Hanna Samson: Puszczajmy się!

fot.123rf

Jedna z zabawnych grafik Marty Frej przedstawia siedem kobiet wiszących
na drążkach. Napis głosi: „Puszczamy się, kiedy chcemy!”. To stan postulowany. W rzeczywistości trzymamy się kurczowo byle czego niczym ostatniej deski ratunku.

O lęku przed zmianą pewnie już nieraz pisałam, ale co jakiś czas uderza mnie na nowo nasza wytrwałość w bronieniu się przed nią. Jest nam źle, cierpimy, ale zmienić to? Brr! Nie ma takiej możliwości. Tkwimy w kiepskich sytuacjach, choć z zewnątrz dobrze widać wyjście. Siedząc wewnątrz, nie chcemy go zobaczyć. A jeśli już widzimy, to nie wydaje nam się atrakcyjne. Jakby to wyjście prowadziło w pustkę, a nie na wolność.

reklama

Spotykam się ostatnio z grupą młodych kobiet, które chcą się nauczyć tworzyć dobre związki. Marzą o tym, żeby w końcu założyć rodzinę, mieć męża i dzieci, a ciągle są same albo ładują się w historie bez przyszłości.

Paula ma 33 lata, duże sukcesy w pracy, własne mieszkanie i wielu przyjaciół, ale od lat nie ma chłopaka. Jest bardzo atrakcyjna, łatwo nawiązuje kontakty, dużo podróżuje, obraca się w wielu środowiskach, więc dlaczego jest sama, skoro nie chce? Historia tajemnicza, ale Paula ją w końcu wyjaśnia. Od lat kocha mężczyznę, który wkrótce po zawarciu znajomości powiedział jej, że jest gejem. Nadal jednak okazywał jej zainteresowanie, a któregoś dnia wyznał, że ją kocha. Kocha również swojego partnera, z którym jest w szczęśliwym związku, ale z Paulą chętnie spędza czas. Czasem ją przytula; gdy Paula płacze, głaszcze po głowie, pociesza, ale nigdy nie zrobił nic, co wykraczałoby poza przyjacielskie gesty. Jego partner również lubi Paulę, więc ona często przebywa z nimi dwoma, patrzy na ich cudowny związek i cierpi, że jest poza nim, choć obaj otaczają ją przyjaźnią. Paula wie, że tu się pewnie nic nie zmieni i przeżywa tragedię.

– Dlaczego z tego nie zrezygnujesz? – pytają dziewczyny z grupy.
– Jak mogę zrezygnować?! To największa miłość mojego życia!

Paula jest wściekła na dziewczyny, że nie widzą tragizmu sytuacji, która jest osią jej życia. Żałuje, że zdradziła nam swoją tajemnicę. Nie chce słyszeć, że on jej nie kocha, że to ślepy zaułek, choć w zainscenizowanej scence znacznie lepiej się czuje, gdy stoi dalej od tych dwóch chłopaków, niż wtedy, gdy jest z nimi. Lekceważy własne odczucia, bo za nic nie chce zrezygnować z tej iluzji związku.

– A jak z niego zrezygnuję, to co? Czy mogę mieć gwarancję, że jeszcze kogoś pokocham? I że on mnie pokocha? – pyta ze złością.
– Nie możesz mieć gwarancji, ale możesz dać sobie szansę – odpowiadam. – Tu za to masz gwarancję, że będziesz cierpieć.
– Odejdę, jak pokocham kogoś innego.

Ale jak ma pokochać kogoś innego, skoro swoje uczucia lokuje w tym mężczyźnie?

Na następnym spotkaniu Paula mówi o tym, że boi się być sama. Nie chciała tego zobaczyć, bo jest dzielną podróżniczką, kawał świata zjeździła w pojedynkę, a tu co? Strach przed samotnością, który kompletnie nie pasuje do jej obrazu siebie. Ale w końcu uznaje, że on jest. I że to on każe jej trwać w sytuacji, w której ciągle liczy na to, czego nie ma.

– Przyszłam na tę grupę po to, żebyście mi pomogły go zdobyć, a wy co?! – rzuca oskarżycielsko, a dziewczyny zaczynają się śmiać. Po chwili Paula śmieje się razem z nimi. Balon tragizmu pęka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »