Znieczulanie

Patrzę, jak moja żona karmi piersią Frania. I myślę: „co za wzajemne upojenie, jaka to wielka, pierwotna siła”. Ona potem określa nasze życie uczuciowe – jest u źródeł pocałunku, pocieszania się jedzeniem, trzymania w ustach papierosa… I potrzeby wzajemnego przytulania się do siebie jak do matczynej piersi. Przypomina mi się ironiczna definicja randki w restauracji: „karmienie upatrzonej samicy”.
Diane Ackerman kiedyś pytała: „Skąd ta wiara, że łącząc nasze ciało, myśli i losy z drugą osobą, wyleczymy się z uczucia samotności?”. Ja myślę, że z rozpaczy. Co nam zostało? I zgadzam się że: „[…] wyłącznym, absolutnym stanem doskonałej jedności jest dziecko kołyszące się w łonie matki, jak jakiś maleńki szaleniec w wyściełanej celi, złączone z nią, czujące w swoim ciele jej krew, hormony i nastroje”.

reklama

Czy dorosła miłość jest próbą takiego powrotu? Od kiedy miłość jest dorosła? Do niedawna kobiety spędzały większość czasu pod kluczem, niczym domowe sprzęty. W starożytnej Grecji, wyidealizowanej przez tradycję, jedynie mężczyźni mogli otwarcie nawiązywać romanse. Wczesne średniowiecze to zasady rycerskie, trubadurzy, potem stalowy gorset zakładany na erotykę przez religię. Teolodzy pisali: „Białogłowa jest przyjemna dla oka, lecz jej dotykanie jest zdradliwe, a związek z nią śmiertelny”; „jest złem koniecznym, naturalną pokusą”. W renesansie było wiele sprzeczności. „Mężczyźni gardzili kobietami i wielbili je, uważali za święte i kłamliwe, anioły i nierządnice”, pisano. Głównym powołaniem kobiety, jej profesją, była ciąża. Miłość w wieku XIX nie kojarzyła się bynajmniej z małżeństwem, to był układ. Mickiewicz ożenił się właściwie przypadkowo. A potem zdradzał żonę na potęgę, również z nianią swoich dzieci. Miłość romantyczna istniała, ale to nasz wiek dał jej postać czystą. Wielką zmianą jest wolność wyboru, również partnera i uczuć. Wydawało się, że to da nam szczęście. Czy dało?

Jesteśmy świadkami śmierci papierowego listu, co stanowi wydarzenie doniosłe. Nadal jednak trwa podsycanie uczuć przez listy, teraz mejlowe. Zygmunt Krasiński, nie dysponując Internetem, ułożył do Delfiny Potockiej kilka tysięcy listów i biletów. Józef Ignacy Kraszewski, będąc jak na owe czasy człowiekiem w wieku podeszłym, zakochuje się listownie w młodej dziewczynie, którą zna tylko z fotografii. Pisze do niej: „Do tego majestatu królewskiego młodości nie jestże świętokradztwem zbliżyć się mnie, moja Jadwiniu, zawsze powiem, ruinie… Ale kwiatki kwitną przy ruinie nieraz i życie im dają. Taka ty jesteś w moim życiu”. Jadwinia była jednak na tyle rozsądna, by nie sprawdzać tej ładnej metafory w życiu.

Erotykę tak szczelnie owinięto w bibułki, że można wątpić, czy miłość romantyczna mogła mieć wymiar fizyczny. „Ja kobiet nie cierpię, ja tylko anioły kochać mogę”, pisze Krasiński. Zbliżenie fizyczne zagrażało tej anielskości. Ale przecież do zbliżeń dochodziło, czego dowodem były dzieci, więc w praktyce musiało to wyglądać podobnie jak dzisiaj. Oni tylko słowa i myśli doprowadzali do wrzenia, co dzisiaj czasami wzrusza, ale częściej śmieszy. Jak dziewczyna przyjmie list internetowy od chłopaka: „Chciałbym mieć przed sobą tablicę z lawy wrzącej, z rozczerwienionego żelaza i palec umoczywszy w krwi serca, pisać na niej niecierpliwość moją” [Krasiński]. Marek Hłasko po ucieczce z kraju już tak nie pisał do Osieckiej. Ale jednak pisał: „Gdyby mi ktoś powiedział, gdybym miał choć odrobinę gwarancji, że będę mógł być z Tobą choć przez rok, choć przez pół roku, a potem – śmierć, tobym przyjechał do Ciebie. To nie melodramat; to wyznanie tego, który na pewno – z całym idiotyzmem i kabotynizmem – najwięcej Cię kochał. W końcu przyjdzie taka noc, kiedy prześpisz się z innym”. Romantykowi to ostatnie zdanie nie przeszłoby przez pióro. Komentarz do tej sytuacji Osiecka skreśliła później: „Nie można kochać się delikatnie i nie można rozstać się delikatnie”.

Delikatnie nie delikatnie, jedno jest pewne: nie da się znieść małżeństwa bez jakiegoś znieczulenia. A seks cudownie znieczula. Amen.

Więcej na http://Jastrun.zwierciadlo.pl/blog