Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Trzy wiersze Mieczysławy Buczkówny

Jak w piosence

Kiedy mój ojciec szedł na wojnę
Pamiętam – śmiało błyszczały
Guziki w jego mundurze
– Kule nie będą się mnie imały –

Śmiał się – pamiętam – przedtem
W Legionach ranny pod Beresteczkiem
Medale krzyż miał… Virtuti
Pamiętam – niebieską wstążeczkę

Kiedy mój ojciec szedł na wojnę
Wyglancowane buty
W słońcu wesoło błyszczały
Pamiętam – długośmy się nie żegnali

A potem ranny hełm pamiętam
Krzyże w sosnowym lasku
Na siwych piaskach sosnowy polowy cmentarz
I hełm bez rzemiennych pasków

 

Na polach chwały

Pszczoły pył niosą
Dojrzałe w kwiatach spojrzenia
Wysuszonych oczu

Trawy na bohaterstwie wyżej urosły
Przegrana bitwa
Chrzęści w żołądkach krów

 

Spojrzenie

Fajerwerki lampiony muzyka
Noc – jak kula czarnoksiężnika
Noc – jak muszla pełna muzyki
A ja sama tutaj ja z nikim

Tańczą piją pod ręce się wiodą
Lśnią płomyki wina w krysztale
A ja siedzę nad szklaneczką z wodą
Duże papierosy palę

I wybuch śmiechu rozbłysnął jak raca
Zloty pierścień po stole się toczy
Ścianę muzyki na ziemię przewracam –
To ty spojrzałeś mi w oczy

Środa

O 7 rano kremacja mamy. Nie chciałem być obecny, nie tylko dlatego, że godzina okrutna. Nie należy rozdrabniać pożegnań. Chciałem jednak myśleć wtedy o niej, a zaspałem. Bliskość między snem a śmiercią, sen wieczny, tak to poezja weszła nam w krwiobieg języka. Napisałem o mamie felieton do „Przeglądu” z jej wierszami. Sam muszę dbać o jej pamięć, skoro media nie pamiętają.///

Jak się żyje tak długo, nie ma się już prawie znajomych i przyjaciół, odeszli. Ale taka garstka na pogrzebie ma w sobie najwięcej ciepła. Na pewno przeczytam kilka jej wierszy Jacek może coś zaśpiewa. Pogrzeb – stare Powązki, wtorek, kościół św Boromeusza , godz 14. Nas iluż pożegnaniach bylem w tym kościele, też będąc dzieckiem, więc z mamą i tatą. Stare Powązki- najpiękniejsza dzielnica Warszawy. //

Sam z Franiem na kilka godzin, ogród w słońcu, gramy trochę w piłkę. Znajdujemy kilka wielkich ślimaków. Jednego stawiam na ogrodowym stole. Franio nie chce dotknąć, kusi go, ale się boi. Obserwujemy, jak pracowicie zmierza do krańca stołu, przez chwilę zwisa nad przepaścią. Cofnie się, spadnie? Ani jedno ani drugie. Ma tak silne ssawki, że przechodzi na drugą stronę i pełznie po suficie stołu. Myślę, jak ja, ja też jakimś cudem pełznę po suficie. ///

Wtorek

W labiryncie warszawskich ulic, błogosławieństwo GPS-u. Szpital Bielański . „Jest jak lalka z wosku”. To też z wiersza Leśmiana. Jestem na kilka minut sam na sam z mamą. Ze wspomnieniem. Z konsternacją ostateczną. Wychodzę. Jeden z pracowników firmy pogrzebowej pali papierosa. Mam samochód niedaleko. Mija mnie żałobna furgonetka. Ciało w nim jest najmniej tym, czym Ona była. To już zużyty i niepotrzebny opakunek. Jadę przez miasto, fragmenty Warszawy, tak zmienione jakby były częścią już nie mojego świata. Próbuję się dogrzebać czegoś nowego we wspomnieniach o mamie, niczego nie znajduję, wszystko już jakby skatalogowane lub przez mnie opisane. Żyję ze wspomnień. /

Franio do mnie podchodzi: prawda tata, że każdy pociąg ma gwizdek? ///

Poniedziałek

Kiedy w poniedziałek jechałem do mamy, której już nie było, mijałem podwarszawski Wieliszew. Tam grób mojego dziadka, leży w zbiorowej mogile ze swoimi żołnierzami, zginęli we wrześniu w obronie Warszawy. 20 lat temu znalazłem ten grób przypadkiem, jeśli to był przypadek. Czy teraz też przypadek, że jest on na tej mojej żałobnej trasie? Staję tam na chwile, by jemu, niespełna 40-letniemu, powiedzieć, że umarła jego córka w wieku 90 lat. Dotykam granitu, płowieje napis por. Wilhelm Buczek .///

Rzeczy po zmarłym są jak pióra po ptaku. ///

Trywialność tych urzędowych obrzędów wobec śmieci. Urzędnicy powinni być w czarnych maskach i w togach i nic nie mówić. //

W biurze pogrzebowym podobnie, więc trywialne, ale nawet serdecznie, pani opowiada mi, między cenami urn, o pieskach, które czekają na nią w domu. Mówię, jakie ma pani ładne pismo. Ona : to tata mnie uczył. Chińskie pierożki jem w pobliskim pawilonie robione przez prawdziwych chińczyków. Śmierć od razy zasypana gruzem życia,///

Myślę o wierszu Leśmiana. „Do siostry ” – „Śmierć patrzy w kość, nie w twarz.” //

Warszawa w słońcu, jadę pewnie i szybciej niż zwykle, niech przemówią wszystkie konie we moim samochodzie.//

Dzisiaj do naszej parafii, proboszcz młody, ładny i bardzo cywilny. Ma w swoich teczkach informację, że w naszym domu nie przyjmowano księdza po kolędzie. I nawet ktoś powiedział: „moją modlitwą jest poezja”. Domyślam się , że ja, ale nie pamiętam. Nie wiedziałem, że kościół też zbiera na mnie materiał, jak kiedyś zbierała SB. Ksiądz łaskawy dał jednak zgodę na mszę w kościele Boromeusza, ale obok zgody napisał komentarz.„Parafia od lat nie miała kontaktu ze zmarłą, brak przyjęć w czasie kolędy. ” //

Ja zażyczę sobie pogrzebu świeckiego, psychicznie nie stać mnie na katolicki. Pogrzeb mamy 12 maja, wtorek msza kościele św. Boromeusza o 14 i pogrzeb… stare Powązki. //

W „Czarnej owcy”, muszę jednak pomóc promocji i dać kilka adresów do wysyłki. Mam po raz pierwszy książkę w ręku, zaskakująco gruba. Okładka, co do której miałem wątpliwości, jednak bardzo dobra. //

Antoś robi mi masaż pleców i karku, 4 minuty za dwa złote. Przydał mi się ten masaż . On bardzo poważnie to traktuje, ma katalog swoich usług i cennik///

Debata prezydencka, co za żenada, jaka prowincja. Wszyscy się skompromitowali też dlatego, że nikt nie zaprotestował, kiedy psychicznie chory kandydat bredził antysemicko. Duda, manekin, Ogórek i Jarubas, manekiny, Kukiz idiota. Szwy wyszły ze wszystkich. Jaki wstyd. Dobrze, że Komorowski nie wziął w tym udziału. ///

Po północy: czytam dzienniki mamy 55, 56 rok, z trudem odczytuję jej pismo.///

 

Niedziela

Z Antosiem w Helenowie, na rowerach w majowym słońcu. Franio niestety ciągle chory i jest gorzej, grozi to szpitalem. //

Usypiam Antosia, czytamy na dwa głosy „Filonka bez ogonka” , gdy dzwoni telefon. O takiej godzinie to jak kiedyś telegram. Mama nie żyje.

Piątek

U mamy, jest ledwie, ledwie, jestem poruszony tym, jak znika, a tyle teraz siedzę w jej młodości, w czułości i niepokojach o mnie, gdy byłem dzieckiem. //

Na chwilę do Janusza, mojego kuzyna odnalezionego nie tak dawno, który cudem wyszedł z choroby, właściwie nie cudem, a dzięki postępowi medycyny. Pyszny domowy obiad. Janusz pokazuje bliznę na piersiach, wielki biały krzyż. Jest jego partnerka i jest mama, czyli moja ciocia. Coraz bardziej staję się rodzinny, to też znak upływu lat. Zarosłem przez ten rok czasem, czy dam radę jeszcze się z tego oskrobać? ///

W domu dzieci szaleją, Ewa zmęczona domem, a ja wracam do katorgi komputera. Nawlekanie koralików liter na sznury słów i zdań.//

Wieczorem wysyłam Ewę do kina, a sam z dziećmi. Kiedy byłem dzieckiem, uwielbiałem ciuciubabkę, odziedziczyli to po mnie. A teraz już mniej lubię…ale co robić. Mam jednak więcej energii i sił niż tydzień temu. Tylko sam sobie zdaję się być bezrefleksyjny. I źle mi się pisze, bo nie myśli mi się. Potrzebuję urlopu od pisania, ale strach, że po kilku dniach bez klawiatury, już nie mógłbym do niej wrócić. //

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik