Tomasz Jastrun: Małpia złośliwość

123rf.com

Nienawistnik wrzucił mi do skrzynki zdjęcie z dorobioną fioletową peruką.
Zwiedzałem w Indiach starożytną świątynię oplecioną grubymi winoroślami jak wężami, stada małp dodawały kolorytu malowniczym murom. Poczułem nagle wilczy głód. Miałem przy sobie banana i dalej nim się raczyć. Nie zjadłem wiele. Jedna z małp z małpią zręcznością skoczyła i wyrwała mi go z ręki. Kiedy rzuciłem się bronić swego, wyszczerzyła zębiska. Po czym przeniosła się godnie na niedostępny mur i patrząc mi bezczelnie w oczy, spożyła z apetytem banana. W finale rzuciła we mnie skórką. Upokorzenie było niby-odzwierzęce, a jednak jakoś ludzkie. To był akt agresji opartej na walce o byt, o jedzenie.

W świecie człowieka więcej towarzyszy temu komplikacji, również za sprawą moralności. Jednak jeśliby poskrobać, źródła nienawiści i zawiści mają ten sam fundament, to pierwotna konkurencja o byt, o przetrwanie. Sumienie, prawo, obyczaje, to one wiele z tego, co w nas złowrogie, obudowują pozorami. A wystarczy nietypowa sytuacja, aby sfera ukryta się ujawniała. I to nie musi być wojna. Na współczesnych dzikich polach Internetu ludzie czasami zmieniają się w duchy bez płci, imienia i ciała. I bez moralności. Człowiekowi szkodzi, kiedy jest zniewolony, ale też jeśli ma za wiele wolności. Tabuny bezcielesnych skunksów naznaczają wirtualne przestrzenie. Jak tupnie się nogą, uciekają. Najbardziej boją się światła, zawsze w mroku, by nikt nie odczytał ich imienia.

Rzadko wchodzę w Cloaca maxima komentarzy Internetu. Na stronie „Zwierciadła” prowadzę jednak blog. Kilka miesięcy temu zadomowił się tam nienawistnik. Jak to z pasożytami – niezbędne mu moje życie, więc pracowicie je zgłębił. Nienawistnik wcielał się w różne postacie, ale nauczyłem się omijać te wpisy jak psie odchody. Czytelnicy jednak reagowali na akty agresji też agresją, konsternacją lub nawet trwogą. Więc toksyny nienawiści pośrednio do mnie docierały. W ślad za mrocznym cieniem pojawiło się kilka innych. Gdy ktoś napaskudzi, po chwili znajdą się naśladowcy. Nienawiść przyciąga nienawiść. Wobec niej bywa bezradna nawet potęga państwa. Tak zginął pierwszy polski prezydent. Nie da się do końca upilnować nienawistnika. Uwielbia niepokoić, jeśli nie może więcej, tym się zadowala. Zetknięcie z żywą, rozwibrowaną wrogością musi budzić niepokój. Mój nienawistnik w końcu zakradł się pod dom i wrzucił mi do skrzynki zdjęcie z dorobioną w Photoshopie fioletową peruką. Mogłem w końcu rzecz zgłosić na policję.

Czy da się skorzystać na nienawistniku? Tak. Podobnie jak można na każdym nieprzyjacielu. Najpierw nauczyłem się tego w tenisie, potrafię zabierać energię kąśliwej piłce i przekazywać ją w odpowiedzi. Od wielu lat piszę mocne teksty polityczne. Nauczyłem się olewać złorzeczenia, a nawet czerpać z nich satysfakcję. Złorzeczą, więc trafiam w cel (na marginesie skala nienawiści w polskiej polityce, w Internecie jest czymś jednak szczególnym na tle Europy Zachodniej).

Miałem więc i z powodu nienawistnika nowe cenne doświadczenie. Kiedy próbowałem zidentyfikować osobę, wyświetliła mi się w głowie lista ludzi, którzy mogą mnie nienawidzić, a potrafią być podli. Im mocniej ktoś żyje, im więcej mu towarzyszy pozorów powodzenia, tym więcej wrogów. Toksyczny nieudacznik cierpi, jak komuś coś się udaje. Z natury nie jestem podejrzliwy. A tu kilka osób skrzywdziłem podejrzeniem. Łatwo uruchamia się paranoja podejrzeń (ileż razy w historii prowadziły one do wielkich nieszczęść w skali społecznej). Trafna identyfikacja osoby pozwoliła mi o niej pomyśleć jako o kimś chorym i cierpiącym. To, co złowrogie, staje się nagle żałosne.

Nienawiść to cierpienie, które w lepkim mroku nie potrafi znaleźć choć drobinki światła.