Hanna Samson: Francuska lekcja

fot.123rf

Na studiach uczono mnie, że frustracja wywołuje agresję. To oczywiste, że złościmy się, gdy coś przeszkadza nam osiągnąć cel lub utrudnia zaspokojenie potrzeb. Dzieje się to automatycznie, bo czy można reagować inaczej? Można. Na własne oczy widziałam we Francji.
Miejscowość narciarska, pora schodzenia ze stoku, cały czas pada śnieg. Mężczyzna schował już narty do samochodu, który ledwie widać spod śniegu, teraz zaczyna go odśnieżać: szczotka, skrobaczka, widzę z końca ulicy, jak się uwija. Jestem już blisko, gdy wreszcie wsiada do auta i chce ruszać, ale zza rogu wyjeżdża pług śnieżny, więc czeka, żeby go minął. Pług zgarnia śnieg z ulicy, tworząc zaspy po bokach. Jedna z nich powstaje tuż za samochodem mężczyzny, który miał wyjeżdżać. – No nie! Jak on mógł mu to zrobić! – w myślach oburzam się na kierowcę pługa. Mężczyzna wysiada z samochodu i patrzy z niedowierzaniem na wielką zaspę blokującą mu wyjazd. Jestem pewna, że zaraz się zacznie! Pług jest jeszcze blisko, pewnie facet podbiegnie, żeby zrobić kierowcy awanturę, a przynajmniej zacznie bluzgać pod jego adresem. Ale on stoi i patrzy oniemiały, a w końcu wybucha śmiechem.

reklama

– Widziała pani, jak mnie załatwił? – pyta. – A już miałem odjeżdżać!

Mężczyzna śmieje się głośno, a ja razem z nim, choć nie rozumiem, co mówi, więc powtarza mi to po angielsku. Śmiejemy się, bo to naprawdę komiczna sytuacja, samochód ledwie widać zza tej zaspy, nie mam pojęcia, jak on stąd wyjedzie.

– I co pan zrobi?

– Godzinka, dwie i jakoś to odgarnę. – Z uśmiechem zaczyna rękami przerzucać śnieg, a ja nie dowierzam.

– Nie jest pan zły na tego kierowcę?

– Taką ma robotę. Niektóre samochody stoją tu tygodniami. Pewnie nie zauważył, że chcę wyjechać.

I już. Koniec sytuacji. A ja nie mogę wyjść ze zdziwienia, że ten facet nie zareagował złością. Że umiał spojrzeć z perspektywy kierowcy pługa. Że umiał się śmiać i jeszcze miło ze mną porozmawiać!

Wyobrażam sobie, jakby to zdarzyło się w Polsce. Facet pobiegłby za kierowcą pługa albo chociaż dogonił go wrzaskami. A ile padłoby przekleństw, które dobrze znamy z naszych ulic! Przesadzam? Nieraz widziałam awantury ze znacznie bardziej błahych powodów. Ktoś mi coś zrobił? Niechcący, nieświadomie, nieważne. Zawsze można mu przypisać złe intencje. Bo jak on mógł! Ja chciałem wyjechać, już odśnieżyłem samochód, a ten myśli, że wszystko mu wolno?! Ja mu pokażę!!!

Nawet jeśli to był przypadek, a nie wyraźna różnica kulturowa, to ten przypadek w Polsce raczej nie mógłby się zdarzyć. Nawet w narciarskiej miejscowości, gdzie jesteśmy bardziej wyluzowani niż w mieście i mniej się spieszymy, ale przecież nasze ego jest tam z nami. A ono nie pozwoli na to, by ktoś bezkarnie nas lekceważył i w dodatku utrudniał nam życie!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »