Kobieta we wnętrzu

fot. Michał Mutor

Krakowski azyl fotografki i graficzki Anity Andrzejewskiej to przystań po podróży. Zakątek, w którym codzienności towarzyszą przedmioty-wspomnienia.

reklama

Drewniane schody są tu wytarte od tysięcy kroków, lamperia olejnej farby ledwie chroni zniszczone mury. Kamienica na krakowskim Podgórzu istnieje od połowy XIX wieku i niejedno widziała. Choć takiej lokatorki jak Anita Andrzejewska nie było tu na pewno nigdy wcześniej. Na pierwszym piętrze, w mieszkaniu z widokiem na imponujący strzelistymi wieżami neogotycki kościół Świętego Józefa, znalazła swoje miejsce fotografka, graficzka i podróżniczka. Od szarości otoczenia oddziela ją wielokolorowa kwiecista tkanina suzani – kotara w drzwiach. Na niewielkiej przestrzeni co krok zaskakujący przedmiot. Każdy ma swoją egzotyczną historię, przywiezione z fotograficznych wypraw opowiadają o spotkaniach z ludźmi.

fot. Michał Mutor

„To suzani przywiozłam z Peszawaru. Chorowałam wtedy bardzo, dużo czasu spędziłam, kręcąc się niedaleko mojego hotelu. Często spotykałam młodego Afgańczyka, który mnie namawiał do odwiedzin w jego sklepie. W Pakistanie tradycja nie pozwala mężczyznom na kontakt z obcymi kobietami, a on był nietypowy, odważny, ale subtelny. W końcu poszłam, dostałam domowy obiad i wysłuchałam opowieści o rozłące z rodzicami, o dziecku chorym na polio. W tym mieście, gdzie wszyscy byli odlegli, on podszedł bliżej. Takie spotkania są dla mnie w podróży najcenniejsze. I kupiłam tę tkaninę”.

Takich znaczących przedmiotów jest wokół Anity Andrzejewskiej dużo. Dywany na podłodze są z Iranu. „Ten z motywem zgubnej gwiazdy dostałam od koleżanki. Wiedząc, że dużo podróżuję, wybrała dla mnie dywan koczowników, który przypomina, że nie wszystko zależy od nas i kiedy ruszamy w drogę, powinniśmy czujnie wypatrywać znaków na niebie, szanować prawa natury i plany bogów”.

(…)

Więcej w listopadowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 11/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.