Samochód bezpieczny. Prawda czy mit?

Reklamy aut przyzwyczajają nas do myślenia, że możemy czuć się w nich bezpiecznie. Przyjmujemy to za pewnik i zdając się na systemy bezpieczeństwa, wierzymy w swą nieśmiertelność.
Praw fizyki nie da się oszukać. Energia kinetyczna, jaką gromadzi ciało człowieka w momencie zderzenia przy prędkości 50 km/h, porównywalna jest z uderzeniem o ziemię po upadku z trzeciego piętra. Jeśli przekroczymy 100 km/h i dojdzie do wypadku, to nasze ciało będzie musiało przyjąć na siebie skutki podobne do skoku ze 100-metrowego wieżowca.

reklama

Nikt przy zdrowych zmysłach nie ośmieliłby się tego zrobić, bo wszyscy wiedzą, że taki skok skończy się śmiercią. W samochodzie jednak nie mamy problemu z podejmowaniem podobnego ryzyka, bo jesteśmy otoczeni blachą, poduszkami powietrznymi, poza tym producent obiecał, że będziemy czuć się bezpiecznie.

Z GŁOWĄ

Tymczasem głowa kierowcy auta jadącego 13 km/h zwiększa swoją masę siedmiokrotnie i w momencie uderzenia z tyłu przemieszcza się pół metra w niecałe ćwierć sekundy! Jeśli zamkniemy oczy i wyobrazimy sobie taką sytuację, nasz sposób traktowania siebie i innych w samochodzie ulegnie diametralnej zmianie. Nie chodzi o to, żebyśmy ze strachu zrezygnowali z podróżowania autem, lecz zastanowili się przez chwilę, jakie systemy bezpieczeństwa mamy do dyspozycji i jak z nich korzystać z głową.

Pasy bezpieczeństwa zastosowano po raz pierwszy w 1959 roku i przez lata zostały udoskonalone tak, by mogły skutecznie przytrzymać nasze ciało podczas zderzenia. Na przednich fotelach samochodów, które zostały wyposażone w poduszki powietrzne, zapinanie się to kwestia życia i śmierci. Wybuchająca poduszka potrafi niezapiętego człowieka zabić. Pasażerów na tylnej kanapie powinien dopilnować kierowca. W momencie zderzenia ciało osoby siedzącej za fotelem kierowcy może zmiażdżyć wszystko, co przed nim.

WSZYSTKO POD KONTROLĄ

Kupując samochód, dowiadujemy się o systemach bezpieczeństwa czynnego, przyjmując do wiadomości różne dziwne oznaczenia, takie jak ESP, ASR, TCS. Choć niewiele nam to mówi, z pewnością podnosi poziom zadowolenia i spokoju, że jesteśmy pod ochroną. Takie mechanizmy pomagają kierowcy opanować samochód, który wpada w poślizg, i są niewątpliwie ogromnym skokiem technologicznym.

Każdy z tych systemów działa w samochodach trochę inaczej i warto sprawdzić na zamkniętym terenie pod okiem fachowca, co się właściwie dzieje z naszym autem, kiedy dochodzi do poślizgu. Czy taki system nam pomaga, czy sprawia trudność? Jak zapanować nad moim autem, które wymyka się spod kontroli? Nie powinniśmy wierzyć na słowo, lecz nauczyć się, jak radzić sobie z naszym samochodem w momencie zagrożenia na drodze. Czekanie na to, aż systemy zrobią to za nas, jest porównywalne z grą w ruletkę. Uda się albo nie. Ceną jest jednak życie. Pamiętajmy o tym, że pojęcie „samochód bezpieczny” nie istnieje. To, co liczy się najbardziej, to mądry kierowca, który potrafi rozsądnie korzystać z tej niezwykłej maszyny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »