Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

21.08 czwartek

W knajpce Najsztuba – Piotr robi wywiad ze mną o depresji. Pięknieje Mokotowska. Potem redakcja i „Czarna owca „ Wracam do domu z siecią pełną nieszczęść ludzi.

W między –czasie.

„ Libertyn „ film o arystokracie i poecie Johnie Wilmot, żył w połowie XVII wieku. Oglądam z radością, nie tylko dlatego, że gra Johnny Depp , ale to dokładnie czas, gdy pisał swoje dzienniki mój ulubiony Samuel Pepys. Anglicy mają genialną i wierną scenografie, więc też tam jestem. Rozpustnik, który czuł upływ czasu:

„Co przeżył, nie jest moje; ginie

Każda miniona chwilka

Jak sen, z którego o rannej godzinie

Pamięć zawodna ocala jedynie

Bladych obrazów kilka.”

John Wilmot

Rozmowy z Franiem, cudo, wchodzę w jego wyobraźnię i ją podpalam. Ale pożar!

20.08 wtorek

Tenis z Irkiem, czyli z prof. Ireneuszem Białeckim. Ile lat nie widzieliśmy się. Strach liczyć. Zawsze grał z opaskami jka nie na kolnie, to na łokciem, jakby był posklejany plastrami. Balem się, że teraz jeszcze bardziej”, nie było tak źle. Ma swój, odmienny sposób patrzenia na świat, dlatego lubię z nim gadać, to następnym razem, nie było czasu. Tyle mamy wspólnych wspomnień. Jest ekscentrykiem i starym kawalerem. Więc nim z nim kilka anegdot. Dobre pióro i oryginalne myślenie. Poznaliśmy sie chyba w Respulice, rok 88, obaj byliśmy w redakcji. Kto jeszcze pamięta Respulikę? Intelektualny miesięcznik o nakładzie 5o tyś. Rekord świata! ///

W banku, obok pan dosyć sędziwy, witany przez kasjerkę jak stary gość.

  • Co u pana słychać?
  • A wszystko dobrze. W podróż się wybieram.
  • A gdzie pan jedzie?
  • Na tamten świat.
  • Pan żartuje?
  • Zupełnie poważnie. Ona pełna trwogi, bo widzi, że klient nie żartuje – Ile panu wypłacić.
  • W tej sytuacji całość.

Stomatolog, potem redakcja, potem wymiana „zębów” w samochodzie, czyli śrub od kół. Miły właściciel warsztatu, lubię z nim pogadać, dzwoni wtedy Piotr Najsztub, delikatnie pyta; czy nie gniewam się na Newsweek. Gniewam się, ale nie na tyle, by nie rozmawiać. Chce ze mną zrobić wywiad dla tygodnika, motyw – depresja, życie i literatura. ///

W redakcji bywam rzadko i na chwilę, tym trudniej uwierzyć, że właśnie w tej chwili wpada bez uprzedzenia Janusz Kostynowicz, by zostawić w sekretariacie dla mnie tomik wierszy Łukasza Nicpana. Poeta mojej generacji. Poezja dzisiaj – wkładanie wierszy do butelki i zanoszenie jej znajomym. Bardzo dobre, bliskie mi wiersze, ale nie za bliskie. Raczej nie będą zauważone, zresztą nie bardzo jest teraz gdzie je publicznie zauważać. Napisałem – „nie za bliskie”, – bo jak czyjąś sztuka jest za bliska i za podobna, zwykle artysta jest zaniepokojony i poirytowany.

Janusz ….Też poeta, człowiek nie z tego świata, pomylił czasy, co widać na pierwszy rzut oka. Tak wyglądali i zachowywali się artyści w XIX wieku. W oknie redakcji stoi jednak katedra wieku XXI – Stadion Narodowy,//

W księgarni Prusa na Krakowskim szefowa jak zawsze wita mnie serdecznie, ale to w sąsiedniej księgarni kupuję nowe opowiadania Kereta, może uda mi się z nim spotkać, jeśli polecę do Izraela. ( Jeśli mama pozwoli). I „Dzienniki” Gombrowicza na audiobooku, czyta Borys Szyc, to dobrze. W wozie słucham teraz „Biesy” Dostojewskiego, co mnie jednak trochę udręcza, ten zgiełk, który tam panuje ta zgęstka, ta histeria. Może na moje ucho to się nie nadaje za wiele różnych komplikacji, ale też nigdy nie czytało mi się dobrze tej powieści.//

A może zaczynam mieć uczulenie na Rosjan? Tę na tych wielkich. Dostojewski nie znosił Polaków. Ca co? Za honor szulerów. Czy nie miał trochę racji.

Z Franiem do Lidla, na hulajnodze, ja na rowerze. Jego loki fruną na wietrze…To jest szczęście, innego nie będzie.

18.08 poniedziałek

Znowu telewizja. Sam nie wiem kiedy, przestałem mieć zupełnie tremę. Chyba wiele lat temu.

17.08 niedziela

Dwa dni domu na dwa dni. Jaki luksus? //

W Superstacji ”Przegląd tygodnia” Są Andrzej Golimot i Milo Kurtis, Grek z pochodzenia, muzyk. Ma w sobie coś miłego. Golimont w programie wspomina moje książki wydawane w drugim obiegu, tak dawno to było, tak inny jest świat, że mam wrażenie, że nie o mnie mówi.//

16.08 sobota

Odkryłem nową drogę do mojej mamy, z widokiem na przystanie Zegrzyńskiego Zalewu i na taflę wody, piękne żaglówki, zaskakująco ładnie, jak nie pod Warszawą, gdzieś tu w roku 66 byłem na żeglarskim obozie, jeszcze wtedy z wody wystawało to i owo. Droga nieuchronnie wiedzie przez Wieliszew, widzę z okna wozu kamień z nazwiskiem mojego dziadka, tu leży ze swoimi żołnierzami, którzy polegli w obronie Warszawy. Największy przypadek w moim życiu, odnalezienie tego grobu, zdawało się na zawsze zagubionego po wojnie. Rok chyba 96? Szedłem z ówczesną moją przyjaciółką na spacer, miała w pobliżu domek letni. Duży cmentarz cywilny, obok malutki wojskowy. Mówię zajdźmy też na ten wojskowy. I stał się cud.//

Wychodzę z wozu, i spaceruję wśród białych krzyży ze świeżymi biało-czerwonymi kokardkami – dekoracje po święcie. Co mu powiedzieć? Masz niewiele 40 lat. Ja twój wnuk, jestem od Ciebie starszy o ponad 20 lat. Twoja córka miała 15 lat, gdy żegnałeś swoją rodzinę na peronie Dworca Gdańskiego. M„nie kule się nie imają” – pocieszałeś płaczącą żonę, a ona płakała jeszcze bardziej, pamiętała, że byłeś przecież kilka razy ranny na polach I wojny i wojny roku 20. Za to dali ci kilka krzyży i Virtuti///

A ja muszę już jechać, by nakarmić twoją córkę, ma teraz 90 i jest lżejsza niż twój plecak, który zarzuciłeś wsiadając do wagonu. Coraz mniejsza i lżejsza, nie chce jeść, chce odfrunąć w niebyt. //

15 08 piątek

Na defiladzie z dziećmi, ja niemal pacyfista. Defilada jako prężenie muskułów. Broń, która tak imponuje widzom, jest przecież narzędziem mordu. Staliśmy na rogu Gagarina i Belwederskiej, gdzie defilada przechodza już na „spocznij”. Antoś jak to Antoś, nie był za bardzo zainteresowany, a kiedy jechały Leopardy i wszystko się trzęsło, zaczął grymasić, że mu się nudzi. Jakaś pani powiedziała: nie bój się chłopczyk, to zaraz się skończy. Popatrzył na nią jak na szaloną, nuda jest przeciwieństwem lęku. A do tego, od hałasu boli mnie głowa – uzpelnił Antoś swoje strapienie. Uznał potem, że tylko przelot samolotów był OK. Franio był zainteresowany wszystkim.

Jak się trochę pożyło i jak trochę się wie, mój przypadek, wszystko już się kojarzy, też historycznie. Dziwny obiekt architektoniczny, przy którym staliśmy, przykład architektury brutali stycznej, miał kies na parterze dużą księgarnię. To tam spotkałem Zbigniewa Herberta, pierwszy, lub drugie dzień stanu wojennego. Wysoki śnieg i groza zakrzepła w powietrzu. W tym domu na Gagarina, kiedyś Spacerowa, mieszkała przed wojną i w czasie wojny Zofia Nalkowska.

Żołnierze Kanadyjscy kupują coca colę, podchodzą do nich jacyś ludzie i płynną angielszczyzna rozmawiają z nimi: dobrze ze tu z nami jesteście.

I z Kanady właśnie pisze dzisiaj do mnie Florian Śmieja: „Serdecznie pozdrawiam po latach bez kontaktu. Ja się starzeję zbyt szybko, a na to leków nie znajdziemy. Za tydzień skończę 89 lat.”

I śle mi swoje dwa nowe wiersze. ///

U nas mój syn Daniel ze swoim synkiem, Iwo i z przyjaciółką. Siedzimy w ogrodzie do zmierzchu. Nie mogę napisać więcej, bo zabronił mi pisania o sobie w blogu. ///

Mój wnuk jest nieco młodszy od mojego małego Frania. Nie jestem w stanie tego ogarnąć, fizycznie ani metafizycznie. ///

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik