłam w sieci, spisanej przez nastolatkę. W Internecie temat autoagresji i samookaleczeń powoli wychodzi na światło dzienne, powoli się wylewa, na czerwono… Zdjęcia pociętych rąk i nóg, brzuchów i piersi można sobie wygooglować. Ale nie lubią tego widoku nawet pielęgniarki na urazówkach, gdzie trafiają krwawiące młodziaki, gdy przesadzą z żyletą. Nie lubią, bo nie mogą pojąć, jak można tak się głupio ciąć, celowo sprawiać sobie ból, a służbie zdrowia – kłopot.

Ból przeciw bólowi

Ale to nie boli. A raczej – nie to boli, nie ciało, lecz dusza boli, tak bardzo boli, że aby to wytrzymać, trzeba „odwrócić uwagę”, zranić się w inne miejsce. Pociąć żyletką, nożyczkami, nożykiem do papieru, nawet skuwką, spinką, agrafką pokłuć, poszarpać! Żeby się znieczulić. Bo, jak piszą na forach ci, co to robią, sznyty nie bolą, endorfina się wydziela, znieczula nawet do godziny, a tymczasem patrzenie na płynącą krew koi wzburzone emocje, ucisza psychiczny ból aż po wymarzoną obojętność na wszystko.

Ta swoista homeopatia, czyli wypieranie bólu bólem, może być instynktowna, nieświadoma i bywa, że się staje udziałem nawet całkiem małego dziecka. Sama pamiętam, że chorując na zapalenie ucha w wieku przedszkolnym, gryzłam sobie ręce, by nowy ból przyćmiewał tamten, co się zdawał nie do wytrzymania. Nie do wytrzymania bywa dla dzieci osieroconych, opuszczonych, zaniedbanych pustka emocjonalna i dojmujące poczucie braku; obsesyjnie wyrywają sobie włosy, obgryzają paznokcie i palce, nawet uderzają głową o ścianę, by zagłuszyć psychiczny ból, którego przecież nie są w stanie sobie uświadomić.

„Najczęstszą przyczyną autoagresji – czytam w tekście informacyjnym na stronie WWW dedykowanej autoagresywnym – jest uraz spowodowany w dzieciństwie. Może być nim: bicie dziecka, poniżanie go, ignorowanie jego potrzeb, co prowadzi do zaburzeń w sferze emocjonalnej i w konsekwencji do autoagresji. Niewłaściwe postawy rodzicielskie (odrzucenie, zaniedbanie, nadopiekuńczość, nadmierne wymagania), trudna sytuacja ekonomiczna, bezrobocie, problemy alkoholowe – sprzyjają pojawieniu się tego zaburzenia. Powodem może być również brak rodziców: śmierć, rozwód, pobyt w domu dziecka, szpitalu”. Czyli – wszelki dramat, zbyt silny i długotrwały stres.

Trafiam też na tekst stricte naukowy i dowiaduję się, że do zachowań autoagresywnych zalicza się także anoreksję, tatuowanie się i kolczykowanie. No tak… Mam na koncie rozwód i z pewnością ja też nieraz przejawiałam „niewłaściwą postawę rodzicielską”, bo moje dziecko nosiło kolczyki nie tylko na uszach. Ile się naprosiłam, by tego nie robiło! Ale kto prosił nastolatka, wie, ile można uprosić… Wielu badaczy nie zalicza jednak piercingu i tatuowania się do działań patologicznych. Wiążą tego rodzaju „zdobnictwo” z rytuałami tożsamościowymi i inicjacyjnymi (budowanie granicy wokół rozproszonego poczucia własnego ja, szczególnie w trudnym czasie dorastania), odwołując się do podobnych szamańskich praktyk u tzw. ludów pierwotnych. Tak wolę, przecież nie chcę być winna temu, że moje dziecko ma dziury na ciele i blizny na całe życie.

Brzydząc się sobą

Dziewczyny, co się tną i mają po 150 sznytów na rękach i nogach, chodzą potem w długich spodniach i bluzach nawet w 30-stopniowy upał, by nikt się nie domyślił. Autoagresja jest nałogiem skrywanym, tak jak ból, który ma ona ukoić.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »