Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Czwartek

Do Zalesia, Józefa Wilkonia. Słucham w samochodzie „Złego” Tyrmanda, ależ to kiepska literatura. ///

U malarza zastaję niespodziewanie ekipę TVP, która jak się okazuje bywała też u mnie w domu. I zaraz mnie proszą abym też coś mówił o Wilkoniu. Kamera naprzeciw jego zwierząt, przyprószonych bardzo dekoracyjnie przez śnieg, fruną rzadkie, ale grube płatki. Mówię, a malarz niestety też nadstawia ucha i słucha, co o nim mówię, a to mnie oczywiście peszy. Jakbym zdawał egzamin. Chyba zdałem. //

Zgubił gdzieś nasz tekst, który już autoryzował, więc bieda, zrobimy to przez telefon dzisiaj w nocy, ale miło z nim, serdecznie i ciekawie. Wie już, że będę prowadził z nim w Atlanticu jego 85-lecie. Kolejny szalony pomysł szalonego Artura Wolskiego.//

Pytam go ostrożnie…nagle odkryłem w Panu, proszę się nie gniewać, i w pańskiej sztuce, coś chłopskiego. W Pana stosunku to drewna, blachy do tej całej materii i w przekonaniu, że wszystko można z niczego zrobić; tak przyznaje, coraz bardziej tą swoją chłopskość czuję. //

Franio ma zęby w strasznym stanie, ale znowu nie chciał otworzyć paszczy u stomatologa. Ewa jest tym wykończona i nagle odkrywa: dzieci to w 20 %, a w 80% udręka. To zupełnie jak małżeństwo, myślę. ///

Wieczorem znowu telewizja. Czuję się pusto i bez energii. ///

Środa

Urodziny Ewy. W jej wieku już trzeci rok mijał mi w Sztokholmie. A tak niedawno to było. Jedziemy na obiad do pobliskiej meksykańskiej knajpki. Ładnie tu, przytulnie, tanio i smacznie. I pusto. Rozmawiam z właścicielem, zarabiają dzięki weekendom. Mają meksykańskiego kucharza. Z Ewą o dzieciach, najmilszy temat rozmów. Potem do szkoły po Antosia.///

Kończę felieton do „Przeglądu”, i pracuję na redakcją „Kolonii”. Myślałem m, że będzie to wielka radość, a dręczy mnie niepewność, czy to jest dobre.///

W zachwycie czytam po raz kolejny „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego.Styl, też styl i przenikliwa inteligencja i poezja w jego pozie, chociaż nie pisał fikcji. „Uliczki są ciche, schowane, szemrze w nich jeszcze Paryż Balzaca razem z rozmaitością, jego typów, spraw, afer. Szmer koszyka wypełnionego ślimakami.”//

Przypomina mi się rozmową z Zosią Hertzową w Mason Laffitte, śmiejąc się w kułak opowiadała mi jak Bobkowski, mieszkając już w Gwatemali, odwiedził ją i Giedroycia. I zrobił siusiu w ogrodzie, pokazywała dłonią na ten ogród .///

Dzieci wróciły od fryzjera, strach mi zejść na dól i sprawdzić, jak wyglądają, zawsze żal mi ich pięknych włosów.///

Franio bez loków jaki smutek, za to Antoś jak zawsze ma futro na głowie.//

Antoś awanturuje się o jakieś głupstwo, a jakby koniec świata. A rozpacz napędza mu rozpacz.Tulę go i uspokajam. I tłumaczę, dlaczego musi przeprosić mamę. Zrozumiał. Trenuje jak ma przeprosić, idzie. To bardzo ważne w życiu, umieć przepraszać. Przeprosił. Szczęśliwy.//

Wtorek

Fryzjer, pan Stefan….i jego zakładzik, zabytek z lat 70. Jest w tym fryzjerze coś bardzo typowo polskiego, sporo zdrowego rozsądku, kpiny i ironii, narzekania, ale też nagle paranoje, że obcy zabierają nam lasy. I kto ukrywa się pod polskimi nazwiskami. Antysemityzm jako niechęć podszyta poczuciem niższości, pomieszana więc z podziwem. Po Antosia do szkoły… też polska szkoła, bo bez uśmiechu.//

Czy jestem na 100% zdrowy? Jeszcze się taki nie urodził, ale złe podejrzenia były niesłuszne. I zyskałem temat na felieton. A doprawdy nie wiedziałem, o czym pisać. //

Poniedziałek

Nic się nie dzieje, więc wizyta u stomatologa urasta do rangi niezwykłego wydarzenia. Żeby dostać się do gabinetu, muszę przejść przez wielkie centrum handlowe, przed południem jest, więc pusto, czysto, luksusowo i śmiertelnie nudno. Potem nie mogę znaleźć miejsca, gdzie zaparkowałem samochód, chociaż pamiętam piętro parkingu. Jest jednak wystarczająco duże. Wiec jakbym był we własnym śnie. Najczęściej mi się śni, że czegoś szukam i nie mogę znaleźć. Budzę się czasami z ulgą. Teraz nawet obudzić się nie mam nadziei. Bliski utraty nadziei w końcu znajduję wóz. Takie odnoszę ostatnio sukcesy. /

Wybieram okrężną drogę do domu, małe uliczki, tu chyba nadal mieszka moja znajoma, kiedyś taka luksusowa, śliczna i mi bliska, dawno się nie widzieliśmy. Widzę starego psa ze starsza panią w kapturze, zmierzają do tego domu, ona odwraca głowę, mruży oczy, natężając wzrok, i macha do mnie, najpierw nieśmiało, potem energicznie. To ona. Chwilę serdecznie rozmawiamy, mówi, że właśnie skończyła czytać mój felieton. A ja myślę: co z nami zrobił czas i co jeszcze zrobi? //

Sobota

Wczoraj do kina Atlantic, na film Birdman, z żoną. Po raz pierwszy do lat, dziwnie jakoś. Film świetny, ale zmęczył mnie. Niesamowita praca kamery, wszystko na jednym ujęciu. ///

Dzisiaj sami w domu, kominek. Ogień nas liże ciepłym językiem. Potem walczę z tekstami, albo one ze mną, już nie wiem. //

Z Wilkoniem przez telefon, wpadnę do niego w czwartek.//

Mój syn kończy 40 lat. Dzwonię do niego. Jeszcze tak niedawno był takim słodkim , ślicznym dzieckiem, jak Antoś. A ja dopiero co sam kończyłem 40 lat. To był początek mojej misji w Szwecji. Daniel pociesza się na nartach we Włoszech.//

Piątek

Bez dzieci, więc taki spokój, że budzi to niepokój.

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik