Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Jak wyglądałby świat bez wojny?

123rf.com
28 sierpnia 2016 in Styl Życia by Tatiana Cichocka
Skutki ostatniej wojny odczuwamy  dziś. Traumatyczna historia żyje w naszej psychice, ciele, genach, kształtuje rzeczywistość. Wpływa na każdego niezależnie od tego, czy co roku składa kwiaty na grobach, czy twierdzi, że cała sprawa go nie dotyczy – uważa profesor nauk społecznych i psychoterapeuta Gary Reiss.

 

Jeździ pan po świecie, na przykład do Izraela, Polski czy Niemiec, i zaprasza ludzi do zajęcia się tematem wojny. Po co grzebać w przeszłości? Nie lepiej ją pogrzebać?
Do tego dążymy. Tyle że na razie nie można. Druga wojna światowa jest we współczesnym świecie cały czas obecna. Żyje w naszej psychice, ciele, genach. Realnie wpływa na kształt dzisiejszych wydarzeń, na stosunki międzynarodowe. Najlepiej to widać w Izraelu. Za każdym razem gdy tam jestem, a jeżdżę od kilkunastu lat, zawsze ktoś mówi o wojnie czy Holokauście. Bo Izraelczycy nie próbują się od tej traumy odcinać, wręcz przeciwnie – ich tożsamość w dużej mierze zbudowana jest na wojennych doświadczeniach. Tam można zrozumieć, w jaki sposób traumatyczne wydarzenia o takiej skali kształtują doświadczenia kolejnych pokoleń. Dlatego w ogóle zacząłem pracować z tematem drugiej wojny. Żeby naprawdę pogrzebać przeszłość, trzeba ją najpierw uleczyć.

Co to znaczy?
Nie mogliśmy prowadzić żadnych rozmów między Izraelem a Palestyńczykami, by ten temat się nie pojawiał. Zrozumiałem, że korzenie konfliktu bliskowschodniego tkwią również w tej traumie. Państwo Izrael powstało bezpośrednio w wyniku wojny. Nie pomyślano o konsekwencjach osadzenia go między krajami arabskimi. Ani o tym, co się stanie z Palestyńczykami, którzy mieszkali na tych terenach. Teraz mamy tego konsekwencje. Poza tym Izraelczycy – co jest raczej oczywiste – nie potrafią zdystansować się do Holokaustu. To zbyt wielka trauma. Dlatego każdy konflikt na tamtym terenie ją reaktywuje, uniemożliwiając jakiekolwiek rozwiązanie. Bo jakie może być rozwiązanie, skoro dwa straumatyzowane narody, które czują się ofiarami, stoją naprzeciw siebie? We wszystkich krajach, które doświadczyły wojny, widać ślady traumy, choć motywy przewodnie są inne. W Polsce szczególnie widoczne są nieprzerobione kompleksy, martyrologia, kwestia polsko-żydowska.  Te wpływy dotyczą również stosunków z sąsiadami: Niemcami, Rosjanami, całą Europą, tak naprawdę.

Pan to zauważa, kiedy tu przyjeżdża?
Nie wyobraża pani sobie, jak często słyszę zdania typu: Mam żydowskich przodków. Albo: Dziadkowie zginęli w obozie itp. Lakoniczne, suche fakty, niekontynuowane opowieści. Co w zderzeniu z tragediami, które się za nimi kryją, jest znaczące. Poza tym jako terapeuta mam wgląd w ukryte motywy działania ludzi – te zamiecione pod dywan. Przemilczane historie wojenne objawiają się specyficzną atmosferą w rodzinie. Chronicznym lękiem, smutkiem, depresją, goryczą. Mam klientkę, z pochodzenia Niemkę, która nigdy nie rozumiała, dlaczego u niej w domu wszyscy cierpieli na depresję. Aż odkryła, że mieli w rodzinie wysoko postawionych oficerów SS. O czymś takim się przecież nie mówi. Bo jak? A to obciąża całą rodzinę. Trudno się od tego uwolnić, nie nazywając rzeczy po imieniu. To właśnie próbujemy robić podczas worldworku. To rodzaj przestrzeni, w której tego typu sprawy mogą wybrzmieć i przebrzmieć.

Kiedy w Polsce spotkała się wnuczka niemieckiego oficera odpowiedzialnego za likwidację getta z ludźmi, których przodkowie tam zginęli, napięcie było nie do zniesienia. A jednak coś się przesiliło, udało się im wzajemnie zobaczyć.
Może dlatego, że nie są to spotkania z jakąś tezą. Nie ma w nich miejsca na reżyserowane „przepraszam” czy „wybaczam” ani prostych rozwiązań. Jest za to przestrzeń na prawdę – wyrażenie emocji, nazwanie rzeczy po imieniu. Te historie chcą się pokazać. Bardzo często to, co je trzyma w ciałach, genach, w przestrzeni między ludźmi – to właśnie tajemnica. Skonfrontowanie się z nimi wobec innych ludzi jest uzdrawiające.

Nie wyobrażam sobie, jakie to trudne być wnuczką zbrodniarza wojennego… A przecież nie mamy wpływu na to, kim byli nasi dziadkowie.
Znam tę kobietę osobiście, wiem, że nazistowski dziadek prześladował ją od dziecka. Kiedy więc pojawił się w przestrzeni procesu grupowego, miała szansę nareszcie się uwolnić od jego miażdżącego wpływu. To jej motywacja – uwolnić się od tego ciężaru. W tym sensie, żeby oddzielić jego emocje, przeżycia, historie od niej samej. I to się udało. A dzięki temu zrobiliśmy wielką pracę dla całego pola. Dla Niemców, którzy wciąż w dużej mierze żyją przytłoczeni swoją przeszłością, dla relacji z nimi, w których cieniu są postacie nazistów – o czym przecież zwykle się nie mówi. Przodkowie są częścią nas. Musimy ich przyjąć z ich wyborami, z ich człowieczeństwem, które wyraziło się tak, a nie inaczej. To nie znaczy, że musimy pochwalać to, co robili. Ale nie możemy się od nich odcinać, bo w ten sposób odcinamy się od części siebie. Również na poziomie narodów – musimy objąć naszą historię – i wielkość, i małość. Zbrodnie, które popełnili jacyś „oni”. To też nasza spuścizna. Nie tylko bohaterstwo i dobre uczynki. Na tym właśnie polega leczenie historii. Spotkanie za spotkaniem, kawałek po kawałku uzdrawiamy pole między nami, uwalniamy przestrzeń od duchów, żebyśmy mogli się spotkać naprawdę jako wolni ludzie.

Mocne doświadczenie taki worldwork.
Bo te niewyrażone emocje się w ludziach aż gotują. W Warszawie nawet nie zdążyliśmy nic powiedzieć, a parę osób już płakało. To wszystko jest tuż pod powierzchnią. Ale chcę powiedzieć, że jest też mądrość w tym, żeby się nie zajmować traumą. Nie ma sensu samemu się grzebać w przeszłości, bo to, co się pojawi, może być za trudne.

Jak wygląda sesja worldworku?
Ktoś kiedyś powiedział, że kiedy mamy na sali 350 osób, to worldwork jest czymś w rodzaju terapeutycznej sesji grupowej rozpisanej na 350 głosów. Dysponujemy różnymi narzędziami. Jednym z nich jest forum – czyli czas i miejsce, gdzie ludzie mogą opowiedzieć swoje historie. Nie jest to dyskusja, tylko dzielenie się i słuchanie. Inne to proces grupowy, w ramach którego strony konfliktu mają szansę się wypowiedzieć, wejść w relację poprzez swoich przedstawicieli i doprowadzić do jakiegoś rozwiązania. Zaletą procesu jest m.in. to, że mogą pojawić się w nim ukryte motywy działań, ghost roles, czyli tak zwane duchy – można zobaczyć, jak wygląda prawda, często niewygodna. Poza tym uczestnicy mogą zmieniać miejsce i doświadczać różnych ról. Gdy ktoś jest w stanie zobaczyć świat z innej perspektywy – szczególnie z perspektywy kogoś, kogo uważa za wroga – otwiera się przestrzeń do zmiany. Stosujemy techniki, które pozwalają uczestnikom złapać niezbędny dystans. Używamy wizualizacji, zabieramy ich w wyobraźni do miejsca w psychice, w której nie są po żadnej stronie, by mogli z tej perspektywy spojrzeć na całą sprawę.

Strony: 1 2


Jak utrzymać wakacyjny nastrój przez całe lato?

Okres urlopowy zaczął się na dobre, choć niestety, rzadko spędzamy całe wakacje na wyjeździe. Przez większą część lata chodzimy do pracy próbując poczuć wakacyjny klimat ...

Recepta na lęk? „Pokochaj swoje serce”

„Życie jest zaskakująco proste, gdy przestajemy je komplikować.” mówi Dagmara Skalska w swojej najnowszej książce „Pokochaj swoje serce” i przedstawia sposób na pokonanie lęku.
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI