Na czym polega innowacyjne myślenie?

fot. iStock

W dobie nowych technologii jeszcze bardziej potrzebujemy specjalistów, którzy będą nazywać i tłumaczyć potrzeby ludzi. O szczególnej roli, jaką mają do odegrania psychologowie, przekonany jest Piotr Voelkel, przedsiębiorca, zdobywca tytułu Wizjonera 2016, który przekształcił SWPS w uniwersytet na miarę XXI wieku.

Otrzymał pan tytuł Wizjonera w konkursie „Dziennika Gazety Prawnej” za: wizję, determinację i odwagę. Czy pańskim zdaniem to wystarcza, żeby faktycznie być wizjonerem?

Trzeba jeszcze mieć w sobie gotowość na ponoszenie porażek i rozumieć, że wszystkie są bardzo potrzebne, bo uczą nas tego, czego nie należy robić, więc nie trzeba ich się bać – i w tym miejscu dochodzimy do odwagi, o której była mowa wcześniej. Jeżeli nie ma porażek, nie ma błędów, to znaczy, że nie jesteśmy innowacyjni, bo tylko styk tego, czego jeszcze niedawno nie było, z tym, co jest teraz, jest obszarem, gdzie pojawia się prawdziwa innowacja – a to ryzykowny obszar. Porażki są dowodem, że jesteśmy na tym styku, i to jest ważne.

Między odwagą a brawurą przebiega cienka granica. Czy da się ją opisać, czy to kwestia indywidualnego wyczucia?

Brawura zaczyna się wtedy, kiedy nie mamy dobrej oceny własnych zasobów i jesteśmy gotowi porwać się z jednym granatem na dywizjon czołgów. Aby do tego nie dopuścić, warto konsultować swoje pomysły z innymi. W precyzyjnie prowadzonym procesie innowacyjnym jest wiele miejsc, w których powinna nastąpić weryfikacja i ocena pomysłu, a także konfrontacja z ekspertami i potencjalnymi klientami, więc jeśli pracuje się zgodnie z regułami, pomyłki mogą być dość wcześnie wykryte i wyeliminowane. Podstawowa zasada brzmi: „popełniaj błędy, ale najszybciej jak można”. Dobrze jest pracować w zespole, bo on ułatwia weryfikację naszych entuzjastycznych pomysłów – autor projektu zwykle bywa nieobiektywny.

Zespoły zawsze istniały, ale ich rola bardzo wzrosła.

To się dzieje już od kilkunastu lat. Po prostu na świecie jest ograniczona liczba ludzi genialnych, którzy napędzają rozwój, a dzięki zasadom design management oraz design thinking (projektowanie usług i produktów oparte na zrozumieniu potrzeb klienta – przyp. red.) i innym nowoczesnym procesom można zgromadzić zespół, który jest w stanie myśleć równie innowacyjnie. Geniusze zawsze będą potrzebni, ale jest ich niewielu i niewielu pracodawców na nich stać.

Na czym polega myślenie projektowe w edukacji. Jak to wygląda na Uniwersytecie SWPS?

Proces innowacyjny zawsze zawiera te same elementy. Obejmuje analizę sytuacji, burzę mózgów, konfrontację z ekspertami, model, próbę, ocenę, poprawianie modelu, kolejną ocenę, wdrożenie modelu, ocenę, poprawianie i… znów od nowa.

Uniwersytet SWPS stale poprawia swoją ofertę studiów i wiemy, że naszą siłą może być połączenie wysokiej pozycji naukowej ze świadomością, że nauka to źródło niezwykłych inspiracji dla studenta i dla kadry naukowej, ale też wartość dla partnerów z zewnątrz, czyli firm, biznesu, urzędów miasta czy władz państwa. Uważamy, że już w czasie nauki studenci muszą mieć kontakt z praktyką i pokazywać, że umieją rozwiązywać problemy firmy, organizacji społecznej czy człowieka. Na tę praktyczność stawiamy, wciągając do współpracy osoby, które realizują projekty poza uczelnią.

Niektórzy twierdzą, że warto studiować tylko rzeczy praktyczne. Czy psychologia to wiedza praktyczna?

Sądzę, że psycholog może praktycznie wspierać pozytywne zmiany społeczne w różnych miejscach, wykorzystując wiedzę o ludzkich emocjach, o nastrojach. Jestem pewien, że wielu naukowców ma w tym obszarze możliwości i poczucie własnej misji. Czują oni satysfakcję z tego, że ich wiedza będzie wykorzystywana praktycznie.

Akademickość nie polega na oderwaniu od świata zewnętrznego, warto rozwijać przekonanie, że pożyteczność badań jest dowodem wielkości naukowca. Gdyby porównywać to do tworzenia sztuki i projektowania, to podział jest taki, że artysta poprzez dzieło wyraża siebie, własne idee i ma do tego prawo, natomiast projektant swój talent i kompetencje oddaje na usługi społeczeństwa i projektuje to, co jest ludziom potrzebne. I tak jak nie projektujemy jakichś pseudodzieł sztuki, na których każemy ludziom siedzieć, tylko próbujemy zrobić dobre wygodne krzesło, tak i psychologia może mieć użytkowy wymiar.

W dzisiejszym świecie technologii promuje się rolę nauk ścisłych, pan tymczasem podkreśla znaczenie psychologii i psychologów. Dlaczego?

Przy wprowadzaniu jakiegokolwiek projektu pojawiają się dwa pytania. Pierwsze: jak to zrobić? Na tym polega model biznesowy, bo jeśli wiemy, jak i za ile pewne rzeczy zrobić, to mamy gwarancję, że one się sprzedadzą. Drugie pytanie: po co? Tutaj pomogą właśnie humaniści, ponieważ pytanie sięga kwestii kulturowych, społecznych i psychologicznych. Wszystkie wielkie firmy, którym zależy na perspektywicznych relacjach z klientem, angażują psychologów, ale też antropologów, kulturoznawców, filozofów, którzy szukają w zachowaniach ludzi, w ich sposobie życia, ale też w ich lękach i w ich tęsknotach
– odpowiedzi na pytanie o role, jakie mają spełniać kolejne produkty. Dopiero potem wkracza technologia.

Wielu przedsiębiorców narzeka na młode pokolenie, na jego roszczeniowość. Czy pan widzi jakieś zagrożenie?

Myślę, że mimo wszystko społeczeństwo zmienia się na lepsze. Zawsze były elity i masa. Jeżeli możemy się nad czymś zastanawiać, to nad tym, jak dużą część młodzieży uratować od nałogu przebywania w wirtualnej rzeczywistości, jak stworzyć warunki do tego, żeby byli panami świata wirtualnego, a nie jego niewolnikami. Elitą będą ci, którzy mają umiejętność zarządzania tą przestrzenią, oni będą liderami zmian. Inni będą manipulowani, będą czytali to, co zechce Google czy inna wyszukiwarka, kupowali to, co im proponuje reklama, będą bezkrytycznie przyjmowali nieprawdziwe informacje i mocno je przeżywali. U podstaw podziału między byciem niewolnikiem a panem tak naprawdę leży stosunek do lęku, to, czy umiemy się z nim brać za bary – jeśli boję się jeździć na rowerze, bo się wywrócę, to biorę rower i próbuję: raz i drugi faktycznie upadnę, a w końcu jadę.

Jak możemy walczyć o młodych ludzi, żeby chcieli zostać elitą?

Tworzyć dobre uczelnie i robić wszystko, żeby było jak najwięcej wolnych ludzi, którzy umieją podejmować decyzje, brać za nie odpowiedzialność, są wyedukowani. Im więcej będą wiedzieć, tym trudniej będzie ich zmanipulować, zmusić do emocjonalnych gestów. Ale z drugiej strony ważne, by nie byli pozbawieni uczuć, by umieli być ludźmi. Na tym polega zrównoważony rozwój. I po to między innymi jest dobra uczelnia, gdzie ludzie się spierają, podejmują dyskusje. Dyskusja daje nam poczucie własnej wartości, bo odkrywamy, że wspólnie z innymi możemy coś zrobić, ale możemy się także z nimi spierać. Uważam, że częścią misji dobrej uczelni jest ośmielanie do podejmowania ryzyka, do bycia w grupie. Wypuszczanie w świat liderów, a nie „produkowanie” wylęknionych niewolników, którzy potrzebują dyktatora.

A jak by pan przekonał tych młodych ludzi do tego, żeby brali się za bary z lękiem? Co za to dostaną?

Dostaną za to poczucie wartości…

I to jest warte…?

Wszystkiego.

Piotr Voelkel przedsiębiorca, znawca sztuki i promotor polskiego designu, mecenas wielu projektów kulturalnych i edukacyjnych. Obecnie Piotr Voelkel koncentruje się na projektach pro publico bono

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »