Maciej Stuhr: Nie wydarzyło się nic

123rf.com

„Nawet tu chińszczyzna zalewa europejską myśl” – pomyślało się Guciowi.
{A} W Mieście Aniołów słońce wychodziło właśnie spoza drzew, kiedy Genialnie Utalentowany Całkowicie Inteligentny Obserwator (w skrócie GUCIO) zasiadł właśnie na tarasie, z kubkiem zielonej herbaty, do napisania kolejnego wybitnego felietonu. Ciepłe słońce przyjemnie pieściło jego stopę, a połyskujące odbitym światłem błękitne oko basenu wzywało coraz bardziej kusząco. „A u nas śnieg z deszczem!” – pomyślał GUCIO i powrócił do kartek papieru, powoli zapełniających się drobnym maczkiem.

Nagle usłyszał charakterystyczne tupanie i po chwili na tarasie pojawiła się mała dziewczynka. W jednej rączce trzymała dmuchaną piłkę, w drugiej – krem do opalania, który władczym gestem wręczyła GUCIOWI w oczywistym celu, nie bacząc na przerwany właśnie niezwykły proces twórczy. „No pięknie! – pomyślał GUCIO – a tak dobrze mi szło!” Akcja wydawała się już zawiązana, trafna obserwacja wspaniale splatała się z pięknem opisu… Kątem oka zobaczył kubek zielonej chińskiej herbaty, potrącony w tym samym momencie przez dziewczynkę, lądujący na kartkach niedokończonego felietonu. „No cóż, nawet tu chińszczyzna zalewa europejską myśl!” – pomyślało się filuternie GUCIOWI, uznał to za tymczasową puentę i odszedł z dziewczynką w stronę błękitnego oczka, podrzucając lekko dmuchaną piłkę.

{B} W Mieście Aniołów słońce wychodziło właśnie spoza drzew, kiedy Genialnie Utalentowany Całkowicie Inteligentny Obserwator (w skrócie GUCIO) zasiadł właśnie na tarasie, z kubkiem zielonej herbaty, do napisania kolejnego wybitnego felietonu. Ciepłe słońce przyjemnie pieściło jego stopę, a połyskujące odbitym światłem błękitne oko basenu wzywało coraz bardziej kusząco. „A u nas śnieg z deszczem!” – pomyślał GUCIO i powrócił do kartek papieru, powoli zapełniających się drobnym maczkiem.

W pewnym momencie listki żaluzji poruszyły się i na tarasie pojawił się Frędzel. Popatrzył zaciekawiony na GUCIA, po czym przerzucił wzrok na poruszające się zarośla, mrużąc swoje psie oczy. Frędzel nie był typowym psem. Nie wiadomo, czy w ogóle był psem, bo gdy kilka razy zdarzyło mu się szczeknąć, był tym faktem zawsze niepomiernie zdziwiony. Frędzel podszedł do GUCIA i zaczął lizać stopę swojego pana. GUCIO oderwał się od pisania. Zastanawiał się, czy to, co już napisał, ma w ogóle jakiś sens. Nagle jego cały felieton wydał mu się równie nietypowy, jak rzadkie szczekanie Frędzla.

{C} W Mieście Aniołów słońce wychodziło właśnie spoza drzew, kiedy Genialnie Utalentowany Całkowicie Inteligentny Obserwator (w skrócie GUCIO) zasiadł właśnie na tarasie, z kubkiem zielonej herbaty, do napisania kolejnego, wybitnego felietonu. Ciepłe słońce przyjemnie pieściło jego stopę a połyskujące odbitym światłem błękitne oko basenu wzywało coraz bardziej kusząco. „A u nas śnieg z deszczem!” – pomyślał GUCIO i powrócił do kartek papieru, powoli zapełniających się drobnym maczkiem.

Spojrzał na drzwi tarasu. Wiatr poruszył listkami żaluzji. GUCIO patrzył w tym kierunku przez dłuższy czas. Nie wydarzyło się nic. Był sam. Nie było dziewczynki, nie było Frędzla. Nie było nikogo. „O czymże dumać w hollywoodzkim słońcu…? – odłożył pióro.

– Nie będzie dziś puenty” – pomyślał.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »