Noginoginogi

„Ma pani żylaki dalszej 1/3 uda prawego i górnej połowy podudzia prawego. Niewydolną VSM lewą, z żylakami dalszej 1/3 uda lewego i górnej podudzia lewego…”
Ciało jest istotne. Ostatnio dużo myślę na ten temat. Niby nie jestem swoim ciałem ani nawet umysłem, ale jednak to ciało mnie dotyczy – dotyka. Jest moim wehikułem, którym doświadczam ziemskich bólów i rozkoszy. Muszę w końcu zacząć się z nim utożsamiać i być w nim obecna. Szczególnie teraz, gdy moje ciało zaczęło przemawiać do mnie ustami lekarzy. To powoduje, że myślę o sobie dużo bardziej fizycznie. Wolałabym jednak do ciała szeptać i żeby ono dawało mi subtelne znaki, które ja będę rozumieć, szybko reagując. Prawdopodobnie mówi od lat, a ja nie słucham. Pewnie od teraz będzie gadało coraz głośniej (aż da mi spokój, jak „łopnę”).

reklama

Mam z tym problemy, bo czuję się, jakbym była w dekonstrukcji. Sklejona z kilku rodzajów plasteliny niewymieszanej w jednorodną masę, często rozpadam się na kawałki i nie wiem, w którym z nich jest moje ja?! I tak to wygląda, że dzielę się na trzy osoby. Jedna jest jakby z Afryki, druga z Japonii, trzecia od nas – z Polandu. To dół jest afrykański. Dość wystający tyłek albo raczej zad lubiący się trząść, gdy jest muzyka lub gdy mi fajnie. Bardzo silne nogi (ze słabymi żyłkami), niczym tylne łapy mamy kangurzycy z chwytnymi palcami stóp o podbiciu baletnicy z 20-letnim stażem. Stopy nie lubią butów. Śpiewam na bosaka. Góra Azjatycka – mały biust, piegi na ramionach, płaski brzuch i za długie ręce, patyczaki z dłońmi z opcją na fortepian. Twarz blada, piegi jw. Głowa zaś totalnie made in Poland – nie lubi fryzur – najlepiej czuje się łysa lub kompletnie zarośnięta.

Moja joga polega ostatnio na afirmowaniu całej tej orientalistyki w celu integracji tych trzech odległych lądów. Potem medytuję i tak uczę się siedzieć coraz dłużej. A jak to opanuję, to może zacznę normalnie chodzić. Jak człowiek z jednej gliny.

W sumie nic poważnego mi nie dolega. To nawet imponujące, że wykonano 20 zdjęć USG mych kończyn dolnych. Badanie polegające na obślinieniu sobie nóg żelem USG i przekręcaniu się z boku na bok pod urządzeniem, które widzi w głąb ciała, było dla mnie chyba najdłuższą porcją uwagi, jaką kiedykolwiek obdarzyłam swoją dolną połowę ciała – czyli połowę mnie. Mam żylaki. Brzmi to brzydko i ładne nie jest. Przyczyną są geny. Choć ćwiczę, jestem lekka, nie jem zbyt dużo soli i jestem weganką, mam tę dolegliwość. Jakieś dziesięć lat temu nie lubiłam moich nóg za kształt, a dziś wiem, że byłam zbyt krytyczna, bo są ładne, tylko zachorowały. I może też dlatego zachorowały, bo je tak traktowałam. Dla mnie to wstyd, bo niekochane przez właściciela części zgłosiły się po miłość i pomoc. Ostatnie lata żyłam, jakbym nie miała nóg. Dziś je przepraszam.

Kobiety potrafią tak funkcjonować, że wypierają jakąś swoją część, mijają lata, a ich najbliżsi jej nie widzą. W przypadku nóg to oznacza właściwie połowę osoby. A więc moi najbliżsi mnie nie widują w całości. Całe lato chodzę w długich luźnych tajskich galotach i długich spódnicach hippie.

Nie mam jakiejś kosmicznej wizji na temat tego, jakie nogi są super. Lubię obczajać nogi innych pań, gdy nie są boskie, ale takie się czują. Lubię takie silne, konkretne, szczęśliwe. Rozmawiałam z kobietami wyposażonymi w nogi niezłe. Bo jakoś nikt nie pyta Naomi, jak to jest mieć ciało bogini, a może powinien. Skoro nie wiemy, jak to jest, to nie wiemy też, czego pragniemy, i wtedy to marzenie staje się dla nas jeszcze bardziej odległe. I tak Aga Zaryan pozwoliła mi dziś przekazać światu – czyli czytelnikom „Zwierciadła” – że ona lubi swoje nogi. Może mieć najgorszy dzień z najniższą samooceną, ale zakłada wielkie czarne okulary, czochra swój blond i obnaża nogi. Rusza w świat „Looking Walking Being”.

Moja przyjaciółka, do której zwracam się: „Miśku”, ma boskie nogi, o jakich marzą kobiety. Szczupłe, długie i smukłe z każdej perspektywy, z widocznymi mięśniami i subtelnym, szlachetnym, delikatnym kolankiem. Dżinsy są obelgą dla tych nóg. Nie może też nosić sukienek, tylko bluzki takie za pupę. Mówi, że cały dzień żałuje, że jest tak wysoko i ich nie widzi, dopiero docenia je, gdy ładnie ułożą się w lotosie. Paulina Przybysz, siostra ma, powiedziała: „patrzę na nie i widzę, że jest nieźle, że miał w to wkład dziadek Lutek i mama”. Fajnie jest iść w tych butach na wysokich obcasach zimą w grubych rajstopach: łup, łup – zarządzać krokiem i myśleć po przyjacielsku o Kate Moss.

Ja dziś ślubuję pokochać, zadbać i zintegrować się z moimi nogami. Zawołam, jak śpiewa Maria Peszek: „Ciao, ciało”, i zapytam : Co Ci się stało? Wiem, kochałam Cię za mało!