Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Piątek

O 8.30 w „Radiu dla ciebie ”. Kłopot z dostaniem się na drugi brzeg Wisły. Prowadzi Ewa Wanat, a ze mną jest Maria Czubaszek i Magdalena Środa. Przegląd tygodnia.//

Rzut okiem na nekrologi. I od razu dostaję w łeb. Wojtek Giełżyński nie żyje. A wczoraj pomyślałem, świnia jestem, muszę do niego zadzwonić. Ileś tam lat tamu a jak wczoraj, siedzę z nim i z Ryszardem Kapuścińskim przy kawie, a oni wspominają znajomych. I zawsze pytanie: Żyje? Umarł? A teraz ich obu nie ma. Amen. Dziwne uczucie, kiedy odpuszcza depresja. Jakby tajała bryła lodu, w której było się zamrożonym. Przedmioty i uczucia wracają na swoje miejsca. Co było niemożliwe staje się możliwe, a nawet łatwe.//

Sprzątam książki, wypuściły już długie korzenie.//

Graficzka odezwała się, ona też jest w „klubie”, a jak ma dołek, to znika. Mamy kilka dni na dopracowanie okładki. //

Słodycz Frania, gdyby tak mógł przez kilka lat pozostać czterolatkiem. Był u dentystki, odwlekał na sto sposobów, to siusiu, to co innego. W końcu rzekł do dentystki „no dobzie, to rób. Ale zanim otworzył paszczę zawołał „kocham cię mamo!”. /

A Antoś powiedział, że chciałby już chodzić do trzeciej klasy.//

Martwimy się, że szkoła Antosia robi się coraz bardziej religijna, będą dni bez nauki, bo poświęcone rekolekcjom. Jak w państwie wyznaniowym. Zaraz mnie szlag trafi. ///

Czwartek

W wydawnictwie „Czarna owca”, ostatnie ustalenia co do książki, problemy z okładką. /

Środa

Przedwczoraj w przychodni na Nowym Świecie. Lekarz medycyny pracy, czyli już 10 lat jestem w Zwierciadle. Mam szczęście, bo rozpoznał mnie i nie musiałem robić rożnych badań. Jestem przecież chory na siebie, to wystarczy. W redakcji, w domu, a potem do małego Czyżewa, niedaleko Zambrowa. ( Tam mieszkał jakiś czas mój dziadek w wojskowym garnizonie). Jadę dłużej przez Węgrów, interesuje mnie, co się zmieniło na tej trasie, którą setki razy jeździłem na moją wieś, kiedy była jeszcze moja. Robi się nagle ciemno i pada mokry śnieg, a ja dla uzupełnienia mroku słucham swoją „Kolonię karną”. Już widzę, że kilka fragmentów jest do usunięcia w ewentualnym drugim wydaniu. Dojeżdżam do Czyżewa, kościół, mały rynek przecięty przez trasę przelotową, więc zniszczony. Jakaś kobieta sprząta przy zamykanym sklepie, pytam o ulicę, gdzie dom, gdzie mam nocować: A z kim ma się pan spotkać? – Pyta ciekawa, a w tym pytaniu jest sugestia, ze zna wszystkich w miasteczku.//

Skromny domek i para 75 -Latków, są tacy jak sobie ich wyobraziłem. Gościnni, a przy herbacie spowiadają się ze swojego życia. Ona ma 750zl renty, a on 1500 zł emerytury – po czterdziestu latach pracy – mówi ze złością. Był kolejarzem. Zjechał Polskę wzdłuż i wszerz, to taka praca, pan rozumie i pokazał na szyje. „Rozpiłem się. I do dzisiaj lubię”. Zona nie lubiła i nie lubi. Taki los polskich kobiet.//

Spotkanie w sali kinowej. Kilkaset dzieci szóste klasy i pierwsze gimnazjalne. Świetne dzieciaki, które już niczym nie różnią się od miejskich. Ani z wyglądu, ani z zachowania, takie dobre pytania mi zadawały, lepsze niż zwykle dorośli. To jest ta rewolucja w Polsce, prowincja przestaje być prowincjonalna. //

Wracając do Warszawy, do wsi B. gdzie moja znajoma jest lekarzem rodzinnym. W tej niewielkiej wsi 100 osób ma ponad 80 lat. Też znak czasu.///

O 20. 40 Superstacja. I bez kamer czuję się cały czas na cienkiej czerwonej linii.///

Po naszym programie miał występować Janusz Palikot. W pierwszym odruchu chciałem na niego chwilę poczekać. Ale myśl – ja przecież nie ma mu nic do powiedzenia.///

Sobota

Dwa dni w domu, tylko z Antosiem na basen. Nie pływam zresztą, jakoś mi za zimno wewnętrznie. ///

Film dokumentalny o kubańskim kryzysie, rok 62. Świat był na progu wojny, bliżej jej niż nam się zdawało. Mówią po latach ci, którzy pociągali za wszystkie sznurki. Dowódcza rosyjskiej lodzi , uzbroił torpedę w głowicę jądrową, amerykańska flota blokowała dostęp do Kuby. I zrzucała bomby głębinowe. Na kilka sekund przed wystrzeleniem torpedy jakiś Wasia, obserwator, krzyknął, że amerykanie chcą pertraktować. I to ocaliło nas przed kataklizmem. Miałem wtedy 12 lat i pamiętam napięcie w powietrzu. Rodzice wołali mnie z podwórka do domu, bo miała wybuchnąć trzecia wojna światowa. //

Szukam w dzienniku ojca 27-30 luty 1962 rok. Jego oddech ulgi 30 lutego. A jeszcze było trochę ruin w okolicach.//

M. u mnie, rodzina poza domem wywiad do książki, temat późne ojcostwo.To i depresja jako główne moje tematy i obiekt zainteresowania mediów///

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik