Kto tak naprawdę przegrał wybory w USA? – felieton

fot.123rf

W tej sytuacji warto zadać więc pytanie – czy Hillary Clinton miała szansę na wygraną? Wielu, w tym ja, wierzyło, że tak. Nawet nam nie udało się jednak uniknąć uwłaczających stereotypów. Komentatorzy z lewa i prawa niczym papugi powtarzali argument o chłodnym i trudnym do zaakceptowania usposobieniu Clinton. Dziennikarskie lenistwo sprawiło, że niewiele czasu poświęcono jej faktycznym politycznym osiągnięciom, zarówno z czasów, gdy była senatorem z Nowego Jorku, jak i okresu, gdy piastowała urząd Sekretarza Stanu w administracji Obamy. Ba! Nie mówiono nawet o jej konkretnych porażkach. Konstruktywna krytyka oznaczałaby bowiem, że jej polityczna pozycja została zauważona i doceniona. Clinton musiała sama powtarzać wszystkim o swoim ogromnym doświadczeniu, na co wielu reagowało z nieskrywaną niecierpliwością. Nawet jej wyborcy żartowali, że czas przestać się przechwalać, ponieważ nie pomaga to ocieplić jej chłodnego wizerunku.

reklama

Zdarzały się momenty w trakcie kampanii, gdy Clinton podkreślała swoją rolę matki i babci. Nie było w tym nic złego, jednak niektóre kobiety, w tym również mnie, bolało to, co oczywiste – kandydatkę zmuszano, by zrekompensowała czymś własne ambicje. Posiadanie rodziny miało pokazać, że Clinton ma też “normalne” potrzeby. Jakby chęć spełnienia się w roli najważniejszego przywódcy świata była czymś nienaturalnym. W tej kwestii bardzo zawiodły inne kobiety – wiele z nich zagłosowało na Trumpa. Niektóre dlatego, że łatwiej im było zaakceptować wredną twarz status quo niż odwagę kobiety, która przypomina im o własnych stłamszonych ambicjach.

Ciężko znaleźć kobietę, która walcząc o własną przyszłość, często z myślą również o przyszłości swojej rodziny, nie spotkała się z krytyką ze strony innych kobiet. Ilekroć piszę o feminizmie, mam w głowie obraz mojej mamy, która wychowywała mnie samotnie, jednocześnie pracując i ciągle się kształcąc. Nie ukrywam, że zawsze rozpierała mnie duma, gdy mówiłam o jej wykształceniu i późniejszej pracy. Nie dlatego, że dyplom jest wartością samą w sobie, ale dlatego, że mama uzyskała go pomimo trudnej sytuacji. Zrobiła to dla siebie i dla mnie. Mimo to, do tej pory siedzi w niej nieuzasadnione poczucie winy. A wszystko dlatego, że przez całe życie borykała się z krytyką innych kobiet, które widziały w niej matkę realizującą swoje plany kosztem rodziny. Próbowano jej wmówić, że czas spędzony na zajęciach był przejawem egoizmu, który nie przystoi kochającej matce. Włos się jeży na myśl, jak okrutne i zawistne potrafią być kobiety wobec siebie.

Historycznie kobietom udawało się uzyskiwać większe prawa, gdy walczyły razem. Tym razem tego zabrakło. Można już chyba zaryzykować tezę, że Hillary Clinton nie mogła wygrać tych wyborów. Nie dlatego, że ma na nazwisko Clinton. Te same kobiety, które w listopadzie nie oddały na nią głosu, w 1992 roku ochoczo głosowały przecież na jej męża. Clinton nie mogła wygrać, ponieważ spora część amerykańskiego społeczeństwa nadal nie wyobraża sobie kobiety prezydenta. Przysłowiowy szklany sufit jeszcze nie pękł. Niestety, również za sprawą innych kobiet.

unnamed


Katarzyna Czernik:
absolwentka dziennikarstwa i stosunków międzynarodowych na UCD w Dublinie. Pisze dla Dziennika.pl, bloguje dla amerykańskiego The Huffington Post. Zajmuje się tematyką praw kobiet oraz grup LGBTQ, feminizmu (również w szeroko pojmowanej pop kulturze) oraz polityki międzynarodowej, zwłaszcza w USA.