Księżna Kate i książę William przyjadą w lipcu do Polski

fot.123rf

Moda za miliard

reklama

Wpływ księżnej na biznes modowy doczekał się osobnego terminu – „efekt Kate”. Brytyjski „Newsweek” oszacował, że warta jest ona dla tego segmentu rynku miliard funtów, bo gdy pokaże się w jakimś stroju publicznie, natychmiast skutkuje to zamówieniami na tę rzecz o kilkaset procent wyższymi niż normalnie. Dane te trudno zweryfikować, tym bardziej że Catherine ma frustrujący dla domów mody i projektantów zwyczaj wybierania modeli z poprzednich sezonów, jak również szperania po TK Maxxach i outletach. W Wielkiej Brytanii jej kreacje zawsze spotykają się z uznaniem. Za oceanem ocenia się ją nieco bardziej obiektywnie. – Ikona mody? Nic podobnego! Księżna ma wyczucie stylu, ale zawsze ubiera się zgodnie z trendami, nigdy ich nie wyznacza – zawyrokował Gregg Andrews, dyrektor działu mody sieci amerykańskich sklepów Nordstrom. – Gdyby wyjąć ją z kontekstu rodziny królewskiej i postawić na nowojorskiej ulicy, nikt by nie zwrócił na nią uwagi. To piękna kobieta, ale stapia się z tłumem. – Czy Kate jest taką ikoną mody jak Kate Moss? Absolutnie nie – zgodziła się z nim była szefowa działu newsów modowych amerykańskiej edycji „Elle” Anne Slowey. – Czy wszyscy zwracają uwagę, w co się ubiera, i mają na tym punkcie obsesję? Oczywiście, że tak. Oboje podkreślili, że wiele kobiet uznaje styl księżnej za wzór, szczególnie w ostatnich latach, kiedy Kate zaczęła wybierać odważniejsze kolory i fasony.

Oficjalnie nie zatrudnia stylisty i lubi sama robić zakupy, więc jest nieprzewidywalna – to wyłom w dotychczasowych zwyczajach na królewskim dworze, ale pod tym względem Kate postawiła na swoim. Najwięcej na jej wyborach zyskują marki takie, jak Reiss, Whistles, MaxMara, Jaeger, L.K. Bennett, gdzie kupuje swoje beżowe szpilki, ale również sieciówki Zara i Topshop. Jej ulubieni projektanci to Sarah Burton, szefowa domu mody Alexander McQueen, i Jenny Packham. Gdyby księżna mogła czerpać profity z tego, w co się ubiera, byłaby najsłynniejszą szafiarką świata. Jej pozycja, oczywiście, na to nie zezwala – asystentka codziennie odsyła projektantom torby pełne strojów i dodatków. Proponuje też przekazanie ich na rzecz jednej z organizacji charytatywnych.

Od czasu narodzin George’a i Charlotte „efekt Kate” jest też widoczny na rynku ubrań i artykułów dziecięcych. Wszystko, co mają na sobie dzieci książęcej pary – od bucików po spinki do włosów – powoduje, że tłumy brytyjskich rodziców ruszają do sklepów, aby ich pociechy mogły wyglądać podobnie. Raport Brand Finance twierdzi, że książęce dzieci warte są dla biznesu więcej niż ich mama – razem aż 3,2 miliarda funtów.

Wsi spokojna, wsi dyskretna

Kate zdecydowała, że najlepszym miejscem dla jej małych dzieci będzie dorastanie w wiejskim domu Cambridge’ów Anmer Hall w hrabstwie Norfolk. Mieszczący się na terenie królewskiej posiadłości Sandringham dom i otaczający go rozległy park dostali w prezencie ślubnym od królowej. Po kosztującym półtora miliona funtów remoncie Catherine zajęła się instalowaniem rodziny w nowych warunkach. William zaczął pracę jako pilot helikoptera w służbach ratunkowych, a ona dała ogłoszenie o poszukiwaniu nowej gosposi i ogrodnika. Nie w agencji pośrednictwa – w jej sferach takie anonse zamieszcza się w magazynie „Lady”. Nie wiadomo, jaką oferowała pensję, ale kandydaci nie pchali się drzwiami i oknami. Z pomocą przyszli jej rodzice: przekazali prowadzenie firmy młodszej córce i na kilka miesięcy wprowadzili się do Williama i Kate. Carole Middleton zawiadywała gospodarstwem, a Michael zajął się ogrodem. W opiece nad dziećmi pomaga księżnej hiszpańska niania Maria Teresa Borallo. Państwo Middleton chcą teraz na stałe przenieść się w pobliże córki. Ich status w rodzinie królewskiej to zupełna nowość: rodziny Diany, Sarah Ferguson czy księżnej Sophie znikały z horyzontu natychmiast po zamążpójściu dam. Nic podobnego nie ma miejsca w przypadku Middletonów: są regularnie zapraszani zarówno na oficjalne, jak i prywatne celebracje monarszej rodziny. Przypieczętowaniem tej akceptacji była ich obecność na barce biorącej udział w paradzie rzecznej na Tamizie z okazji urodzin królowej. Nikt już nie wypomina im rzekomych aspiracji do ocierania się o monarsze progi.

Dzień jak co dzień

Codzienność księżnej jest raczej idylliczna: zawozi George’a do przedszkola, jedzie z Charlotte po zakupy, organizuje z gosposią plan posiłków i kiedy może, sama staje przy kuchni. W okolicy wszyscy ją znają i nikt nie robi z tego sensacji. Nikt nie robi zdjęć, nie rozmawia z prasą. O swoich się nie plotkuje.

Kate spędza kilka godzin dziennie ze swoją sekretarką, planując oficjalne wizyty i sprawdzając korespondencję od organizacji, którym patronuje. Raz w tygodniu spotyka się z tutorem, który wykłada jej zarówno historię monarchii, mechanizmy rządzenia państwem, jak i zagadnienia polityki zagranicznej, społecznej i finanse. Chodzi na spacery z psem. Beszta męża, kiedy ten wchodzi do domu w zabłoconych butach. Gdy dzieci zasną, jeśli ma siłę, nałogowo oglądają z Williamem seriale. Na pewno czasem ma kiepski dzień, dzieci ją frustrują i ma ochotę do nikogo się nie odzywać. Ale jej małżeństwo wydaje się udane.

– Oboje są świadomi tego, jak się publicznie prezentują, ale jeśli spojrzy się na ich zdjęcia, widać, jak dobrze się ze sobą czują – mówiła niedawno w wywiadzie telewizyjnym specjalistka od mowy ciała, pisarka i trenerka psychologiczna Judi Jones. – Nie widzimy już ich tak często w czułych uściskach. Częściej podają sobie dzieci, niż padają sobie w ramiona. Ale gdy widzimy ich samych, oboje przybierają takie same pozy, widać między nimi współpracę i porozumienie. Czasem Catherine pozwala sobie na półuśmiech w stronę męża, a on wyraźnie stara się nie roześmiać – jakby przekazywali sobie tylko dla nich zrozumiały żart. To dobrze działający zespół.

Żeńska część tego duetu musi się jednak starać bardziej, bo ciągle się uczy. A zdaje sobie sprawę, że jej pozycja to praca na całe życie. Jej mąż jest drugim pretendentem do tronu po swoim ojcu Karolu. Księżna ma szansę zostać królową.

Podczas pięciodniowej wycieczki książęca para, wraz z dziećmi (księciem George i księżniczką Charlotte), odwiedzi Polskę i Niemcy. Do Warszawy członkowie królewskiej rodziny zawitają 17 lipca.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »