Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Wtorek

Wczoraj w „Czarnej owcy”. Zupełnie pusta Trasa Łazienkowska za spalonym mostem. .//

Jestem nadal na cienkiej czerwonej linii .///

Z umiarkowaną depresją jest jak z pięścią. Jesteś jak w zaciśniętej pieści. I nagle pięść się rozluźnia. Dopiero wtedy wiesz, że byłeś w uścisku. Wcześniej czułeś tylko, że ci bardzo niewygodnie. W ciężkiej depresji jesteś jak w bryle lodu. Tyle masz wolności, ile ciepła ma oddech.//

I program radia che mnie do programu o depresji w pon, ale tej samej godzinie mam wystąpić na konferencji prasowej „Rzecznika prawd obywatelskich”, temat też depresja. 23 luty to dzień walki z depresją. Staram się mocno oddychać. Ciężko jednak z pisaniem. Pisanie to też energia. //

Poniedziałek

O 11 w pobliskim nowym Centrum Kultury Wawer. Ogromny budynek po dawnej szkole. Znam dyrektorkę, była poprzednio szefową malej biblioteki w Aninie. Opowiada mi o swoich planach, chce zrobić spotkanie ze mną kiedy ukaże się „Kolonia karna ”//

W warsztacie u Rajmunda, lubię go, zawsze z półuśmiechem i z łagodną melancholią. Okazuje się, że przypaliły mi się dwie żarówki na raz. Trzeba mieć pecha. ////

Wynikła kwestia, kto będzie żoną Frania. Ten nie ma wątpliwości, że mama. Problem, że Antoś ma podobny pomysł, chociaż ukończył już lat osiem i wszedł w etap wrogości wobec płci żeńskiej. Franio na to – nie, to może być tylko jeden chłopiec. //

Niedziela

Dwa dni, kiedy działo się z kolei za wiele i nie miałem kiedy pisać. Finalne spotkanie w redaktorką „Kolonii” i ustalenie niemal ostateczne. Mam wrażenie, że taki literacki tekst można poprawiać bez końcu, aż w pewnej chwili interweniuje się za głęboko i zaczyna się robić mu krzywdę. Oddaję zaległe książki w bibliotece Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, słynny dom nad ruchomymi schodami przy placu Zamkowym. Biednie tu i schyłkowo, więc wszystko, co stare, zakonserwowane, bieda czasami najlepiej konserwuje. Tyle wspomnień. //

Przy tym schodku, ojciec przedstawiał mnie Jarosławowi Iwaszkiewiczowi. W tej sali, gdzie odbywały się stalinowskie samokrytyki. I w tej sali prowadziłem spotkanie z noblistą Tomasem Transtromerem.//

Wrasta mi paznokieć w kciuku i jest stan zapalany. Jadę do chirurga. Liczę, że to będzie poważny zabieg. Dlaczego? Bo szukam tematów do felietonów. Tak nisko upadłem, że czepiam się każdej okazji, nawet bolesnej. Nic z tego. Skłania się, by nie interweniować, ale waha się. Mówi, że to takie miejsce, że zastrzyk znieczulający byłby bolesny. Bliski jestem, by mu powiedzieć; a niech pan tnie. //

W sobotę wieczorem całą rodziną do pałacu w Radziejowicach. Wystawa prac Józefa Wilkonia i jego 85-lecie. Koncert, Antoś i Franio niby mają zaprawę w filharmonii, ale tu dostają małpiego rozumu. Wilkoń zadowolony, że przyjechaliśmy i wycałował mnie serdecznie. Jest bliska mu pani Żylis- Gara. Kilka słów w Ewą Błaszczyk. A to prawie nie ma ludzi, których znam. //

Potem w stronę Grójca i do K., osady, gdzie mieszkają rodzice i brat Ewy. Matka Ewy smaży dla nas naleśniki. Dzieci śpią w samochodzie. Z naleśnikami ruszmy do Warszawy, Ewa prowadzi i nagle widzę, że nasz wóz nie ma świateł. To jakby wóz strącił wzrok. Aż wierzyć mi się nie chce, że to się stało. Ciemna noc, wielki ruch na trasie krakowskiej. Nawet stać na wąskim poboczu niebezpiecznie. Czarno i lepko. Przypadkiem jechała za nami laweta z pomocy drogowej. Sprawdzają bezpieczniki, jakieś przepalone, ale nie dają sobie rady. Ale pomogli nam wrócić do domu rodziców. Mogłem wezwać pomoc z sieci pomocy PZU, ale uznałem, że nocleg będzie lepszy ze wglądu na dzieci. Dla mnie to ryzyko, bo nie mam swoich prochów na depresję, a takie nagle odstawienie, to może być wstrząs dla organizmu. I niestety tak się stało.///

Dochodzenie do siebie, ale gdzie ja jestem?

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik