Obudź w sobie kreatywność

fot.123rf

Wszyscy jesteśmy twórcami z natury.
Kreatywności nie trzeba się uczyć, wystarczy ją odblokować, obudzić, by móc w pełni realizować swój potencjał. To możliwe w każdym wieku – twierdzi Julia Cameron, autorka bestsellerowego poradnika „Droga artysty…” – jedyne, co trzeba zrobić, to otworzyć się na siebie.

Jest pani pisarką, autorką scenariuszy filmowych, celebrytką, jednak największą sławę przyniósł pani… poradnik. To sukces, czy na jakimś poziomie czuje się pani niespełniona?

reklama

Teraz już mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że to sukces. Czuję się spełniona. „Drogę artysty…” kupiły dotąd ponad cztery miliony osób na świecie. Byłabym niewdzięczna, nie szanując tego. Ale z początku zupełnie tego nie rozumiałam, nie brałam pod uwagę, że to może być moja główna ścieżka kariery. Czasem trzeba po prostu nie opierać się, tylko płynąć z tym, co się pojawia. Ta sytuacja nauczyła mnie pokory.

Czym tłumaczy pani popularność tej książki?

Udało mi się najwyraźniej dotknąć czegoś ważnego i ponadczasowego. Dziś kreatywność to modne słowo, są setki książek i warsztatów na ten temat. I nic dziwnego – zaczynamy rozumieć, że tworzenie jest naszym największym życiowym powołaniem i wyzwaniem jednocześnie. Wtedy, pod koniec lat 80., borykałam się z poważnym kryzysem twórczym, ale nie było żadnych poradników na ten temat, gotowych recept. A ja czułam się wypalona, nie miałam pojęcia, co mam dalej robić ze swoim życiem. Przestałam mieścić się w systemie, nie godziłam się na to, że prawa rynku sztuki zmuszają artystów do chałtur, robienia rzeczy pod publiczkę. Moja kreatywność gasła dławiona oczekiwaniami z zewnątrz. Próbowałam różnych ścieżek, by odnaleźć siebie, szukałam po omacku, eksperymentowałam na sobie. I powoli coś zaczęło się otwierać, choć niekoniecznie w dziedzinie sztuki. Zaczęłam się dzielić moimi przemyśleniami i ćwiczeniami z grupką znajomych, którzy podobnie jak ja cierpieli na kryzys twórczy. Zareagowali niesamowicie: wszyscy poczuli dopływ sił i zaczęli na nowo tworzyć. Zaczęłam robić takie kursy i miałam coraz więcej chętnych. Po kilku latach wydałam książkę… Zanim się obejrzałam, uczenie innych, jak odzyskać twórczą moc, stało się moim głównym zajęciem.

Podobno nauczyć możemy kogoś tylko tego, co sami przeszliśmy.

Jestem tego pewna. Co ciekawe, niejako przy okazji szukania kreatywności znalazłam się na ścieżce duchowej. Odkryłam, że duchowość i tworzenie są ze sobą nierozerwalnie związane. Otwierając się na duchowość, stajemy się twórcami, a przez tworzenie dotykamy w sobie boskości w jej najgłębszym wymiarze. A jest nią tworzenie właśnie. Przez lata moje rozumienie twórczości ewoluowało. Dziś już nie myślę o artyście jako o kimś, kto tworzy dzieło konkretną techniką. Widzę, że kreatywnym projektem może być rodzina, dom, własny biznes – albo po prostu życie. A sensem życia jest znalezienie swojego środka wyrazu, który pozwoli nam zaangażować siebie w pełni, użyć do tego swoich unikalnych talentów. W tym sensie dążenie do tworzenia jest najgłębszym pragnieniem człowieka. Wołaniem serca, duszy. Wszyscy szukamy twórczego spełnienia, czyli połączenia ze swoją boskością. Choć brzmi to górnolotnie, w gruncie rzeczy jest proste. Myślę, że to właśnie przyciąga ludzi do mojej książki. Proponuję kilka konkretnych kroków, które pomagają to odkryć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »