Nie zamieniajmy powietrza w wysypisko – Radosław Brzózka o sensie walki z trucicielami powietrza

fot,. materiały prasowe

Od dawna chciał się zaangażować w działania, które ograniczyłyby problem smogu w Polsce. Maska antysmogowa – według niego – to niewystarczające rozwiązanie, podobnie jak wysokie mandaty za palenie śmieciami w piecach. Co w takim razie może pomóc? Według Radosława Brzózki, znanego prezentera telewizyjnego i radiowego oraz ambasadora kampanii PGNiG „Powietrze bez śmieci”, przede wszystkim edukacja! Pytamy zatem, jak edukować, by zmniejszać zanieczyszczenia powietrza i co łączy polskie powietrze z Indiami?

Został Pan ambasadorem kampanii społecznej „Powietrze bez śmieci” Fundacji PGNiG im. Ignacego Łukasiewicza, ale czy smog dokuczał Panu wcześniej?

Radosław Brzózka: Oczywiście, że tak – dlatego nie musiałem się długo zastanawiać nad decyzją o dołączeniu do kampanii. Mam wrażenie, że od ciągłego przypominania o słabej jakości powietrza zaczęliśmy się w Polsce dusić – śmierdzące samochody, czarny dym z domowych kominów – ten widok zaczyna budzić strach i złość. Wcześniej wciągaliśmy je bezkrytycznie jak nałogowcy dym z papierosów. Dlaczego wciąż sobie to robimy? Czas działać! Zastanawiałem się, jak mogę pomóc to zmienić i w tym momencie pojawiła się propozycja udziału w akcji „Powietrze bez śmieci”. To projekt, w którym udział mogą brać zarówno szkoły podstawowe jak i gminy, zapisy trwają już tylko do 16 stycznia, także warto się pospieszyć.

A jak się Pan zabezpiecza przed zanieczyszczonym powietrzem w trakcie alertów smogowych?

Nie bardzo mam jak. Jeżeli akurat jestem na zdjęciach, to o noszeniu maski nie ma mowy. Nie miałem nigdy maski przeciwpyłowej, ale chyba czas to zmienić. To jakaś forma ochrony – niestety nie tak dobra, jak byśmy sobie tego życzyli, ale to też manifestacja – nie chcę wdychać tego, co unosi się w powietrzu! To niewerbalny komunikat do innych. Pokażmy, ze mamy dość śmieci w powietrzu!

W ramach kampanii będzie Pan m.in. prowadził lekcje w szkołach podstawowych – po co uświadamiać dzieci, skoro to dorośli palą śmieci w piecach?

No właśnie dlatego, że dla dorosłych jest często za późno. Kiedy odkryto bakterie i pojawiły się niezbite dowody na to, że to one odpowiadają za olbrzymią część śmiertelnych infekcji w szpitalach, lekarze i tak nie zaczęli od razu myć rąk! Brudnymi dłońmi cięli pacjentów, grzebali w ich wnętrznościach i w rezultacie często zamiast ratować życie – zabijali. Na nic się zdały błagania pionierów antyseptyki. Ci, którzy próbowali zmusić kolegów do mycia rąk i sterylizacji narzędzi byli wyrzucani z pracy! Takie rzeczy działy się niewiele ponad 100 lat temu. Dziś mamy niezbite dowody na szkodliwość brudnego powietrza – co z tego, skoro dla wielu osób palenie śmieci i wdychanie zanieczyszczonego powietrza to coś absolutnie normalnego. Podobnie jak w XIX wieku trzeba było czekać na zmianę pokoleń w środowisku lekarskim, tak dziś musimy pokazywać dzieciakom, że dbanie o czyste powietrze naprawdę się opłaca.

Był Pan niedawno w Indiach, gdzie problem zanieczyszczenia powietrza istnieje od lat. Czy dostrzega Pan jakąś analogię z Polską?

Niestety tak. Wystarczy przejechać się po naszym kraju i w wielu miejscach da się wyczuć ten sam co w Indiach smród palonej gumy, plastiku i innych śmieci. Ale tam mamy do czynienia z przeludnieniem, straszną biedą dużej części społeczeństwa, totalnym brakiem infrastruktury. Tymczasem w Polsce mamy sprawnie działający system odbioru śmieci, jesteśmy wyedukowani, w porównaniu ze zdecydowaną większością Hindusów, także jesteśmy o wiele bardziej zamożni. Mimo to siła przyzwyczajeń zwycięża – z tragicznym skutkiem dla naszego zdrowia.

Wierzy Pan, że da się poprawić jakość powietrza bez zakazów i kar dla trucicieli?

Nie. Kiedy jedzie przede mną samochód, który dymi tak, że nie widać nawet jego tylnej tablicy, to chciałbym widzieć kierowcę auta złapanego przez pierwszy lepszy patrol policji. Niestety, takiej sceny nigdy nie widziałem. Albo domki jednorodzinne, z których kominów nocami unoszą się kłęby gryzącego dymu – ewidentnie ich właściciele pozbywają się śmieci, trując wszystkich dookoła oraz oczywiście siebie. Te same śmieci mogą być odebrane rano w ramach opłaty za wywóz odpadów, wystarczy wyrzucić je do śmietnika. Może mają za daleko?

Na koniec – proszę podać 3 zasady, które paralotniarz chciałby zaszczepić w innych.

Haha – po pierwsze nie wyrzucaj śmieci, latając kilka kilometrów nad ziemią! A tak zupełnie poważnie, przede wszystkim niech śmieci lądują na wysypiskach, a nie w piecach. Nie zamieniajmy powietrza w śmietnisko! Zwracajmy uwagę trucicielom – niech czują, że robią coś złego – może w końcu przestaną uważać, że trucie to coś normalnego, co wszyscy inni też robią i nikomu to nie przeszkadza albo wpisuje się w koszty życia. I w końcu edukujmy – mam nadzieję, że lepsza wiedza o tym dlaczego nie warto zaśmiecać powietrza, pomoże je oczyścić z korzyścią dla nas wszystkich…