Jak trwoga, to do bloga

Niesamowity jest ten cały blogostan. Operacje żylaczków i balonikowanie tętnic, „bulwersacje nabyte w klinikach”, wyznania współczesnych lolitek… Dzięki blogom powstają też rozmaite grupy pomocowe, które z czasem przekraczają granice świata wirtualnego.
Dokładnie rok temu założyłam sobie bloga. Miałam depresję z pełnym wyposażeniem: całodzienn ponuractwo, czarne myśli i ataki panicznego strachu o poranku. Nie widywałam się z ludźmi i pomyślałam, że pisanie bloga może zadziałać terapeutycznie… Jak trwoga, to do bloga? Ale bloga też się bałam! Bezpośredniego pisania do obcych, bez normalnej u pisarza kwarantanny, gdy tekst sobie dojrzewa w tzw. szufladzie. „Po co blog?” – pytam sama siebie, ale zarazem publicznie, bo już „na wizji”, i tłumaczyłam się dalej: „Nie wiem, co mnie podkusiło. Jednak potrzebuję pisania, bo gdy piszę, następuje automatyczne formatowanie chaosu w moim umyśle, dzięki czemu zaczynam mieć poglądy, wysnuwam wnioski, formułuję opinie na rozmaite tematy, a przede wszystkim wiem, co czuję. I robi się jakiś porządek”. Dalej wyjaśniałam, że pisanie bloga to zawsze pisanie do Kogoś. Nawet jeśli nikt tego nie czyta, to autor jest tak zmobliziowany werbalnie, jakby szedł z wizytą do przyjaciół.

reklama

Naerotyzowane miejscami

Idźcie z blogiem – tak nazywa się blog Krystyny Kofty na Onecie założony. Zaczęła go pisać, gdy złamała sobie nogę, więc początki blogowania też się jakoś z cierpieniem u niej związały. Jednak ponieważ przedtem publikowała w formie książkowej swoje dzienniki, dla niej konfrontacja osobistych zapisków z publicznością nie była niczym nowym. A czymże w końcu jest blog, jak nie internetowym diariuszem? W naszym niedawno uruchomionym zwierciadlanym portalu najwięcej jest przecież właśnie osobistych dzienników.

Największa polska blogosfera to Onet: aktywnych blogów jest tam prawie półtora miliona! Co dzień zakładanych jest dwa tysiące nowych, a ten serwis działa od siedmiu już lat. Jeszcze starszy jest serwis Blog.pl i tam właśnie wpadłam na Yoursa… Yours.blog.pl to blog o pewnych ambicjach literackich, miejscami mocno naerotyzowany, takie trochę soft porno podszyte ciężkim męskim sentymentalizmem, skrzyżowanie perfumerii ze sklepem mięsnym… Ale w sumie to świetna lektura, gdy chcesz się dowiedzieć, co przeciętny facet ma w głowie. A może nieprzeciętny? W każdym razie blog ten, wśród mnóstwa innych, startuje w konkursie Onetu na bloga roku 2010. Onet organizuje taki konkurs od lat w rozmaitych kategoriach (np. blog literacki, podróżniczy), a w tym roku dopuszcza do współzawodnictwa również inne portale. My, Zwierciadło, także będziemy brać udział w blogowych zawodach. A jest z czym, bo nasza blogownia rozrasta się w tempie podzwrotnikowym!

Blogi są różne, kwadratowe i podłużne… Ja np. uwielbiam blogi lekarskie. Podczytuję sobie okresowo wyznania pewnego polskiego chirurga naczyniowego pracującego w niemieckim szpitalu, śledzę operacje żylaczków i balonikowanie tętnic. O, dobrze wiedzieć, jak nas, pacjentów, widzą lekarze! A całkiem niedawno trafiłam na blog młodej lekarki pisany przez nią od czasów studenckich. Mnóstwo jest tam doskonałych obserwacji, ona sama pisze, że są to rozmaite „bulwersacje nabyte na zajęciach i w klinikach”. Jedną z takich „bulwersacji”, anegdotę godną Agathy Christie, przytoczę tutaj za blogerką: „Dr opowiedziała nam wstrząsającą historię, jak to mąż przyszedł zmęczony z pracy, zjadł i chciał się odprężyć w wannie, więc żona przygotowała mu kąpiel. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do wody wsypała jeszcze całe opakowanie preparatu Kret, czyli żrącego wodorotlenku sodowego (środek do przepychania rur). Zapewne wlała też sporo płynu do kąpieli, żeby nie było czuć silnego zapachu. I udało się, mąż wszedł do wanny, ale już nigdy z niej nie wyszedł. Nie zdążył. Uległ martwicy rozpływnej. Cała zaś historia miała być przykładem na to, że oparzenie kwasem jest ‚lepsze’ od oparzenia zasadą”.

Blogi medyczne zakładają też pacjenci, np. ludzie przewlekle chorzy. Ponieważ blog z natury jest interaktywny (co umożliwiają komentarze i linki), blogowanie działa silnie prospołecznie, integruje. Powstają grupy pomocowe, przyjacielskie, które z czasem przekraczają granice świata wirtualnego.

Ekstra zarąbiste blogaski

Ach! To jest dopiero świat! Świat lolitek, zakochanych par, wierszyków miłosnych, fosforyzujących różyczek, migotliwych serduszek, aniołków i misiów! Ja, gdy miałam lat 12, pracowicie przepisywałam Asnyka, wklejałam do zeszytu kalkomanie i fotki Bardotki, a teraz współczesne nastolatki mają tysiące możliwości ekspresji! Przeklejają masowo rozmaite obrazki, gifty, cytaty, same rymują bez żenady, tworząc na stronkach WWW krainy niebywałego wprost kiczu! Agaczek-blogaczek wyznaje na końcu podanego linku dość dramatycznie: „Bez ciebie tak pusto i oczom, i ustom…” i „Jesteś obecny w każdej chwili, która mnie otacza”. A wszystko to na tle zdjęć pięknych kobiet usytuowanych np. na urwistym brzegu w promieniach księżyca. Agaczka-blogaczka podziwia w komentarzu Monia, która zaprasza do siebie: „wspomogę cię moimi komciami, wstawiam cię do lineczków”. Ktoś inny pisze: „Hej, masz ślicznego blogaska, a na nim śliczne obrazeczki, nie przejmuj się, ja też się często smucę. Mogę czasem skopiować sobie od ciebie parę obrazków? Odpisz, jak możesz”. Przeklejając te zdania, poprawiając błędy, niemalże się wzruszam tą dziecinnością Internetu. Są też blogi dzieciaków zafascynowanych śmiercią, inkrustowane fotkami żyletek, ran, krwi i trupów w wannie. Znajduję też zdjęcie umarłej dziewczynki w grobie z podpisem: „dziękuję, że mnie zabiłeś”. Albo wyznanie tak smutne, że się serce kraje: „Zagubiona w labiryncie beznadziejności, Zatopiona w otchłani bezsilności, Zanurzona w toni niezrozumienia, Zaślepiona obietnicami nie do spełnienia, Brnę dalej pod wiatr, Bez słów, Bez gestów, Bez szans… a co to jest szczęście??”. Okres dojrzewania bywa dla co wrażliwszych istot naprawdę niełatwy.

Kiecula z koronki, niebieski kot

Szperałam też w blogach więźniarskich, ale nie wydały mi się zbyt ciekawe. Znalazłam za to „szafiarskie”, czyli modowe, i owszem, zdarzają się naprawdę zabawne. Mnóstwo jest „zwierzęcych”. Lubię zaglądać do bardzo inteligentnego fotobloga (Pso-ko-ty-blog.pl), w którym o swej trudnej miłości za pomocą „dymków” rozmawiają arystokratyczny niebieski kot rosyjski z kundlem azylantem. Szczerze zachęcam wszystkich do zakładania blogów, codzienne pisanie kształtuje styl, uczy wyrażać myśli, ma prawie same plusy i nie jest niebezpieczne, bo jak napisał mój ulubiony Yours: „gdy w świecie wirtualnym wybucha pożar, to nie trzeba wzywać straży pożarnej, bo na miejscu jest wygaszacz ekranu”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »