Jak to jest być kobietą w Brazylii?

fot.123rf

Łydka umięśniona, paznokieć czerwony; silikon na urodziny, a na kochankę zły urok. Oto typowa Brazylijka: wielkomiejska, ale wierząca w czary, nawet jeśli biedna, to zawsze zadbana. I pod gorącym niebem.
Jaka dziś jestem? „Ognista”, „święta” czy może „zazdrosna”? Kolory lakierów do paznokci mają nazwy, a te mogą korespondować ze stanem ducha. Brazylijka wybiera więc lakier i, ciach, nakłada go szybkimi pociągnięciami pędzelka, smarując też skórę wokół paznokcia. Potem dookoła się zetrze i można iść w miasto. Bo zazwyczaj mieszka w mieście, jak 85 procent jej rodaków. Brazylia ma prawie sześć tysięcy miast, w tym ponad 250 takich, gdzie mieszka więcej niż 100 tysięcy ludzi. Dla porównania – Polska stutysięcznych (i większych) metropolii ma 40, a Polka nie zawsze nosi lakier na paznokciach. – Tymczasem Brazylijka zawsze. Nawet jeśli żyje gdzieś w fawelach. Nieważne, ile ma pieniędzy – mówi Agata Błoch z Fundacji Kultury Brazylijskiej „Terra Brasilis”. – Tam każda część ciała jest zadbana – dodaje. Bo ciało to w Brazylii coś więcej niż ciało. To obiekt kultu.

reklama

Ciało… Duża pupa, potężne uda, umięśnione łydki. – W Polsce piękną kobietę czasem nazywa się „laską”: ma być długa i szczupła. Brazylijczycy z tego się śmieją. Dla nich przymiotnikiem określającym piękną kobietę jest „gostosa”, czyli apetyczna. W Brazylii nie ma sformułowania „kochać się z kobietą”, mówi się: „zjeść ją”. A „niezobowiązujący seks” określa się mianem „jedzonko” – opowiada Agata Błoch.

Apetyczne Brazylijki powinny być pełne i krągłe, co widać u tancerek samby. Podstawą kanonu piękna są nogi niczym posągi – i Brazylijczycy dziwią się, dlaczego Polki na siłowni ich nie ćwiczą. Bo oni, aby doprowadzić ciało do ideału, ćwiczą. A także ulepszają chirurgicznie.

Operacje… Na małe piersi – silikon. Na liche pośladki – silikon. Łydki, usta – ba, ulepsza się nawet waginy. – Rok temu na karnawale w Rio zabrakło silikonu. Na operacje plastyczne trzeba się zapisywać w kolejkach. Ten rynek kwitnie – mówi Marta Podleśna-Nowak, specjalistka od Ameryki Łacińskiej. Międzynarodowe Stowarzyszenie Chirurgii Estetycznej ogłosiło w zeszłym roku, że Brazylia zastąpiła USA na pozycji światowego lidera w ilości wykonywanych operacji plastycznych. Padły też dane: choć Brazylijczycy stanowią trzy procent populacji świata, wykonali prawie 13 procent światowych operacji plastycznych, w tym 515 776 biustu. – Gdy dziewczyna kończy 15 lat, wyprawia jej się przyjęcie skalą dorównujące naszym weselom, to takie rytualne przejście w dorosłość. I częstym prezentem z tej okazji jest właśnie operacja plastyczna biustu – dodaje Podleśna-Nowak.

Skąd bierze się tak silny kult ciała? – Można na to patrzeć jak na inwestycję w swego rodzaju kapitał – mówi doktor Miriam Adelman, socjolożka z Universidade Federal do Paraná. – Gdy niedostępny jest kapitał polityczny, społeczny czy ekonomiczny, zachęca się do rozwijania kapitału kobiecego ciała. Sprzyja temu klimat i kultura plaży, czyli to, że ciała mogą być eksponowane. Genezą jest też kolonialna przeszłość: czarne niewolnice były wykorzystywane seksualnie przez białych panów, na Indianki konkwistadorzy patrzyli przez pryzmat ich urody. Dziś wygląd dla ubogich kobiet może stać się siłą przetargową, ale jest też źródłem poczucia własnej wartości – dodaje doktor Adelman. Skoro ciało przekłada się na kapitał, można je też spieniężyć w ramach transakcji. A czarną stroną kultu ciała jest zjawisko prostytucji.

Prostytutka… Pamiętajmy, aby nie przedstawiać się w Brazylii z narodowości, mówiąc „Polaca”. Polka to „Polonesa”. „Polaca” oznacza prostytutkę. Scheda po czasach, gdy do Ameryki Łacińskiej przyjeżdżały Polki i Ukrainki i trudniły się także tą profesją. A w Brazylii jest ona legalna. I choć nie cieszy się społecznym szacunkiem – istnieje tu wyjątek. Najwyższa kasta w tym zawodzie to „garota de programa”. „Dziewczyny z programu”, czyli luksusowe damy do towarzystwa. Najsłynniejsza z nich, Bruna Surfistinha (mała surferka), swe życie opisywała na blogu, który bił rekordy popularności. Surfistinha wydała książkę (bestseller), na jej podstawie nakręcono film (hit) i teraz ma status gwiazdy. Wywiady udzielane przez call girl to nie wyjątki. – Oglądałam ostatnio talk-show, w którym jako kobieta sukcesu prezentowała się „dziewczyna z programu” pracująca w tym zawodzie od 13. roku życia – mówi Agata Błoch. – Opowiadała, że teraz jest na uniwersytecie i bada się u ginekologa co tydzień: dwa luksusy dostępne tylko dla najbogatszych. Była piękna, świetnie ubrana i zadowolona. Myślałam ze strachem, że miliony dziewcząt z ubogich rodzin mogą potraktować ten program jako receptę na życie – wzdycha Błoch.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »