Operacja plastyczna

Ile jest złości w złości? I czy koniecznie trzeba ją manifestować, skoro piękności szkodzi. Piękności i nie tylko?
Kiedy się zeźlisz, a czoło marszczy ci się od dobrych paru minut i wiesz doskonale, że gdyby ktoś ci teraz powiedział: „no, już dobrze, uśmiechnij się”, mógłby się solidnie nasłuchać, to właśnie najlepszy moment na małą psychochirurgię lub – jak kto woli – neurodrylowanie mózgu.

Spytasz: „skąd u Marysi takie słowa?”. Otóż „Chirurdzy” się skończyli, ale oglądam kolejny sezon „Dr. House’a”. Pewnie jak się skończy, zacznę od początku oglądać oldskulowy „Ostry dyżur”. Ale wracając do wątku: co mnie dziś trapi… Otóż jesień prawie przez całe lato, pranie więc nie schnie, konkubent bałagani, dziecko już się wyspało o 6.30, psy nie mają co jeść, mejl z załącznikami jest za duży i wraca, trzeba zrobić z niego siedem małych, przyszło wezwanie do zapłaty za wywóz nieczystości stałych… I co teraz? Gonitwa myśli i gonitwa w ogóle, żeby opanować zapętloną domową sytuację.

reklama

Dostaję link do filmu o pani, która robi sztuczne dzieci. Oczywiście, rzecz się dzieje w Stanach. Sprzedaje je głównie kobietom, które straciły swoje własne. Lalki robi na podobieństwo świętej pamięci potomstwa, dodatkowo dla podniesienia złudzenia autentyczności sztuczne dzieci utrzymują naturalną temperaturę ciała. W jakim stopniu pomagają ukoić ból po stracie prawdziwych synków i córeczek – to odrębna sprawa.

A tymczasem trzy dni temu w Ząbkach, w lesie, po którym biegałam, a teraz jakoś zupełnie nie mogę, babcia zastrzeliła swoje niepełnosprawne wnuki, a potem siebie. Aaaaaaa. Użyłam siedmiu takich samych znaków, żeby podkreślić wam natężenie wrzasku w moim mózgu. Czuję paraliż, bo żaden ruch mojego ciała ani twarzy nie potrafi zmienić tych faktów.

Zmarszczone czoło, zgniecione powieki, a wszystko zakończone wyostrzonym niekorzystnie, wydłużonym tymczasowo nosem. Towarzyszy temu zacisk szczęk i ust jak u Holly Hunter w pamiętnej roli w filmie „Fortepian” w reż. Jane Campion.

Ten układ mięśni twarzy nazywam postawą „dziuganą” i przedstawiam Państwu na rycinie nr 1. Wyostrzony koniec nosa dźga rzeczywistość.

Właściciel miny-postawy jest jak zahibernowany: nie korzysta z niczego z zewnątrz: ani z piękna sztuki, ani z napływających szans, ani spotkań (czyli tego, co symbolizują na rycinie strzałki). Ma ona jednak, ta postawa, swoją alternatywę. Nie ruszając się z miejsca, polecam przyjąć zupełnie testowo, chociaż na minutę, postawę żagla. Trzeba go tam wciągnąć, oczywiście mentalnie. To jeden moment wysiłku na rzecz umysłowego zwrotu. Ale nie tak fundamentalnego jak nowa wiara, dieta czy ważne postanowienia. Rozluźniamy polik i formujemy minę „oesu”. Jest to tak zwane bluźnierstwo „O jezu!”, ale z lekkim opadem szczęki, oczami wywróconymi do góry z myślą „znowu to samo”. Wypuszczamy powietrze. Spokojnie. Rycina nr 2 przedstawi dowód na większą wydajność tej postawy. Energia „ciągnięta” przez strzałki znajduje przepływ w szparach i choć brak nam entuzjazmu, sama podejmuje pewną perspektywiczną aktywność, nawet trzecie oko sobie znajdzie.

Chętnie poprowadzę zajęcia indywidualne. Trwają około minuty i są strasznie drogie, czyli super, bo szybko i na bank działa.