Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Czwartek

O 18 w kinie Atlantic 85 lecie Józefa Wilkonia. Artur Wolski, niezwykły organizator imprez z tym kinie, żywy jak iskra, jest aktorka Grażyna Wolszczak, malarz Andrzej Pągowski, Wilkoń nieco senny, błaga o kieliszek czegoś mocnego i dostaje. Pełna sala, sporo dzieci i młodzieży. Koncert, wspólne malowanie. Ze sceny prowadzę z Wilkoniem rozmowę. W finale wjeżdża wielki tort od Bliklego. Malarz kroi go na wiele kawałków wprawną ręką. Jak chirurg, jak malarz. A pierwsze kawałek dla Tomka, mówi i daje mi wielki kawał, gdzie właśnie jest napis 85 lat. Jak swoje serce. I jak teraz to jeść, przywożę do domu. //
Środa

W słońcu i na rowerze do fryzjera, w centrum Międzylesia drewniana blaszana budka, ale z klimatem lat 70. Stefan ledwie się rusza, przypomina starego żółwia. I często świntuszy. Jesteśmy sami i nagle odczytuje mi swój wiersz, dzisiaj napisany, miał mało klientów. Najpierw czyta, potem go śpiewa. Nie był to liryczny utwór, raczej przyśpiewka pijacka. Przyszedł nowy klient, a to jest mój dalszy sąsiad, specjalista od zakładania alarmów, zakładał nam, miły facet. Potem, jak idę, kłaniają mi się sprzedawcy i czuję się jak na wsi. Szkoda, że to się skończy, część sklepików i punktów usługowych padnie, kiedy zrobią druga nitkę szosy (już robią), która podzieli miasteczko nas pół jak rzeka. Co za osioł to wymyślił. //

W Superstacji, gdzie wyraźnie brakowało nam tematów. Ślę felieton do kwartalnika „Psychiatra” Dostałem „Kolonię karną” już złamaną i przed pierwszą korektą.

Wtorek

W południe wychodzę do ogrodu i dotykam nieśmiałych jeszcze pąków na ramionach drzew.

Ania Janko zaprasza mnie na swój wieczór autorski. Mała przytulna biblioteka w Wesołej przy remizie strażackiej. I dopiero teraz dostaje od Ani książkę „Mała zagłada”, po kilku zdaniach wiem, że jest świetna. Ania mówi, że ładnie wyglądam, a ja jej na to szczerze, że czuję się brzydko. Poruszające to spotkanie z nią i książka o przekazywaniu traumy, to nie jest fatum jak chce Hellinger, a raczej cień, który rodzice mimowolnie rzucają na swoje dzieci.

Poniedziałek

Lubię chodzić do stomatologa. I sam się sobie dziwię. Ból, proszę bardzo, byle nie dużo. Potem do redakcji. I w księgarni. Udaje mi się nie kupić niczego. W samochodzie słucham „Annę Kareninę ” Tołstoja, jak mało już pamiętam sprzed dwóch lat. Tylko podziw ten sam dla Tołstoja, ale też dla Anny Polony, która to czyta. Na skwerach pierwsze żółte krokusy. Pomnik księdza Twardowskiego na ławeczce przy kościele wizytek. Niedawno pisałem wspomnienie o nim. //

Sobota i niedziela

Zaciąłem się paskudnie przy goleniu. Ale przynajmniej wiem, że moja krew jest czerwona.///

Im dłużej PiS nie rządzi, tym bardziej mu dziczeje żądza władzy.///

Oglądam Mariana Kowalskiego, kandydata narodowców na prezydenta. Jaka radość go oglądać i słuchać. Wygląda jak bandzior, problemy z uzębieniem, łysy, mimika oblicza jak u Mussoliniego. Ale nawet tu dotarła polityczna poprawność. Nie mówi nic o Żydach, a jeżeli to nie wprost i trzeba zmarszczyć czoło, żeby się domyśleć. Ekstremalność sądów i brutalność uproszczeń. I nagle myśl: całe szczęście, że jest PiS, oni są przy nim tacy normalni i kulturalni.///

Antoś wymyślił sobie jakieś klocki Lego, odłożył na nie pieniążki. I chce je natychmiast. I rozpacza, że nie mogą być natychmiast. Tłumaczymy mu, że największą przyjemnością, jest czekanie na przyjemność. Woła wielkim głosem: dla mnie nie !//

Czytam dzienniki nadesłane na nasz konkurs. Na razie nie ma ich wiele i jeszcze żaden mnie nie olśnił. Ale to zawsze cenne i ciekawe, żyć nie swoim a cudzym życiem.//

S. przybył ze swojej północy. Rozmawiamy, jak ma wyglądać druga broszura, którą wspólnie napiszemy. S. martwi się, że zejdę na serce, jak będę nadal brał takie duże dawki leków. Jeżeli się to stanie – to oświadczam, że mnie ostrzegał i to nie jego wina. //

Czy uda nam się jutro pójść do Narodowego na wystawę obrazów Boznańskiej. Zawsze ceniłem i lubiłem tę malarkę.///

Usypianie i odprawianie dzieci w podróż snu. Szkoda, że nie mogę się tam z nimi wybrać. Potem wsłuchuję się w ich oddechy. //

Niedziela o 15.40 „Suma tygodnia” w Superstacji. A w duszy jakaś trwoga. Wyrzuty sumienia, że za mało zajmuję się dziećmi. To pożeracze energii, a mam jej tak mało. //

Kończę autoryzować wywiad ze mną o moim późnym ojcostwie. Czy nie jestem w nim za szczery? 50% tego, co ludzie mówią o sobie, jest fikcją. //

Z rodziną w Muzeum Narodowym na wystawie malarstwa Olgi Boznańskiej. Bardzo dużo ludzi, co mi przeszkadza, ale cieszę, że malarstwo budzi coraz większe zainteresowanie. Antoś i Franio bardzo dzielni, nagle Franio mówi: „mam złą wiadomość, chce mi się siusiu”. Coraz bardziej skomplikowanych zwrotów używa, by porozumiewać się z nami. M. nie widziana od lat z ojcem. Ojciec zmieniony, ale do poznania, jakby ten dawny, ale skurczony w starca. Żadna sztuka nie dorówna obrazom życia. Boznańska zdaje mi się nierówna, jej najlepsze prace są świetne, ale okres „mgielny ” nie podoba mi się. A cała wystawa świetnie zrobiona, uświetniona nie tylko Whistlerem.///

Dzwonią na- koniec zwiedzania. Pierzeja domów naprzeciw nie ma już tylu znaczeń co kiedyś. Niektóre światła w oknach jakby pogrobowe. Dwie wyprowadzki: malarza Łukasza Korolkiewicza i Wieśka Uchańskiego z wydawnictwem „Iskry. Nie są to na szczęście wyprowadzki na inny świat a do innych miejsc. Jakoś mi zal, że ich tu już nie ma. Łukasz, jak zawsze żartowałem, miał podejrzanie blisko do Muzeum. I wiszą dwa jego obrazy na stałej ekspozycji w Narodowym. Najlepsze, że on przez rok nie mógł się wybrać do pobliskiego muzeum, by to zobaczyć. Tak, Łukasz jest artystą w esencji. Jak ktoś dzwoni do mnie o dziwnej godzinie, to jest pewne, że to dzwoni reżyser Michał Nekanda Trepka Mówi, że widział niedawno przypadkiem film, który zrobił ze mną i ze sobą, w którym znęcaliśmy się słynny marcowym przemówieniem Gomułki, pokazując fragmenty jego ględzenia. Dowcip z danych lat . Godzina nudy? Gomułogodzina. Padło w tym przemówieniu nazwisko mojego ojca. Pamiętam tez dzień marcowy roku ’68, oglądaliśmy to jego paranoiczne wystąpienie w naszym mieszkaniu na Iwickiej . Było coś niesamowicie komicznego w tym wystąpieniu, ale chwilami pachniało grozą.//

Piątek

Deszcz na szybie. W redakcji. Jak pokrętne są drogi niechęci innych do nas. Prawie zawsze to urażona ambicja i miłość własna. Inna sprawa, że większość arogantów nie widzi swojej arogancji, ona jest wpisana w ich zachowania mimowolne. //

Największe nietakty popełniam, kiedy się rozluźniam i jestem pewny siebie. Z tego bierze się czasami mała euforia i traci się rozum. //

Hybris, czyli pycha grozi każdemu, komu wydaje się, że odniósł sukces. Pycha władców i polityków – nie klęski, ale sukcesy gotują dla nich zgubę.//

Po dwóch latach znowu słucham „Anne Kareninę” Tołstoja. Ta proza zawsze tak samo genialna. //

Wielkie oczyska Frania i Antosia jakby nadal byli przybyszami z innej planety. //

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik