Tomasz Jastrun: Przegapiony

Przegapiony
123rf.com

Czemu nie zrobić sobie zabiegu, tak ciut na skroniach, i już!
Antoś pytany o wiek chętnie mówi: „Ja mam pięć latek i pół. Mama cztery i zero. A tata ma 61 latek!”. Dumny z dorobku taty. Fryzjerka śmieje się: „Antosiu, jakby tata usłyszał, ile ma według ciebie lat, toby ci dał”. W kilka dni potem patrzę w szklany dach naszej pięknej sali w wydawnictwie, z widokiem na Wisłę i praski brzeg ze Stadionem Narodowym. Akademia Zwierciadła, prowadzę warsztaty dziennikarsko-literackie. Prosiłem o napisanie dziennika w trakcie zajęć. Ktoś notuje: „Tomasz Jastrun wygląda całkiem miło, ale jest już w słusznym wieku”. Myślę: „Słuszny wiek nigdy nie ma racji”. Koleżanka notuje: „Wygląda starzej niż na zdjęciach”. A ja dałbym się zabić, że jest odwrotnie.

Dzwonię do przyjaciółki, która mieszka na Malcie, opowiadam o swej przygodzie, śmieje się, chociaż ma męża po wylewie i nie powinno jej być do śmiechu. Mówi: „Wyglądasz staro, bo masz dramatyczny wyraz twarzy, za mało ćwiczeń duchowych”. Ale mnie pocieszyła! Nie jestem zdruzgotany, ale jakoś mi niewyraźnie. Niby człowiek wie co i jak, ale łatwej, jak to ukryte za mgłą. Spotkanie z Anią. Mieszka za granicą, tyle lat się nie widzieliśmy, zmieniła się nie wiedzieć kiedy w starszą panią. Patrzy, czuję, że bada, czy ja też. Wygląda na zadowoloną. Wiem, że kilka lat temu miała operację plastyczną, byłem zły, że się wygłupia. Siedzimy teraz twarzą w twarz, uwięzieni we własnych spojrzeniach. Nagle mówi: „Powinieneś zrobić mały zabieg, te bruzdy na policzkach, wyglądałbyś młodziej”. Co takiego! Moje dwie bruzdy? Wyżłobiły je wszystkie me dramaty i radości. To rzeźba życia. W domu, w łazience, przyglądam się bruzdom. Ojciec miał takie same. Nie znosił ich, bił się nawet czasami w twarz, wściekły na zmiany, jakich w nim dokonał czas.

Ja tylko patrzę ze zdumieniem, że już tak głębokie? Nagle podciągam skórę na skroniach. Nie do wiary, bruzdy znikają. Wyglądam o wiele lat młodziej. Tylko twarz mam teraz jakby bez wyrazu. A gdyby tak jeszcze ufarbować włosy? Chodzę po łazience z rękami przy skroniach – super. Na noc tylko będę opuszczał ręce, a za dnia tak „skroniowo”. „Czemu tak trzymasz ręce” – pytali będą znajomi. „Skronie bolą” – odpowiadałbym. E tam, nie pytaliby. Nikt przecież by mnie nie poznał.

I nagle myśl: „Czemu nie zafundować sobie zabiegu, tak ciut na skroniach, i już!”. Byłem wrogiem operacji plastycznych, kiedy problem mnie nie dotyczył. Mądrzyłem się: „Czas nas rzeźbi przez lata”. Ale tak ciut podciągnąć, czemu nie? Mam jednak teraz inne zmartwienia. Zawsze byłem dumny ze swoich zębów. To też trafia. Bardziej przeżyłem utratę pierwszego zęba w młodości niż teraz wielu. Ale martwi konieczność zrobienia trzech implantów. Mogliby za takie upokorzenia przynajmniej płacić.

Piszę te słowa w Sopocie. W oknie śnieżnobiałe dachy, nie gorsze niż te Paryża, ale tu w puencie niebieskie morze. „I biały żaglowiec oparty na wietrze”. Dziś kończę 62 lata. Idę sopockim Monciakiem po wieczorze w Bookranii, gęsto od młodzieży. Tyle urody, krzepy. Zazdroszczę? Młodzi mają przewagę nad starymi, starzy nad martwymi, a martwi nad tymi, którzy się nigdy nie narodzili. Nie ma co tak się licytować, nikt nie wygra. Oszałamia widok dziewcząt lekkich obyczajów, czerwone szpile jak wieżowce, ostry makijaż. Dalej grupki takich samych. Zdumiewa ich niewinny wyraz oczu. Ktoś rozdaje zaproszenia do pubów, a mnie pomija, jakbym był przezroczysty. Tak młodzi przegapiają już przekwitłe kobiety. Spotykam znajomą: „Co się tu, na Boga, dzieje?”. Zdziwiona: „To nie wiesz, że dzisiaj tak wyglądają nastolatki, kiedy idą
w sobotę się zabawić”. Przegapiony, to też przegapiłem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »