Jakie nawyki mają ludzie sukcesu?

fot. iStock

Do sukcesu prowadzą różne drogi, ale ludzi, którzy go odnieśli, coś łączy. Na przykład zaczynają dzień od załatwienia najważniejszych spraw. Nie trzymają się kurczowo swoich planów, nie tracąc zarazem z pola widzenia swojego celu. Czego jeszcze możesz się od nich nauczyć?

Od czego zależy sukces? Większość z nas może bez trudu wyrecytować własną listę niezbędnych czynników. Zazwyczaj trafiają na nią talent, inteligencja, wytrwałość, pracowitość, dobrze zdefiniowany cel, pewność siebie, cenne znajomości oraz łut szczęścia. Rzadko myślimy o tym, że ludzie, których podziwiamy, mają też odpowiednio ustawiony autopilot, czyli zestaw dobrych nawyków. To one pozwalają oszczędzić czas i zasoby silnej woli, które wcale nie są niewyczerpalne. Wreszcie, takie rutynowe zachowania pozwalają obniżyć codzienny poziom stresu, a więc także dostrzegać okazje, których inni nie widzą. Oto pięć nawyków, które mogą cię wspomóc w drodze do osiągania celów.

  1. Najpierw najważniejsze

Zanim większość z nas wstanie z łóżka, ludzie postrzegani jako ci, którzy osiągnęli sukces, zdążą już wykonać kawał dobrej roboty: przebiegną kilka kilometrów, pobawią się z dzieckiem (bo dla maluchów świt to najlepsza pora na aktywne życie), napiszą fragment książki – zrobią coś, co ma dla nich duże znaczenie. Ale nie chodzi o to, by pracować więcej i spać mniej, lecz o nawyk poświęcania czasu na to, co jest ważne (a nie pilne), zanim świat się o nas upomni. Często rzeczywiście oznacza to przestawienie budzika na wcześniejszą godzinę (wtedy jednak trzeba ten czas na sen odzyskać, drzemiąc po południu lub kładąc się wcześniej), ale czasem wystarczy na przykład przesunąć „internetową prasówkę” na porę po lunchu i rozpocząć dzień od tego, co rzeczywiście ma znaczenie.

  1. Potęga poranków

Specjalistka zarządzania czasem, Laura Vanderkam w książce „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem” (wyd. Helion) pisze: „Kiedy zmienisz poranki, zmienisz całe swoje życie”. Namawia, by dobrze wykorzystać czas, kiedy masz jeszcze dość silnej woli i nikt ci nie przeszkadza – nawet własny umysł, który w środku dnia często straszy: „Za chwilę zadzwoni szef z zadaniem na wczoraj” czy marudzi: „Muszę w końcu odpisać na tego e-maila”. Vanderkam radzi, by poranki przeznaczyć na to, co nie jest obowiązkowe i teoretycznie mogłoby być wykonane w innych porach dnia, ale wymaga wewnętrznej motywacji i regularnie wykonywane przynosi długotrwałe pozytywne efekty. To taka aktywność, z której możesz dziś zrezygnować bez obaw przed natychmiastowymi konsekwencjami, ale jeśli zrezygnujesz z niej także jutro i pojutrze, wkrótce możesz obudzić się z poczuciem, że wprawdzie wykonujesz wszystkie swoje zadania, ale stoisz w miejscu. Może być to nauka nowego języka, archiwizowanie dokumentów, utrzymywanie porządku na biurku czy chociażby uaktualnianie swojego CV.

  1. Planowanie z głową

Wybór rytuałów, którymi mają zostać wypełnione poranki, to oczywiście sprawa indywidualna, ale samo planowanie – to już powszechny nawyk ludzi sukcesu. Nie ma on jednak nic wspólnego z bezrefleksyjnym sporządzaniem kolejnych list z zadaniami do odhaczenia. Chodzi o planowanie z sensem. Dziennikarz Charles Duhigg w książce „Mądrzej, szybciej, lepiej” (wyd. PWN) opisuje fabrykę silników odrzutowych, która znalazła się na skraju bankructwa, mimo że jej pracownicy skrupulatnie wypełniali swoje obowiązki i pracowali według planu. Czyli – jak każą podręczniki zarządzania – dzielili dojście do celu na małe zadania, ustalali termin ich realizacji i go dotrzymywali. Okazało się jednak, że wykreślanie tego, co już zostało zrobione, sprawiało im tak dużą przyjemność, że chętniej wypełniali listy drobiazgami, które szybko da się zrobić, zamiast zastanowić się, czy to, co robią, w ogóle ma sens. A jak mawiał Peter Drucker, ekspert od zarządzania: „Nie ma nic bardziej bezsensownego niż efektywna praca nad zadaniem, którego w ogóle nie powinno się wykonywać”.

Warto zatem zadbać o to, żeby planować uważnie, czyli znaleźć chwilę, by spojrzeć na swój dzień z dalszej perspektywy, zastanowić się nad tym, gdzie jesteśmy, czemu warto poświęcić nadchodzące godziny i czy to, co planujemy, w jakikolwiek sposób przybliża nas do realizacji dalekosiężnych celów.

  1. Kalendarz zamiast listy zadań

Jeszcze jedna ważna rzecz dotycząca list zadań. Kevin Kruse, przedsiębiorca i mówca motywacyjny, w książce „15 tajemnic zarządzania czasem. O czym wiedzą ludzie sukcesu?” (wyd. Helion) nazywa je „dręczącymi listami życzeniowymi”. Ostrzega, że zakłócają spokój i dekoncentrują. Przez nie trudno skupić się na tym, co robimy, bo wciąż myślimy o tym, czego jeszcze nie zrobiliśmy. Dlatego Kruse radzi zastąpić listy „rzeczy do zrobienia” kalendarzem, w którym będziemy „blokować” czas na konkretne czynności, np. od 14.00 do 14.30 – obiad w stołówce, od 16.00 do 16.30 – przemyślenie koncepcji prezentacji, od 18.00 do 19.00 – odrabianie z dziećmi lekcji. Już sama czynność rezerwowania czasu pomaga obniżyć poziom stresu, bo pytanie „Kiedy ja to zrobię?!” znika.

Kevin Kruse zachęca, by wpisać do kalendarza wszystko (kwadrans, który zamierzasz spędzić na Facebooku, też) i dodatkowo wstawiać bufory wolnego czasu. Nie na wypadek awarii (gdyby spotkanie się przeciągnęło lub klient się spóźnił), tylko aby „wpuścić” trochę powietrza, zebrać myśli, dać sobie przestrzeń na refleksję nad tym, co się wokół dzieje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »