Zawracanie Wisły… biustem

„Pamiętaj, Joe, jeśli ktoś na tym świecie do czegoś doszedł, to tylko dlatego, że ktoś starszy, mający władzę, tego sobie życzył”. Te okropne, acz prawdziwe słowa wypowiadał do mnie co wieczór Roy Cohn, w dodatku głosem Andrzeja Chyry, w spektaklu „Anioły w Ameryce”. Zapadły mi w pamięć. I choć znam wyjątki, które wydają się odbiegać od tej teorii, to jednak, niestety, wspomniany cytat znajduje na ogół potwierdzenie…
No dobrze, załóżmy, że to prawda. Kto zatem, do jasnej ciasnej, stoi za karierami niektórych indywiduów?! Kto, na ten przykład, życzył sobie, żeby doszła do czegoś pewna pani, co to ją mam na myśli? Nie, żebym jej źle życzył, ale pewne pytania nie dają mi spokoju. Pani Co-To-Ją-Mam-Na-Myśli jest w posiadaniu biustu. Nie byłoby to oczywiście nic nadzwyczajnego, zważywszy na płeć, którą reprezentuje, gdyby nie fakt, że na tym jej atuty wydają się w zasadzie kończyć… Biust, co prawda, a i owszem reprezentacyjny, w innych okolicznościach, a i owszem dopuszczalny, ale jeśli tylko on ma wystarczyć, to człowiek, nawet płci przeciwnej i nawet będący entuzjastą tego fragmentu kobiecości, zaczyna się zastanawiać…

reklama

I nie chodzi o to, że tenże biust nas bulwersuje. Wiemy, że biust może służyć nie tylko do wykarmienia potomstwa, a nawet do innych obojgu przyjaznych uciech. Wiemy i – chcąc nie chcąc – uznajemy, że tenże biust, przy nie do końca świadomym akompaniamencie właścicielki, może nawet posłużyć reklamie obuwia, cytrusów, silników wysokoprężnych, margaryny, kredytu itp. Wiemy, że miejsce tego biustu, oprócz stanika, jest w magazynach dla mężczyzn, na stronach WWW, w rewiach, kampaniach politycznych, dziełach sztuki, herbach miast, pomnikach zwycięstwa itd. Tu mamy zgodę. Ale w pewnych okolicznościach, w pewnych miejscach, w pewnym towarzystwie posiadaczka Biustu Co-To-Go-Mam-Na-Myśli powinna reprezentować coś ciut więcej niż swój dekolt. A jeśli nie potrafi nic innego, no to trudno, może poczekamy, aż się nauczy. A jednak… A jednak tak nie jest. Pani Co-To-Ją-Mam-Na-Myśli jest wszędzie. I na salonach, i na bankietach, i w telewizji śniadaniowej, i w telewizji popołudniowej, i telewizji wieczornej, i na okładce „Vivy”, i na okładce „Gali”, i w Pudelku, na Deserku i u Kuby, na Kubie, na szczeblu wojewódzkim, powiatowym, narodowym i międzynarodowym, i w Ameryce, i w pałacu. To nic, że Pani Co-To-Ją-Mam–Na-Myśli nie potrafi sklecić zdania po polsku. Nic nie szkodzi, po co nam polszczyzna w telewizji?! Ważne, żeby nie zapomniała wziąć biustu, bo z tego kłopotu by się nie dało wybrnąć. No dobrze, ale co dalej? Jak już się tą panią troszkę nasyciliśmy, to co dalej?! Jest! Nowy wspaniały, genialny w swej prostocie pomysł! Siostra Biustu Co-To-Go-Mam-Na-Myśli! Rewelacja! I od nowa „Viva”, „Gala” i Pomponik. Karuzela rusza od nowa!

Niestety, sprawa nie kończy się na tej jednej pani i jej rodzeństwie. Takich pań i takich panów mam na myśli dużo więcej. I wiem przecież, że tak być musi i że biustem Wisły nie zawrócimy. Najgorsze jest to, że te troszkę poważniejsze media coraz chętniej wplątują się w te szmatławo-brukowe historie. Także, drogi Kubo, nie zapraszaj już biustu, proszę Cię!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »