Księżna Kate i książę William przyjadą w lipcu do Polski

fot.123rf

Windsorowie od lat traktowali Kate jak członka rodziny – nie było dziedziny, w której panna Middleton nie zdałaby u nich egzaminu. W przeciwieństwie do Diany Kate umiała i lubiła jeździć konno, nauczyła się też strzelać i tropić zwierzynę na polowaniach. Lubiła sport i piesze wycieczki, nie przerażało jej, że podczas pobytów w Balmoral wychodzono na spacery nawet w poziomo siekącą ulewę. Przyjaciele i kuzynki Williama i Harry’ego przyjęli ją do swojego grona z otwartymi ramionami, bo umiała bawić się do rana, ostatnia schodziła z parkietu, ale nigdy nie widziano jej w kompromitującej sytuacji. Bywalcy klubów w Chelsea mieli czasami okazję zobaczyć rozchichotaną Kate, sprawnie żonglującą drinkami i rozbawiającą dowcipami wszystkich zebranych, ale żadne zdjęcie z tych imprez nigdy nie przedostało się na łamy prasy. Catherine ma bowiem poczucie humoru, ale wzorem królowej Elżbiety w oficjalnych sytuacjach stara się z nim nie ujawniać.

reklama

Po zaręczynach pałac Buckingham zafundował przyszłej księżnej nie tylko prywatne lekcje etykiety i poprawnej wymowy, lecz także spotkania z psychologiem. Nauczeni fatalnymi doświadczeniami Windsorowie nie mogli pozwolić sobie na wrzucenie kolejnej młodej dziewczyny na głęboką wodę życia na dworze i w oko cyklonu mediów bez przygotowania. Kate poszła o krok dalej i sama poprosiła o spotkania z doradcą, który wyjaśniał jej, na czym będzie polegać jej rola, i udzielał korepetycji ze stosunków międzynarodowych. Bez szemrania zaakceptowała też swoje miejsce w szeregu: protokół dworski wymaga, aby Kate, gdy nie jest w towarzystwie Williama, dygała nie tylko przed królową i księciem Filipem, ale również przed teściami, a nawet przed księżniczkami Zarą, Eugenie i Beatrice. Trudno wyobrazić sobie, żeby młodsze pokolenie rodziny królewskiej przestrzegało tego zwyczaju, ale Catherine pilnuje, aby w sytuacjach publicznych nikt nie mógł zarzucić jej nieznajomości konwenansów.

Wichura zmian

Po ślubie William wynegocjował u babci dwa lata wakacji od obowiązków publicznych dla siebie i dla żony. Zamieszkali w północnej Walii, na wyspie Anglesey, gdzie książę pracował jako pilot dla RAF, a Kate zajmowała się ich wynajętym domem, robiła zakupy w miejscowych sklepach i namiętnie gotowała – jej specjalność to pieczony na kilka sposobów kurczak. Nie zatrudniała nikogo do pomocy, a jedyną jej asystą było dwóch ochroniarzy. Gdy William wyjechał z armią na Falklandy, książę Karol wziął synową pod swoje skrzydła: wraz z Camillą kupili jej zestaw strojów i zaprosili do wspólnych warsztatów artystycznych z dziećmi, którymi zajmują się organizacje charytatywne pod ich patronatem. Na kolejnym spotkaniu z pacjentami dziecięcego szpitala w Liverpoolu Kate zachowywała się już, jakby przez całe życie zaszczycała podobne okazje. Zniknęła jej nieśmiałość, okazało się, że potrafi mówić pełnym głosem. Odpowiadała na pytania dzieci: że tęskni za Williamem, który ją rozpieszcza, i że bycie księżną jest bardzo przyjemne.

Zachęcana przez teścia zbudowała własne portfolio organizacji, którym patronuje. Dziś udziela swojego wsparcia i wizerunku dwóm muzeom i kilku organizacjom sportowym, ale przede wszystkim angażuje się we wspieranie prac hospicjów dziecięcych, rodzin borykających się z uzależnieniami i na rzecz opieki psychiatrycznej nad nastolatkami. Ten ostatni wybór spotkał się ze szczególnym uznaniem, bo to problem, o którym mówi się zbyt rzadko. Kate i William zapowiedzieli nawet, że jeśli ich dzieci będą borykały się z problemami natury psychicznej, wyślą je na terapię. Nic nadzwyczajnego?

A jednak u Windsorów nikt nie wpadł wcześniej na to, że bulimię Diany czy depresję Sarah Ferguson należało leczyć. Samo postawienie pod znakiem zapytania postawy akceptacji wszystkiego w godnym milczeniu to jak na tę rodzinę istna wichura zmian. Kate ostatnio w swoim wystąpieniu podjęła też kwestię presji bycia rodzicem idealnym. Przyznała zainteresowanym prawo do wyjścia poza wzory, do słabości i szukania pomocy. Księżna też człowiek. Nieobce jej troski i zmartwienia. Królową ludzkich serc pewnie nie zostanie – Diana promowała jednak tak niepopularne tematy, jak walka z AIDS czy pomoc ofiarom min lądowych. Księżna Cambridge nie jest gotowa pójść równie daleko. Na razie.

Swoje obowiązki wobec monarchii wypełnia bez zarzutu. Pierwszym zadaniem żony przyszłego następcy tronu jest urodzenie dziedzica, a drugim – kolejnego dziecka. Kto nie pamięta medialnej histerii wokół narodzin księcia George’a i jego siostry Charlotte? Kate spisała się na medal: od prezentowania się na oficjalnych paradach z wielkim brzuchem, ale na wysokich szpilkach, po pokazanie fanom noworodków zaledwie kilka godzin po porodzie, kiedy to wyglądała, jakby wróciła ze spaceru po łące. Każda inna kobieta chciałaby się w tych warunkach wyspać lub liczyć w kółko palce dziecka, księżna ani na chwilę nie zapomniała o konieczności uszczęśliwiania Brytyjczyków i mediów. Gdy przychodzi do celebracji okazji wspólnie z rodziną królewską, Catherine regularnie kradnie show. Na tle zwyczajowo skwaszonych Windsorów księżna prezentuje się jak gwiazda filmowa – promienna i idealnie ubrana – nawet kiedy trzyma na rękach zaślinioną od ząbkowania córkę. Czasem wymienia ze szwagrem Harrym jakiś dowcip i oboje starają się powstrzymać chichot. – Kate jest idealną celebrytką: piękną, elegancką, z nienagannymi manierami. Przyjemnie się na nią patrzy, nie trzeba jej słuchać, bo rzadko odzywa się publicznie. Spełnia wszystkie oczekiwania estetyczne mas, a z racji tego, że nie opowiada o kulisach swojego życia, pozostawia niedopowiedzenie, jakąś tajemnicę – mówi Richard Kay, dziennikarz przez dziesięć lat piszący o dworze królewskim do „Daily Mail” i autor biografii Elżbiety II. – Dzięki temu budzi fascynację, podobnie jak gwiazdy Hollywood z lat 30. Mam też solidne przesłanki, żeby sądzić, że jest to w pełni zaplanowana strategia. Kate uczyła się od Williama, że mediów się nie uniknie, ale nie wolno się z nimi kontaktować. Każde słowo może być użyte przeciwko tobie. Nigdy nic nie komentuj, rób swoje. Nuda? A może przyzwoitość i klasa? Tą ostatnią mogłaby obdzielić połowę tych, którzy z racji tytułów i urodzenia uważają, że stoją od niej właśnie o klasę – społeczną – wyżej.

Catherine nigdy nie zaniedbuje spotkań, które wpisała do kalendarza jej osobista sekretarka. Nie może pozwolić, żeby poddani Elżbiety II zarzucili jej status darmozjada. I wcale nie chodzi tu o pieniądze podatników. William odziedziczył przecież po matce 15 milionów funtów, a utrzymanie domu i wiele wydatków Cambridge’ów pokrywane są z prywatnej kiesy księcia Karola. Koszty ich ochrony czy utrzymania pałacu Kensington nie są znane. Jedyna suma podana do wiadomości to wydatki na oficjalne wizyty zagraniczne – w ubiegłym roku było to niecałe 140 tysięcy funtów na ich dwoje. Kate i William nie kosztują więc Brytyjczyków milionów, jak często im się zarzuca. Księżna wie jednak, że jej każde publiczne wystąpienie w zupełnie inny sposób przekłada się na pieniądze. A są to sumy niebagatelne.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »