Kulinarne podróże: Sri Lanka

fot.123rf

Poza odpoczynkiem, ucieczką od codzienności i ciekawością świata do podróżowania skłania nas także chęć poznania nowych smaków, kolorów, zapachów. Tym właśnie uwiodła nas Sri LankaCzy trzeba lecieć, aż na Sri Lankę, żeby nauczyć się radzić sobie ze stresem i odnowić swój organizm? – usłyszałem przed naszym wyjazdem. Nie trzeba, ale… można. Obserwować własne emocje, przyglądać się swoim uwarunkowaniom, akceptować je, przenosić umysł do chwili obecnej, delikatnie oczyszczać organizm – można na Sri Lance, nad Bałtykiem, w domu, w parku – gdziekolwiek. Każde miejsce i każdy moment jest dobry na to, aby poczuć się lepiej. Odnaleźć szczęście i wolność – nie gdzieś na zewnątrz, tylko w sobie. Później ześrodkowanym i pozytywnie nastawionym wyruszyć na wyprawę. Połączyć tę podróż do środka z tą na zewnątrz. Zobaczyć świątynię Zęba Buddy (gdzie przechowuje się ząb Buddy) w Kandy, plantacje herbaty czy rajskie plaże na Cejlonie. Wykąpać się w gorącym i wzburzonym Oceanie Indyjskim, dotknąć trąby słonia, skorzystać z ajurwedyjskiego masażu ciepłym olejem i spróbować korzennej, intensywnej lankijskiej mieszanki curry. Później wrócić do domu, do pracy – świeżym, wypoczętym, zadowolonym. I tak każdego dnia, niezmiennie. Wstawać rano, uśmiechać się do siebie. Ponownie (zawsze gdy trzeba) sprowadzać umysł do „tu i teraz” i w samym środku odnajdywać szczęście. Nie czekać całego roku – na następny wyjazd, okazję, prezent…

13 przypraw

Dla mnie podróże są również okazją do podpatrywania filozofii gotowania danego kraju. Na bazarach, w małych sklepikach, restauracyjkach przy plaży czy tych oddalonych od turystycznych szlaków, gdzie przesiadują głównie miejscowi, chłonę zapachy, kolory, smaki. Później wracam do domu i z wykorzystaniem dostępnych w Polsce składników „rekonstruuję” je w swojej kuchni. Na Sri Lance miałem możliwość gotowania z lankijską rodzinną. Mięso praktycznie nie figuruje w diecie większości buddyjskich mieszkańców wyspy. Jedzą mnóstwo ryb, owoców morza, warzyw i… curry.
Króluje tu mieszanka przygotowana aż z 13 przypraw, które praży się osobno do momentu, gdy staną się brązowe, intensywne… Każda z nich przenosi do zupełnie innego wymiaru smaku. Z kolei na targach aż roi się od „kosmicznych” warzyw i owoców. Wśród nich owoce drzewa bochenkowego, duriany, papaje, maniok, okra czy gorzkie melony przypominające połączenie krokodyla z cukinią. Do tego pęki świeżych, aromatycznych liści curry i… kokosy o przeróżnych rozmiarach, rodzajach i formach. Niektóre się pije, inne podjada, z jeszcze innych przygotowuje się samemu mleko kokosowe. Później wszystkie te niezwykłe i zupełnie „normalne” składniki przekłada się do glinianego naczynia (te królują na Sri Lance), dodaje musztardy (integralny składnik lankijskiej kuchni) i gotuje pod przykryciem, aż zamienią się w esencjonalne curry. Do moich ulubionych należy to przygotowywane z buraka i ziemniaków oraz prosty dal z czerwonej soczewicy z mlekiem kokosowym…

Czy trzeba lecieć, aż na Sri Lankę, żeby nauczyć się radzić sobie ze stresem i odnowić swój organizm? – usłyszałem przed naszym wyjazdem. Nie trzeba, ale… można. Obserwować własne emocje, przyglądać się swoim uwarunkowaniom, akceptować je, przenosić umysł do chwili obecnej, delikatnie oczyszczać organizm – można na Sri Lance, nad Bałtykiem, w domu, w parku – gdziekolwiek. Każde miejsce i każdy moment jest dobry na to, aby poczuć się lepiej. Odnaleźć szczęście i wolność – nie gdzieś na zewnątrz, tylko w sobie. Później ześrodkowanym i pozytywnie nastawionym wyruszyć na wyprawę. Połączyć tę podróż do środka z tą na zewnątrz. Zobaczyć świątynię Zęba Buddy (gdzie przechowuje się ząb Buddy) w Kandy, plantacje herbaty czy rajskie plaże na Cejlonie. Wykąpać się w gorącym i wzburzonym Oceanie Indyjskim, dotknąć trąby słonia, skorzystać z ajurwedyjskiego masażu ciepłym olejem i spróbować korzennej, intensywnej lankijskiej mieszanki curry. Później wrócić do domu, do pracy – świeżym, wypoczętym, zadowolonym. I tak każdego dnia, niezmiennie. Wstawać rano, uśmiechać się do siebie. Ponownie (zawsze gdy trzeba) sprowadzać umysł do „tu i teraz” i w samym środku odnajdywać szczęście. Nie czekać całego roku – na następny wyjazd, okazję, prezent…

13 przypraw

Dla mnie podróże są również okazją do podpatrywania filozofii gotowania danego kraju. Na bazarach, w małych sklepikach, restauracyjkach przy plaży czy tych oddalonych od turystycznych szlaków, gdzie przesiadują głównie miejscowi, chłonę zapachy, kolory, smaki. Później wracam do domu i z wykorzystaniem dostępnych w Polsce składników „rekonstruuję” je w swojej kuchni. Na Sri Lance miałem możliwość gotowania z lankijską rodzinną. Mięso praktycznie nie figuruje w diecie większości buddyjskich mieszkańców wyspy. Jedzą mnóstwo ryb, owoców morza, warzyw i… curry.

Króluje tu mieszanka przygotowana aż z 13 przypraw, które praży się osobno do momentu, gdy staną się brązowe, intensywne… Każda z nich przenosi do zupełnie innego wymiaru smaku. Z kolei na targach aż roi się od „kosmicznych” warzyw i owoców. Wśród nich owoce drzewa bochenkowego, duriany, papaje, maniok, okra czy gorzkie melony przypominające połączenie krokodyla z cukinią. Do tego pęki świeżych, aromatycznych liści curry i… kokosy o przeróżnych rozmiarach, rodzajach i formach. Niektóre się pije, inne podjada, z jeszcze innych przygotowuje się samemu mleko kokosowe. Później wszystkie te niezwykłe i zupełnie „normalne” składniki przekłada się do glinianego naczynia (te królują na Sri Lance), dodaje musztardy (integralny składnik lankijskiej kuchni) i gotuje pod przykryciem, aż zamienią się w esencjonalne curry. Do moich ulubionych należy to przygotowywane z buraka i ziemniaków oraz prosty dal z czerwonej soczewicy z mlekiem kokosowym…

Zobacz przepis na lankijską mieszankę curry i na curry z buraków.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »