Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Czwartek

We wtorek o mało nie spóźniłem się na pogrzeb mamy, jakiś wypadek i korek. To był słoneczny i ładny pogrzeb. W kościele Franio szepce: ,mama, jak tu ładnie”. Ola z wieńcami, piękna biała kompozycja. Garstka ludzi, ale zupełnie wystarczająca. Ksiądz Niewęglowski serdeczny, ładnie mówił o mamie, którą tak dobrze znał. Jacek Telus spod ołtarza zaśpiewał wiersz mamy. Idziemy za dwukołowym wózkiem, na którym urna z prochami. Antoś bardzo przejęty i poważny, Franio zaczyna grymasić. Idący z nami jak szal żałobny. Mijamy grób Staffa, z którym rodzice się przyjaźnili, obok Wiech, pamiętam, jak siedział z nimi przy stole w Sopocie. Uchylona płyta nagrobna. Ksiądz odprawia swoje czary mary, ładne to, potem ja czytam jeden wiersz ojca, trzy mamy i swój na pożegnanie. Kilka słów o mamie mówi Iwonka Smolka w imieniu Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. ///

Adaś Sandauer do mnie: Pochowaliśmy już swoich rodziców, teraz kolej na nas. ///

Potem dla najbliższych spotkanie u nas w domu, w ogródku, wśród białych i fioletowych, bzów, które szaleją.//

Wczoraj Superstacja, tam potkanie z prof. Stępniem, kiedyś szefem Trybunału Konstytucyjnego.//

Dzisiaj jakoś nie mogę pisać, snuję się po domu. Już widzę, że jestem skłonny pisać książkę o depresji, bo boję się Iwickiej. Po Antosia do szkoły. Dopiero teraz kupuję „Przegląd” , gdzie mój wspomnieniowy tekst o mamie. Zwiedzam obok niedawno otwarty sklep piekarni Grzybki, pysznie to wygląda. I całkiem spora kolejka. A niedaleko jest podobny sklep, ale kiepski, więc skazany teraz na zagładę. Spotykam Wiktora Kulerskiego, mój daleki sąsiad, kiedyś minister kultury naszego podziemnego świata. Z jego bratem siedziałem w jednej celi. Był potem wiceministrem kultury. Człowiek z klasą. Teraz odsunął się od wszystkiego i opiekuje się bezdomnymi kotami. Pytam go, ile pochował, mówi dziesięć. A też dla dziesięciu udało mu się znaleźć opiekunów. Mam wrażenie, że Wiktor ma serdecznie dosyć ludzi, stąd jego miłość do kotów. //

Wraca do mnie poezja. Pisać ją na przekór niepoetyckim czasom//

Wiersz, który napisałem wczoraj w nocy

Śmierć mamy

Moja mama umarła
Jakby zawsze miała umrzeć
A przecież kiedyś
Było to nie do pomyślenia

Czytałem swojemu synkowi
Przygody „Filonkabezogonka”
Kiedy nagle zadzwonił telefon
W czasie kiedy nie dzwonią telefony

I wszystkie rzeczy w domu
Nawet obrazy na ścianach
Rozkołysały się
Jak to bywa podczas trzęsienia ziemi
A potem nic
Jakby nic się nie stało
Tylko gdzieś daleko pociąg zadudnił
I psy się rozszczekały
Dobranoc mamo

Poniedziałek

Wczoraj przed 21 samochód z telewizji. Po raz pierwszy do lat byłem trochę zdenerwowany, czyli mała trema, od której już się odzwyczaiłem. Zimno, krajobraz kosmiczny. A tle fasada nowego gmachu telewizji projektu szalonego Sławka Bieleckiego, mruga oczkami dron, kamery jak sępy szybują na sceną. Przezornie ubrałem cienki sweterek pod marynarkę, gdyż wcześniej w tv widziałem, jaka jest sceneria. Nikt nie był uprzedzony, że to będzie na wolnym powietrzu, a dmuchawy będą tylko wyć, ale nie ogrzewać. Jak na mroźnym lotnisku. Politycy siedzą przy stole z Piotrem Kraską i komentują, trzęsąc się z zimna.//

Namiot z kawa i herbatą, ale tam też zimno. Prof. Michał Kleiber przybywa, do niedawna szef PAN-u, wybitny naukowiec i świetny człowiek. (Na dodatek był kiedyś mistrzem Polski w tenisie i jest mężem słynnej pięknej płotkarki Teresy Sukniewicz). My chyba jesteśmy na „ty” mówi do mnie, na pewno nie , ale udaję, że się waham i nie jestem pewien, podajemy sobie ręce. I jest Marek Migalski, nie znosiłem go, kiedy był politykiem PiS-u, teraz poza polityką, niezwykle miły. W końcu przybywa Wojciech Pszoniak. Tylko koszula, marynarka, apaszka, jasna marynarka, trzęsie się z zimna. Wszyscy się trzęsiemy. Pszoniak mówi do mnie: to skandal, że tak zimno. I jaki wynik! Jego niebieskie oczy nagle stają się stalowe. Niesamowite, jak zagrał tymi oczami. Cała Polska jednak tego chyba nie zobaczy, bo wścieka się i chce wracać do domu. Walczę, by został, proszę ludzi z tv, by skombinowali mu jakąś kurtkę, a najlepiej kożuch. Zupełna ich bezradność. Cudem go przekonuję, że przy stoliku mają być dmuchawy i może będzie ciepło. Siada obok mnie. Ale przy stoliku nie tylko zimno, ale hulają przeciągi. Prowadząca Beata Tadla też trzęsie się z zimna. Nagle Pszoniak wstaje i mówi: ja jestem poważny człowiek, mam dosyć, wracam do domu. Na szczęście jeszcze nie jesteśmy na wizji. //

W malej przerwie mówię: zauważyłem, że publiczne mówienie, bardziej rozgrzewa niż mówienie prywatne. ///

A trwało to grubo ponad godzinę. Sport ekstremalny. W budynku potem czułem się… jak mi zdarzało w wielki mróz na nartach… zajeżdżać do ciepłego schroniska.///

Staram się traktować wyniki pierwszej tury nie jako katastrofę, ale przygodę i wyzwanie. A więc tak samo jak swoje życie. //

Dzisiaj pojechałem na Powązki, by umyć grób.///

Cieszę się, że ksiądz Wiesław Niewęgłowski będzie celebrował mszę. Ewa kupiła dla Antosia czarną marynarkę.///

Sami bez dzieci, jaki pokój i spokój. //

Niedziela

Jak łatwo teraz pochować u nas człowieka. To jednak znak postępu. Ale jak ma się to do smutku?//

Nie ma w domu dzieci, taka cisza, że słychać własne myśli. I nie ma wtedy żadnych konfliktów między nami. Dzieci, ile radości ile stresów. //

Dzisiaj mam trzy godziny wykładów w Wołominie. Gdy kończy się cisza wyborcza, czyli po 21 jestem TVP info, studio chyba w Pałacu Prezydenckim, jednak nie czuję się pewnie .//

I jeszcze wiersze mamy

Dawna fotografia

Siedzimy obok siebie
Nad strumieniem w górach
Zatrzymany we włosach wiatr
W oczach lecący blask

Usiedliśmy naprzeciw
I nie widzimy się

Dzieli nas zmarłych oddechów
Ośnieżona góra
Głośno spada woda
Z dziesięciokrotnym echem lat

Dziecku

Zaledwie dostrzegalny w pocałunku
Odezwałeś się z głębokiego cienia
Wyprowadziłam cię na światło
I poruszyłam twoje serce

Ze źródła twojego płaczu
Począł się świat

Gdy z zaciśniętej piąstki
Uwolniłeś noc
Drgnęło powietrze
I deszcz wydarł ziemi
Pierwszy kiełek zieleni
Dla twoich pustych oczu

Kupowanie butów

Od małej stópki
Która mieściła się w dłoni
Do takiego żołnierskiego buta

Moja czułość w odciskach
Tak twardo obuta

Gaśnie woda

Gaśnie woda
Wschodzą słowiki

W ciemnym milczeniu
Róża odchodzi aleją zapachu
Twoje palce
Zakwitają w mojej dłoni

Czarne i białe

Kiedyś – pisałam
Czarnym zwątpieniem
Na białej kartce nadziei
Dzisiaj – piszę
Białą nadzieją
Na czarnej kartce zwątpienia

x x x
„W oknie światło na firance
Świergotliwy mróz
Dzwoni jak łyżeczka w szklance
Jadący gdzieś wóz.”

Sobota

Czytam wiersze mamy, też stare, zawsze wydawane w PiW-ie i w Czytelniku. Wśród dobrych wiele wierszy słabszych, ale one szczególnie mnie do niej zbliżają. Już wcześniej zauważyłem, że te słabsze rzeczy u pisarza są jak ujawniona pewną niezręczność, potknięcie, więc to intymność. //

Niespodziewanie dzwoni ksiądz Niewęgłowski, dawny duszpasterz środowisk twórczych, mówi, że chce poprowadzić mszę za mamę, którą tak dobrze znał. Cieszę się. Tym bardziej, że wiem, że ma do mnie pewien żal, że gniewał się, i taki telefon jest aktem wybaczenia. //

Dzwoni TVP Info…proszą, abym komentował wybory w studio wyborczym, zaproszony też m.in. Wojciech Pszoniak, i jeszcze dwóch komentatorów. Jutro -niedziela – 21.30 – 22.20. Przez chwilę waham się, czy się zgodzić ze względu na mamę. Ale mówię tak. W niedzielę mam jeszcze wykład dla studentów .//

Patrzę w nekrologach, podobnie jak mama, 3 maja zmarł Kastuyaki Kambara, biznesmen japoński mieszkający w Polsce. Był przyjacielem Agnieszki i Joshiha, podobnie jak ja. Na ich polska japońskim ślubie byłem świadkiem Agnieszki, on Joha. Nalewaliśmy im trzy razy sake do miseczki. Kambara – świetny judoka, miał 4 dan. Nie poznał jednak chwytu, by wywinąć się śmierci. ///

Dzisiaj też dwie godziny w wyższej szkole…///

Piątek

Dni mi się mylą , to już piątek/// /

Za mało we mnie smutku i rozpaczy po odejściu mamy. A może sam nie wiem, co czuję. Paradoksalnie dopiero teraz minęła mi depresja. Czuję się normalnie, więc każda chwila nie jest już dyskomfortem. Panuję więc nad sobą i nad sytuacją. //

W Iskrach u Wieśka, nie muszę nic mówić, on czyta moje myśli. Niebywale wielki i dostatni jego gabinet, pełen dzieł sztuki, ledwie go widzę jak siedzi za dalekim biurkiem, a w oknach wielki taras z widokiem na tęcze na Placu Zbawiciela. Bardzo jest zainteresowany moją książką o Iwickiej, zapala się, a oko przyjaciela zmienia się w oko rekina. Tu jednak będę negocjował: potrzebny mi jest sekretarz lub sekretarka na pół roku co najmniej. W pewnie będzie na pogrzebie. Daję mu „Kolonię”, która czytał w dawnych wersjach, z entuzjazmem, ale miał wątpliwości co do ówczesnej części kobiecej. Jadę samochodem, za szybko teraz jeżdżę, kiedy dzwoni, mówi, „czytam cześć Ona, świetne, coś mi to pachnie bestsellerem. //

W „Czarnej Owcy” chwilę z Pawłem, potem znowu adresuję kilka sztuk książki, też do Janusza Gajosa, bardzo był ciekawy tej książki od strony teatru. Krysi Jandzie i Marysi Seweryn zawiozę do Polonii. W magazynie wydawnictwa spotykam S., był radcą prasowym ambasady w Sztokholmie, ale pokój miał w moim Instytucie. Lubiłem go. Kupił dla mnie tam telewizor, miał dojścia, a ten telewizor był u mnie w domu jeszcze kilka lat temu i świetnie działał. O czym mu mu mówię. S. ujawnił się niedawno jako as wywiadu wojskowego i pisze pod pseudonimem książki wspomnieniowe- szpiegowskie dla „Czarnej Owcy”. Zupełnie wyłysiał. Głos ochrypły jakby po operacji gardła. Mówi, że jest rozdarty między Polską a Szwecją.///

Telefon do Oli, była moją koleżanką z klasy. Najkrótsze minispódniczki w szkole i dobre nogi. Córka dygnitarza partyjnego. Kłopoty wychowawcze. Dzisiaj Ola jest super, z kurwą na ustach, ale też z wielką serdecznością. Ma klucze do domu Edgara Kereta, pokaże mi kiedyś to najwęższe mieszkanie świata, rozmawiałem o tym w Edgarem w Tel Awiwie. Nie ma kropli krwi żydowskiej, ale walczy z Polskim antysemityzmem. Niedawno publicznie nawymyślała Braunowi, a ona i przyłożyć potrafi. Ola ma w centrum Warszawy kwiaciarnie, też wiązanki i wieńce… Przed laty wielu, kiedy mieliśmy spotkanie naszej klasy, poprosiłem aby każdy z nas opowiedział co robi. Krzyś mówił: mam w Warszawie zakład okulistyczny i każdy z was do mnie kiedyś trafi. Na co Ola;. mam kwiaciarnię , więc do mnie też każdy z was przyjdzie, prędzej czy później. Kiedyś wpadłem do zakładu Krzysia – jestem mówię. I zrobił mi za darmo okulary od czytania. Teraz dzwonię – Ola, zgłaszam się do ciebie, moja mama umarła. ///

Z Antosiem na basenie. Chodzi na lekcje pływania. Do tej pory jak kot czułem niechęć do wody, to też nie było normalne. Ja, który tak lubiłem pływać. Teraz idę z nim na basen i ostro pływam, ale flak jestem i dostaję zadyszki, minie, jak będę ćwiczył. Pod prysznicem widzę faceta z niebywale dorodnym przyrodzeniem. Zjawisko. //

Czytam wiersze mamy i znajduję kilka o kwiatach i już wiem, jakie lubiła, to pomoże Oli w kompozycji. Jacek na pewno coś zaśpiewa. Ja przeczytam dwa wiersze, mamy i ojca. O ich fascynacji sobą w latach 40. //

Pytam przy stole Antosia: powiedz, co ty chłopczyku do mnie czujesz? Przewraca wielkimi, pięknymi oczami mojego ojca i mówi: miłość.//

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik