Wewnętrzny drogowskaz

123rf.com

Poczucie winy jest jak ćmiący ból zęba. Da się z nim żyć, ale niezbyt przyjemnie. Nic dziwnego, że oczekujemy od terapeuty, aby nas od niego uwolnił. Niestety, poczucia winy zwykle nie da się usunąć bez zmiany sytuacji. A tej musimy dokonać sami.

Mariola, 29 lat, elegancka kobieta w niezłym samochodzie, studiuje już trzeci kierunek.
– Nie wiedziałam, co chcę robić w życiu, studiowałam ochronę środowiska i zarządzanie, ale to nie dla mnie. Wreszcie znalazłam to, o co mi chodzi. Właściwie od dziecka chciałam być lekarką, ale nie miałam odwagi. Nie wierzyłam w siebie. A teraz jestem już na trzecim roku, zaraz będzie z górki – opowiada radośnie o swoich sukcesach, których sama się nie spodziewała. Pochodzi z małej wioski, w jej rodzinie nikt nie studiował, a ona, proszę! Mieszka w stolicy, jeździ samochodem, będzie lekarką, ma z czego być dumna. Ale całą przyjemność zepsuła jej niedawno starsza siostra.
– Nawrzeszczała na mnie, że wpędzam matkę do grobu – Mariola ma łzy w oczach.
– A wpędza pani?
– Skądże! Mama powinna się cieszyć. Ja jej to wszystko wynagrodzę, jak skończę studia, ale teraz jeszcze nie mogę, te studia są wymagające, mama obiecała, że będzie mi pomagać, dopóki się uczę. Ja trochę pracuję, ale mało, bo muszę wkuwać.

reklama

Od słowa do słowa sytuacja staje się jasna. Mariola zarabia na osobiste wydatki. Mieszkanie i całą resztę opłaca mama, starsza pani na emeryturze, bo Mariola jest późnym dzieckiem. Dotąd wszystko było w porządku, ale mama zachorowała i konieczne są wydatki na leczenie. Mama nadal pomaga Marioli, ale dziewczyna wie, że robi to swoim kosztem. Nie starcza jej pieniędzy na życie. Mariolę bardzo to martwi, ale co ma zrobić? Przecież nie przerwie studiów. Zresztą ta inwestycja w córkę się mamie opłaca, bo jak Mariola skończy studia i zacznie zarabiać, to mamie nie zabraknie niczego. Ale siostra Marioli nie przyjęła tego argumentu.

„Boję się, że nie zdążysz się mamie zrewanżować” – powiedziała, burząc tym samym spokój sumienia Marioli. Mariola jest zła na siostrę, która skończyła tylko zawodówkę i nie rozumie jej aspiracji. Ale gdzieś pod tą złością kryje się poczucie winy, które podpowiada Marioli, że nie jest w porządku, żyjąc do tej pory na koszt mamy. Bardzo by chciała, żebym ją uwolniła od tego poczucia. Niestety, to nie w mojej mocy. Nie mam wpływu na czyjeś sumienie. Wiem tylko, że warto je traktować jak drogowskaz. Zamiast przysypywać poczucie winy złością na siostrę, lepiej znaleźć rozwiązanie sytuacji. Bo czy jedynym sposobem na ukończenie wymarzonych studiów jest życie na koszt matki emerytki?

Mariola zaczyna szukać innych sposobów i okazuje się, że można je znaleźć. Wystarczy więcej pracować albo sprzedać samochód, albo… Ale nawet gdyby się nie dało nic wymyślić, czy mamy prawo żyć na cudzy rachunek? A jeśli już się na to decydujemy, jakieś koszty musimy ponieść. Choćby w postaci poczucia winy, które informuje nas, że nie jesteśmy w porządku.
40-letnia Maria od roku ma kochanka i poczucie winy, że zdradza męża. Od roku mierzy się z decyzją: porzucić męża czy kochanka? Bez rezultatu. Bo co ma wybrać? Może chociaż powiedzieć mężowi? To oznaczałoby koniec ich małżeństwa, zniszczenie domu, który daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa, a na to Maria nie może się zgodzić. Zerwać z kochankiem?

Za nic! Całe życie marzyła o wielkiej miłości i on jest właśnie spełnieniem tych marzeń. Czuły, delikatny, troskliwy. Gotowy czekać na to, co Maria zdecyduje. A Maria miota się i cierpi, ale wciąż nic nie postanawia. Dlaczego? Wszystko wskazuje na to, że już wybrała. Bezpieczny dom i od czasu do czasu cudowne spotkanie z kochankiem. Gdyby nie to, że Maria ma poczucie winy, byłaby szczęśliwa. Niestety, poczucie winy jest wpisane w tę sytuację. Przypomina Marii, że to, co robi, nie jest w zgodzie z jej wartościami, wśród których wierność i uczciwość zajmują wysoką pozycję.

Za każdy wybór płacimy jakąś cenę. Także wtedy, gdy pozornie wcale nie dokonujemy wyboru. I może dobrze, że nie ma od tego ucieczki, bo wtedy stracilibyśmy coś bardzo cennego – informację o tym, jak oceniamy to, co sami robimy. Poczucie winy z powodu niewierności to pewnie mniejszy koszt niż rozwalenie domu albo rezygnacja z wielkiej miłości. Ale liczenie na to, że można mieć wszystko, nic za to nie płacąc, to już przesada. Choć bywa, że poczucie winy zwodzi na manowce. Zwłaszcza wtedy, gdy nie wynika ono z naszych, lecz z cudzych przekonań.

Monika, 37 lat, matka trójki dzieci, od 8 lat nie pracuje zawodowo, żeby móc się nimi zajmować, ale jest coraz bardziej nieszczęśliwa, co strasznie złości jej męża.
– Każda kobieta chciałaby być na jej miejscu!
– wygłasza mąż z przekonaniem. – Mamy piękny dom, na który zarabiam, ona ma tylko wychowywać dzieci. Nie oczekuję, że będzie mi za to dziękować, ale mogłaby chociaż być zadowolona, że stworzyłem jej takie warunki!
Ale Monika nie jest, choć bardzo by chciała. Obwinia siebie, że widocznie jest złą żoną i matką, skoro zajmowanie się domem i dziećmi nie jest tym, o co jej chodzi. A powinno.
– Dlaczego powinno? – pytam.
– Bo to jest powołanie każdej kobiety! – odpowiada mąż, który nie ma w tej sprawie żadnych wątpliwości.
– Pani też tak uważa? – pytam dalej.
– Wiem, że dla dzieci najlepiej, żeby były z matką. Ale to już trwa ósmy rok. Chciałabym iść do pracy, mieć swoje życie – odpowiada Monika.
– To nie jest twoje życie? – pyta mąż i Monika natychmiast czuje się winna. Wcale nie dlatego, że jest złą matką, choć w pierwszej chwili tak jej się wydaje. Ale tak naprawdę czuje się winna, że nie potrafi się wpasować do cudzego obrazka, do którego od lat dzielnie się dostosowuje. To nie ma nic wspólnego z tym, jaką jest matką.

Poczucie winy może trzymać nas w miejscu albo sprawić, że kręcimy się w kółko. Tak jak źle ustawiony drogowskaz. Dlatego warto sprawdzić, czy na pewno my go stawiamy. Jeśli tak – nie ma rady, trzeba się z nim liczyć, zamiast się tłumaczyć i usprawiedliwiać. Jeśli nie – warto szukać własnej drogi, która zwykle różni się od cudzych wizji.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »